Bóg Spinozy?

Poznanie Boga możliwe jest wyłącznie przez rozpoznanie, że jest się z Nim jednością. Wszelkie inne opisy są alegoriami, przypowieściami, czy też jak tego chciał Spinoza „naukowymi systemami twierdzeń”, które nie dają nam tego poznania, na którym nam zależy. Ja nazywam je wszystkie mitologiami. A więc każdy może mieć jakąś mitologię, ale to nie znaczy, że zna Prawdę. Zna jedynie mitologię (bajkę na jej temat).

I tak mamy dwie grupy mitologii. Jedna uznaje Boga osobowego, druga – bezosobowego. Obie wersje są tylko opowieściami o czymś rzekomo odległym. Bo gdybyś przyjął, że Bóg jest „umysłem, którym myślisz”, to po co miałbyś wymyślać Ojca lub Substancję. Są jednak pewne różnice w obu podejściach. Jedną z nich jest trudność zaakceptowania opisu. Na Zachodzie przyjęło się, że Bóg jest Ojcem – i dlatego takie podejście jest łatwiejsze dla zachodniego umysłu. Do takich wniosków doszedł m.in. jogin Sri Chinmoy, którego joga polega na uwielbieniu Boga osobowego. Podobnie wielbią Boga wyznawcy Kriszny i inni na Wschodzie. Ale także na Wschodzie mamy podejście bezosobowe.

Kurs cudów zaś jest znakomity nie dlatego, że przedstawia mitologię Boga osobowego z użyciem pojęć chrześcijańskich, ale dlatego, że daje narzędzia do poznania Go poza pojmowaniem mitologicznym. Wtedy takie pojęcia jak „osobowy” i „bezosobowy” czy „Trójca” tracą swoje znaczenie. Jeśli zaś komuś przeszkadza takie podejście, to Autor Kursu wyraźnie mówi, że jest on przeznaczony nie dla wszystkich, a tylko dla tych, którzy go zaakceptują i z niego skorzystają.

Co Państwo na to? Gdybyśmy mieli przeprowadzić głosowanie:) Za jakim Bogiem jesteście?

31 responses to “Bóg Spinozy?

  1. Modlitwa to wg mnie prośba, podziękowanie, wyrazy uwielbienia dla Boga.\nJeśli poszerzysz modlitwę o pokłony, taniec, palenie kadzidełek, to owszem można uznać, że w systemach nieteistycznych też mamy do czynienia z modlitwą. Ale jeśli pójdziemy tym tropem, to całe życie możemy nazwać modlitwą. :P\n\nSzczery ateista nie może się modlić, bo uznaje, że istnieje tylko materia, a umysł to chemiczna i fizyczna aktywność mózgu. \nAteista może mówić pacierz wyuczony w dzieciństwie, ale to nie jest modlitwa, choć może oczywiście dać pozytywny skutek dla poprawy samopoczucia.\n\nMoim zdaniem panteizm jest syntezą innych religii, to najszerszy z horyzontów. Dlatego mi odpowiada.\nBaruch Spinoza swoje założenia zmieniał i modyfikował, nazywał je propozycjami. Jego system był dynamiczny.\n Materia, energia, informacja, umysł, Bóg, wszechświat, to tylko nazwy racjonalnej substancji. Różnią się co najwyżej gęstością i aktywnością.\n\n KC też traktuję jako propozycję, wstęp do ciekawych ćwiczeń umysłowych. Warto pomyśleć o usunięciu z niego naleciałości chrześcijańskich i psychologii freudowskiej. Tylko co z niego zostanie? Ano, czysty monizm spirytualistyczny. A stąd tylko krok do neospinozjańskiego panteizmu.\n\npozdrawiam

  2. Dziękuję Ci za bardzo ciekawe uwagi. Do jednej tylko chciałbym się odnieść. Do czegoś bardzo praktycznego. Mianowicie do modlitwy. Wydawałoby się, że modlitwa jest praktykowana tylko w religiach, gdzie wyznaje się osobowego Boga. To jednak nie jest prawda. Na Dalekim Wschodzie jogini wyznający adwajtę (niedwoistość), czyli jedność z Bogiem – modlą się. Do kogo? Mało tego! Nawet Buddyści modlą się. Do kogo? Skoro wcale nie wyznają wiary w jakiegokolwiek boga?

