Przed śmiercią dostanę się do Nieba

Tylko takie postawienie sprawy sprawia, że stajemy się poważnymi kandydatami na mieszkańców Nieba. Z całą odpowiedzialnością ostrzegam cię, że pozostawienie procesu dorośnięcia do Nieba “na czas po śmierci” stawia cię na przegranej pozycji. Tym samym mówisz wtedy: “Pani Kostucho, zabierz mnie do Nieba”. Nie liczmy również na to, że po śmierci przyjdzie świetlisty Jezus lub anioł i zabierze nas do Raju. Dlaczego? Bo Jezus wyraźnie powiedział nam, jak może się to stać i w żaden inny sposób. Musimy więc sprawę swego zbawienia lub wyzwolenia wziąć w swoje ręce. Przynajmniej na początku. To musi być czasem treningu naszego umysłu. Potem do Nieba pochwyci nas już sam Ojciec. Dalej pokażę ci szczegółowo, jakie pierwsze kroki powinieneś postawić i jak postarać się o wytyczne do kroków kolejnych, aby jeszcze przed śmiercią znaleźć się w Niebie… (foto: omraam-words-of-light.org)

Zaczynamy od uświadomienia sobie, gdzie owo Niebo się znajduje. Jest bardzo ważne, aby właściwie pojmować słowa Jezusa: “Królestwo Boże jest w was.” Po pierwsze nie powiedział, że “będzie” (za tysiąc lub milion lat), ale że już “jest”. Po drugie – nie powiedział, że jest “tam”, lub “tu”, “na górze” czy “na dole”, czy też “w kościele”. No i wreszcie nie powiedział, że Królestwo Boże czeka nas “po śmierci”, “po odbyciu kar czyśćcowych” itp. itd. Powiedział, że Królestwo jest w nas. To oznacza dokładnie, że musimy wejść na ścieżkę mistyków. Zagłębić się w sobie,  aby usunąć stamtąd zalegające stare graty i ujrzeć Światłość Bożego Oblicza. Podsumujmy: Niebo jest już teraz w nas.

Możemy w tej sytuacji zapytać: Skoro tak jest, to o co właściwie mamy się starać? Pokażę to na przykładzie człowieka, który będąc synem króla i mając wszystkiego pod dostatkiem, zdrowie, radość i miłość wszystkich – zasnął. I nagle śni mu się, że napadają go zbójcy, okradają i wrzucają do ciemnego lochu pełnego zgnilizny i szczurów. Gryzą go one dniami i nocami, leżeć musi na mokrej glinie, a przychodzący czasem strażnik okłada go do krwi kijem nabitym gwoździami. Czy widzisz? W rzeczywistości śpi w wykwintnym i puchowym łożu, a we śnie przeżywa koszmar. Taka właśnie jest sytuacja przeciętnego człowieka. Posiada w sobie Królestwo, ale żyje jak nędzarz. A jeśli nawet jego życie jest znośne lub radosne, to radość owa, choćby największa, jest jednak zasłoną uniemożliwiającą ujrzenie Królestwa, które jest w nim. Gdyż radość i pokój Nieba przewyższa swą wspaniałością wszelkie zwykłe pojmowanie. Jeśli więc chcesz wejść do Nieba, do Królestwa Bożego, być zawsze bezgranicznie szczęśliwy – musisz się obudzić.

Z pewnym uproszczeniem powiedzieć można, że do Nieba mamy dwa kroki. Pierwszy jest naszym krokiem dokonywanym z pomocą Ducha Świętego, który już w nas mieszka. Ten krok daje nam możliwość widzenia duchowego (chrystusowego). Jest przekroczeniem widzenia oczami ciała, choć wykonywany jest jeszcze w świecie percepcyjnego i złudnego snu. Z kolei drugi krok wykonywany jest dla nas przez Boga, w sytuacji gdy osiągniemy efekt kroku pierwszego. Ten drugi krok jest wejściem do Nieba, w którym otrzymujemy dar bezdoznaniowego, pozauczuciowego i pozaintelektualnego poznania. To jest świat “Bez” i “Poza”. Po drugim kroku poznajemy tak, jak poznaje sam Bóg. O ile owoce pierwszego kroku można opisać słowami, o tyle owoce drugiego kroku są nie do opisania. Właściwie można by zaryzykować stwierdzenie, że wtedy poznajemy Boga twarzą w twarz. Ryzyko polega tylko na tym, że teraz nie wiemy, co to naprawdę znaczy “Bóg”.

Zaczynamy pierwszy trening umysłu od wielokrotnego podniesienia lekkiego percepcyjnego ciężarka. Rozglądając się po po swoim pomieszczeniu lub okolicy, czytamy podaną myśl ze zrozumieniem, zamykamy oczy i kontemplujemy jej znaczenie powtarzając ją wolno w myśli. Oto konkretne idee:

  • Ten stół nie jest realny, jest tylko wyobrażeniem w moim śnie.
  • Tamto drzewo nie jest realne, jest złudnym obrazem w moim umyśle.
  • Ten samochód nie jest realny, jest zjawiskiem pojawiającym się na powierzchni mego umysłu.
  • Ten człowiek nie jest realny, jest moim wyobrażeniem.