    Otóż chciałbym powiedzieć, że po prostu ludzie się modlą, gdyż wiedzą, że modlitwa jest SKUTECZNA. A przynosi skutek niezależnie od mitologii, którą się wyznaje. Jeśli wierzysz w boga osobowego – modlitwa przynosi skutek. Jeśli wierzysz w boga nieosobowego – modlitwa przynosi skutek. Nawet jeśli nie wierzysz w żadnego boga – modlitwa przynosi skutek!

    Ty SpinOza, zdaje się, jesteś przywiązany do mitologii, w której wyznaje się boga bezosobowego. Gdybyś się od niej uwolnił – zobaczyłbyś szerszy horyzont, a na nim możliwości jakie daje Umysł. Bo to właśnie On jest tym bogiem osobowym lub bezosobowym. Zauważ, że i tzw. ludzie niewierzący mają umysł. I wcale weń nie wątpią. Dlatego też ich pragnienia (czytaj „modlitwy”) realizują się precyzyjnie. Te słowa kieruję do Ciebie, jak do przyjaciela – nie miej mi tych uwag za złe (ja też jestem przywiązany do różnych rzeczy:).

    Do czego się więc modlimy? Do siebie samego oczywiście. I, jak mówi dzisiejsza Lekcja 32, „Wymyślamy sobie świat, który widzimy”. A dlaczego jest w nim tyle cierpień? – to już odrębna, choć prosta, kwestia.

  3. Young w swojej książce pt. „Chata” przedstawia Boga Ojca jako jowialną Murzynkę piekącą domowe ciasto, Jezusa jako żydowskiego robotnika, a Duch Święty, to Azjatka o imieniu Sarayu. Główny bohater dyskutuje z nimi w tytułowej chacie na rozmaite tematy. To takie postmodernistyczne widzenie chrześcijańskiej Trójcy. Można i tak 🙂

    Jeśli jednak przyjmiemy, że bóg jest bezosobowy, to nie mają sensu modlitwy, bo do kogo się z nimi zwracamy?
    Może do Siebie, ale to nie będzie z definicji modlitwą.
    Może do Czegoś, jak pewien alkoholik, który modlił się do Wódki, żeby pozwoliła mu normalnie żyć. Ale to raczej pewna forma animizmu, choć w wódce jest przecież Spiritus vini, czyli Duch wina. 😉

    Wracając do KC, to zastosowano tu mitologię chrześcijańską.
    Bóg z KC jest nie tylko osobowy, ale podzielony na 3 postacie, jak w religii politeistycznej. Bez Syna Boga trudno by było wytłumaczyć skąd my się wzięliśmy, w tym sama autorka książki. To Syn zapadł w coś w rodzaju snu i pomyślał o oddzieleniu się od Ojca. A że jest kreatywny, to powstała przestrzeń, w której my cząstki boże śnimy swoje sny.

    Bliska „prawdy” jest moim zdaniem opowieść o synu marnotrawnym, który śnił o opuszczeniu ojca, ale sny były koszmarne, popadł w nich w nędzę, nawet był gotów nieczyste świnie w nich pasać. Dlatego chętnie wrócił do ojca.

    pozdrawiam

  4. Witam Dyskutantów i Autora ciekawego tematu.\n\n Uważam, że Bóg jest bezosobowy. Dlaczego tak uważam? To proste. \nJednak zacznę od tego, że Bóg w kościele katolickim nazwany Ojcem/Stwórca jest płci męskiej. Przedstawiany jako starszy Pan z brodą. Ta wersja wizerunku Boga kłóci się z tezą, że Bóg stworzył wszystko i wszystkich. Kolejna wiadomość jest taka, że w Raju był Adam i miał się świetnie dopóki nie pojawiła się tam Ewa, która zachęciła go skutecznie do grzechu. Ewa powstała z żebra Adama. Wiec jak to jest, że Bóg stworzył Adama, a Ewa powstała z jego żebra? To początek wyższości mężczyzn nad kobietami. Mężczyznę stworzył Bóg, ale Ewa/kobieta to już efekt uboczny. Mocno naciągana teoria jak dla mnie. Ewa/kobieta jest symbolem wykluczenia w teologii kościoła katolickiego. To widać nawet w jego działaniach np. palenie czarownic/kobiet na stosie. Uznanie Marii, żony Jezusa za upadłą. Widać jak na dłoni, że teologia kościoła katolickiego opiera się na kulcie mężczyzn. Kobieta nie może zostać księdzem, ale ma służyć księżą jako zakonnica. Kobieta nie może też zostać Papieżem.\n\n To wszystko prowadzi mnie do wniosku, że są dwie płcie, mężczyźni i kobiety i na tym świecie fizycznym nie da się tego pogodzić. Tak było, jest i będzie. Jest ktoś lepszy i ktoś gorszy. Jak to się ma do tego, że Bóg stworzył wszystkich ludzi i są oni dziećmi Bożymi wiec muszą być równi. Oni wszyscy dla Boga są równi, ale dla siebie samych już nie. Jeżeli trzymamy się teologii katolickiej to ona ten wniosek podsuwa swoimi nakazami. Dla mnie to teologia ego. Jednak każdy może mieć na ten temat własne zdanie.\n\n Jak z tego wybrnąć? To proste. Należy znaleźć taki poziom myślenia na którym wszyscy ludzie są równi. Jednak gdy postrzegam świat fizyczny to wszystkie ludzkie cechy osobowości zawsze są różne. Ludzie fizycznie różnią się na wiele sposobów. Od płci przez kolor skóry, wiek, zawód, pozycję społeczną itp. Jednak jest stwierdzenie, które równa nas wszystkich. Jesteśmy wszyscy ludźmi. Każdy jest człowiekiem. Tutaj osiągamy równość postrzegania. Powiem więcej. Każdy z nas ma coś, co jest równe z innymi. To Umysł. Jeżeli przyjmę tezę, że każdy ma Umysł, którym myśli to co się stanie? Ja mam Umysł i myślę/ używam go. Następnie spoglądam na ciało i jego cechy i już wiem, że jestem mężczyzną. Utożsamiam się z nim/ ciałem i jego cechami. To moje ciało powiedziało mi co mam myśleć o sobie. Jednak Umysł jest bezosobowy i bezpłciowy. Na tym poziomie myślenia wyłania się myśl, że Bóg Stwórca stworzył swoje Stworzenie na swoje podobieństwo. Więc Bóg też nie ma płci, bo nie utożsamia się z ciałem, tak jak my to błędnie czynimy. Wiec Bóg jest Umysłem. Gdzieś czytałem jak Jezus mówił o Bogu, że jest on Matką/ Ojcem. Wniosek z tego, że uważał Boga za bezpłciowego/ niepodzielnego.\n\n Kolejna teza z nauk teologii katolickiej może zostać uznana za nieprzydatna. Jeżeli Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo i uznamy to, że człowiek jest ciałem to zgodnie z tym wymyślimy sobie, że Bóg też jest ciałem. O tym świadczą wizerunki Boga na malowidłach. Jednak każdy człowiek kiedyś umiera. Umiera jego ciało. Więc jeżeli tak sobie wyobrażam Boga, że jest ciałem jak ja, to chcę Jego upodobnić do siebie zamiast odkryć, że On jest czymś innym. To tylko moja ludzka/cielesna/fizyczna projekcja, że Bóg jest ciałem, bo ja tak się czuję. A skoro On jest ciałem, to powinien umrzeć jak my wszyscy uważający się za ciała. Oczywiście teraz widać, że to jest teoria bez sensu. Bóg jest ciągle żywy, a ciała rodzą się i umierają. Nie da się tego połączyć razem. \n\n Jeszcze jedna myśl. Nikt na tym świecie nie widział Boga. Nikt też nie widział Umysłu. Można każdego człowieka/jego ciało przebadać wszystkimi aparatami, rentgenem, usg, rezonansem magnetycznym. Jednak nigdzie nie ma umysłu. Można zobaczyć mózg, ale nie Umysł. Mózg i jego możliwości są ekwiwalentem Umysłu. Tak ego mówi, że narząd fizyczny może być zamiennikiem tego co Bóg dał swojemu Stworzeniu. Można wierzyć w mózg lub w Umysł. Wolny wybór.\n\n Teraz myśl z K.C. : to samo jest tym samym/tego samego rzędu. Nikt nie widział Boga i nikt nie widział Umysłu, dlatego uważam, że to jest tym samym. To jest czymś bezosobowym, co można w prosty sposób, który opisałem dowieść naukowo.\nInna myśl z K.C. : ego zawsze mówi kim jestem odwołując się do fizycznych cech ciała i jego utożsamień z nim oraz z rolą w społeczeństwie. Ciała i świat fizyczny są symbolami oddzielenia. W K.C. Autor zachęca każdego, aby poznał siebie i tym „czym jest”. Różnica w pojęciach „kim jestem” i „czym jestem” jest prosta. Kim jestem to: odosobnienie/ szczególność/ pojedynczy byt/ciało. Czym jestem oznacza Wszystko/ Umysł/ ogólność. A jest jasnym, że sposób myślenia ego nie jest w stanie objąć Wszystkiego. Cokolwiek ego postanowi zrobić to nigdy to nie da pełnego pozytywnego wyniku dla wszystkich ludzi. \n\n Jasno zaznaczam, że moje myślenie nie jest logiczne. Nie szukajcie w tym tekście logiki. Logika to sposób myślenia ego. Staram się być konsekwentny w myśleniu. Nie mówię, że należy spalić księgi teologiczne i zburzyć kościoły. Są ludzie, którym to jest potrzebne i w to wierzą. Tak hierarchowie kościelni jak i ich wierni. \nJa zachęcam tak jak Autor Kursu Cudów do zmiany myślenia o świecie na zewnątrz. To jest bez wysiłkowe i możliwe w każdej chwili…której Wszystkim życzę. \nPozdrawiam\nAndrzey

  5. Słowianinie, pozdrawiam Cię :-). Nie jestem w stanie odnieść się do wszystkich szczegółów Twego komentarza, jest ogromny, ale jeden muszę fragment poruszyć. Choć piszesz, że „nie jesteś wrogiem Kursu”, to jak widać, dużo wysiłku wkładasz w to, aby przedstawić nam swoje wątpliwości co do jego wartości. Mówisz w zakończeniu:

    „Na koniec warto wspomnieć o miejscu spisania Kursu: USA – państwo masonów, bankierów, syjonistów, iluminatów, założycieli Ś.J., podprogowego programowania w mediach, niszczycieli naturalnych wierzeń Indian i naturalnej medycyny, krzewicieli Nowego Porządku Świata. Czy Jezus też ma do nich słabość?”

    Pomyśl powolutku. Na czysto jakby. Bez zamieszania w umyśle. Czy zdarzyło się, że jakiś mężczyzna coś ukradł? Pewnie zgodzisz się, że tak mogło się stać. To czy wnioskowanie z tego faktu, że mężczyźni są złodziejami jest poprawnym rodzajem rozumowania? Oczywiście, że nie. Ty niestety prawie w całym swoim wywodzie popełniasz ten błąd. Swoje lęki projektujesz na książkę pt. Kurs cudów. Te lęki są różnego rodzaju skojarzeniami z Ameryką, Wschodem, masonami (powstali w Europie:), manipulacją itp.

    Słowianinie, nie ma się czego bać! To wszystko są iluzje wywołane projekcją ataku, jaką ego wyświetla na ekranie umysłu-świata. Nie ma żadnego zagrożenia. Ani ze strony USA, ani manipulacji, ani masonerii. Także i Kurs nikomu niczym nie grozi. Bo przecież Bóg kocha nas wszystkich i „trzyma nas w swej miłującej i chroniącej ręce” (znasz Biblię). Śmierci nie ma, cierpienia nie ma, chorób nie ma, piekła nie ma. Ciała nie ma. Ale co jest? I to najważniejsze na koniec: JEST BÓG.

  6. Wszystkie te wewnętrzne głosy sprowadzić można do jedynie dwóch. Wtedy się nie pogubimy wśród zgiełku pisarzy zapisujących, co im muza (czytaj: „ego”) dyktuje. I tak:

    Głos ego mówi nam, żebyśmy się bali, smucili, gniewali, unikali czegoś, albo czegoś pożądali. Byśmy myśleli, że nie ma rozwiązania,nie ma wyjścia. Że choroba jest nieuleczalna, a umrzeć każdy musi. Że mamy jakieś potrzeby, które musimy zaspokajać. Że nasze ciało istnieje i ma wymagania, bo jak nie, to umrze. Ale grozi, że i tak umrze. Abyśmy się bali i czuli beznadziejnie.

    Głos Ducha Świętego mówi, że nic nam nie grozi, a każdy problem jest pozorny, bo już został rozwiązany. Że choroba jest złudzeniem, które już znikło. I że śmierci żadnej nie było, nie ma i nie będzie. Że nie ma czasu ani przestrzeni. Że wszyscy ludzie są kochającą się jednością – zjednoczoną w Bogu. Że nie ma żadnych potrzeb, bo jesteśmy duchem, który posiada od zawsze radość, miłość i pokój. Że każdy człowiek jest dla nas dobry, jest doskonały i święty. Że naprawdę kochamy wszystkich i wszyscy kochają nas. Itd. itd.

    Jest powód do radości 🙂

  7. Oj Doroto, Doroto… przecież czas nie istnieje. 😛
    Powiedz mi jeszcze, którego wewnętrznego głosu mam słuchać, bo słyszę ich wiele (nie dosłownie jak schizofrenik). I te głosy mają często diametralnie różne zdania. Głos serca, głos rozumu, głos sumienia, głos wewnętrznego dziecka, głosy ciała…
    Co do czytania, to jestem uzależniony i mam za złe Gutenbergowi wynalazek druku. Jak go dorwę w Niebie, to mu nagadam 🙂

  8. kazdy posiada oko madrosci … dlatego Ci nieoczytani nie sa glupsi od tych oczytanych ;-)))
    oj Spinozo, Spinozo … przestan czytac a zacznij sluchac swojego wewnetrznego glosu, marnujesz tyle czasu… nie szkoda Ci go?
    Pozdrawiam i tym razem juz zegnam …

  9. Ad Słowianin
    Jehowa był okrutnym, mściwym i zawistnym bogiem starożytnych Żydów.
    Jezus próbował ten wizerunek zmienić, ale Jan w Apokalipsie znów straszy Szatanem, Smokiem i innymi potwornościami. I na tym opierają się religie chrześcijańskie. Na wywołaniu lęku przed potępieniem, piekłem, wiecznymi mękami, karą.
    KC obiecuje Niebo już za życia, po rocznej nauce i ćwiczeniach. To podejście pozytywne, nowoczesne po amerykańsku, psychologiczne, bezstresowe.
    Dlatego warte zapoznania się.

    Ad Dorota
    Nie każdy posiada oko mądrości, wszak poziom umysłowy ludzi rozciąga się od geniuszy po upośledzonych umysłowo. Co prawda wg krzywej dzwonowej najwięcej jest przeciętniaków, ale dla nich też potrzebne są różnego rodzaju nauki, przewodniki, „mistrzowie”.
    KC jest jednym z nich. Nie jest to jakaś szczególna rewelacja, czy nowość, bo takie religie/systemy juz były.
    Czytam „Diagnostykę karmy” Łazariewa. To jest rosyjski wariant uzdrowienia, dla odmiany od oklepanych „wschodnich” i „zachodnich”.

  10. Kiedy ktoś wyrzuca śmieci, nie ma potrzeby analizowania ich i przygladania się im, podobnie ten, kto pragnie poznac Jaźń, nie potrzebuje liczyć pierwiastków bytu lub badać ich; musi odrzucić wszystkie pierwiastki, które zakrywają Jaźń …

  11. każdy powinien sam podążać ścieżka wskazaną mu przez Boga i osiągnąć wyzwolenie. Każdy może zobaczyć siebie dzięki własnemu oku mądrości, a nie cudzemu. Czy ktoś, kto jest Ramą, potrzebuje zwierciadła, aby dowiedzieć się, że jest Ramą?

  12. Co mam na myśli pisząc o manipulacji w Kursie?\n- ewangeliczny Jezus używa zwrotów aramejskich podczas uzdrawiania (np. Talita kumi, effata ). język aramejski został przejęty przez Żydów podczas niewoli w Babilonie i był stosowany przez magów. Jezus Kursu Cudów przestrzega przed magią, ale w ewangelii ususzył słowem drzewo figowe (czarna magia). Używał słowa „amen”. To słowo jest demonicznym imieniem używanym w Egipcie i Asyrii. Kurs także zawiera ten zwrot.\n- Kurs mówi o darze lilii, która jest symbolem masońskim\n- zanim powstał Kurs, Helen Schucman parała się spirytyzmem\n- Kurs mówi, że nie musisz w te idee wierzyć, a nawet możesz się im opierać, ważne tylko, abyś je stosował. Czy to nie podejrzane? Skoro tak, to po co taka obszerna treść napisana trudnym, psychologicznym językiem.\n- Kurs mówi, że dana jest nam wizja Chrystusa w każdym człowieku, że dzięki niej możemy sobie przypomnieć niebo. Problem w tym, że owo niebo może być zaprogramowaniem, a nie wspomnieniem. Każda praca z podświadomością (patrz – hermetyzm), wyobraźnią, jest magią. Samo słowo imagine (wyobraźnia ang.) zawiera w sobie zwrot „mag”. Zaprogramowany umysł odbiera program jako swoje własne myśli, nie dostrzega tego, że nie są jego. Skoro Kurs stosuje tę metodę, to dlaczego przestrzega przed magią?\n- starożytne szkoły duchowe prowadziły do celu poprzez stopniowe kroki, niejako krok po kroku uaktywniając kolejne potencjały, obszary, czakramy itp. Pierwszym z nich był kontakt z naturą, plemieniem, potem własnym ciałem, zalecenia co do odżywiania, dzięki temu człowiek pozyskiwał energię do pracy nad wyższymi poziomami serca, umysłu, duszy i ducha. Kurs chce to przyspieszyć, ale czy na pewno przebudzenie dzięki temu będzie rzeczywiste? Trudno jest odróżnić pamięć od wyobrażenia, zwłaszcza jeśli towarzyszą temu mocne pragnienia, tłumienia, zaprzeczenia i szkolenie umysłu przez min. rok.\n Osobiście nie jestem wrogiem Kursu. Przerobiłem wszystkie lekcje dzień po dniu, nadal czytuję tekst, a wizja nieba i wew. pokoju mnie zachwyca. Dzięki radom Kursu, że