Kontynuujemy trening dodając podobne do poprzednich stwierdzenia. Podnosimy ten lekki ciężarek wielokrotnie w ciągu dnia. W różnych sytuacjach i porach. Kolejnego dnia zewnętrzne obrazy zastępujemy myślami. Ćwiczymy rozważając je tak:

  • Moja myśl o pracy nie jest realna, jest tylko moim snem.
  • Moja myśl o sytuacji politycznej na  świecie nie jest realna, jest tylko moim wyobrażeniem.
  • Moje myśli o ludziach są tylko moimi subiektywnymi wyobrażeniami.

Kolejny dzień jest ćwiczeniem innego mięśnia naszej percepcji. Podniesiemy ciężarek odkrywania źródła, gdzie wytwarzane są nasze myśli i zjawiska zewnętrzne. Przygotujmy się na nieco cięższe zadanie. Ćwiczymy teraz medytując w ten sposób:

  • To ja wytwarzam zarówno swoje myśli jak i zjawiska zewnętrzne.
  • Ten stół został wytworzony przeze mnie.
  • Ten samochód został wytworzony przeze mnie.
  • Świat, o którym myślę, został wytworzony przeze mnie.
  • Gdy oceniłem tego człowieka, został on wytworzony przeze mnie.
  • Wciąż wszystko komentuję, osądzam i oceniam. W ten sposób podtrzymuję ten świat.
  • Moje rozmowy z innymi wytwarzają to , co potem widzę i o czym myślę.
  • Żyję w iluzji, że świat niezależnie od moich decyzji wpływa na mnie.
  • W istocie moje decyzje i osądy są projekcją, którą zwrotnie postrzegam jako świat.
  • Wytworzyłem świat, na który narzekam i pragnę zmienić nie zmieniając swych myśli.

Następne z ćwiczeń dotyczy naszego widzenia roli Boga w tym, co my sami postrzegamy. Takie ćwiczenie jest ważne choćby z tego powodu, że Niebo do którego chcemy się dostać zamieszkałe jest właśnie przez Boga. Musimy Go więc prawidłowo postrzegać. To jest już nie ciężarek ale sztanga. Bądźmy dzielni! Wypowiadamy i rozmyślamy nad takimi myślami:

  • Czy Bóg stworzył te wytworzone przeze mnie iluzje?
  • Czy miłujący Bóg stworzył świat pełen cierpienia, przemocy, lęku i śmierci?
  • Jeśli świat jest moim wytworem, to nie stworzył go Bóg.
  • Tego drzewa nie stworzył Bóg.
  • Tej osoby nie stworzył Bóg.
  • Tego słońca nie stworzył Bóg.
  • Oddzielnych elementów całej przyrody nie stworzył Bóg.

Aby zmniejszyć sprzeciw naszego uzależnionego umysłu wobec powyższych myśli, powiem tylko, że jeśli nie pokonamy błędnego postrzegania Boga, nie będziemy mogli Go zobaczyć nigdy. Nie zobaczymy więc także Jego Królestwa. Podnieśmy teraz uzupełniający ciężarek. Oto on:

  • Bóg stworzył świat taki, którego na razie nie dostrzegam.
  • Bóg stworzył świat, w którym nie ma wojen, chorób, cierpienia i śmierci.
  • Bóg nie stworzył wojen, chorób, cierpienia i śmierci.
  • Bóg pragnie dla mnie i innych ludzi, aby byli szczęśliwi, radośni i nieśmiertelni.
  • Chciałbym doświadczyć realnego świata stworzonego przez Boga.
  • Realny świat stworzony jest przez realnego Boga.
  • Nierealny świat, pełen iluzji i snów, wytworzyłem ja sam.
  • Rezygnuję z kontynuowania życia w tym wyimaginowanym przeze mnie świecie.
  • Pragnę ćwiczyć “mięśnie swego umysłu”, aby go wyrwać z halucynacji.

Teraz podejdziemy do ćwiczenia, które daje nam przedsmak Królestwa. Zapewne zbyt krótko jeszcze jesteśmy na ścieżce, aby cieszyć się głębią tych myśli, ale dzielnie podejmujemy się ich zgłębienia. Odczytujemy kolejne wiersze, a po każdym odczytaniu zamykamy oczy i rozważamy jego treść w swym wnętrzu.

  • Na powierzchni mego umysłu błahe rzeczy pienią się i kipią.
  • Pozwalam odejść im wszystkim teraz.
  • Sięgam głęboko pod nie, gdzie jest Królestwo Niebieskie.
  • Tu gdzie przebywa doskonały pokój.
  • Tu we mnie nic nie jest niemożliwe.
  • Tu we mnie mieszka siła Boga.
  • Bóg jest siłą, której ufam. (L47)

Powyżej pokazane ćwiczenia są wstępem na ścieżkę duchowego sportowca. Treningi powinny być kontynuowane pod okiem Ducha Świętego wg określonego porządku sporządzonego przez wytrawnego trenera. Proponuję Ci, abyś na swego trenera wybrał Jezusa. Jestem Jego uczniem od wielu lat i zapewniam Cię, że Jego prowadzenie nie zawodzi. Owoce widoczne są w praktycznym życiu. Jestem pewien, że poznam Niebo jeszcze przed śmiercią. Moim podręcznikiem jest oczywiście Kurs cudów. Początkujący zacząć powinien, moim zdaniem, od Ćwiczeń, gdzie mamy 365 lekcji, na każdy dzień w roku. Po początkowym oporze :-), lekcje od mniej więcej numeru 60 idą jak po maśle. Powodzenia! Student.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *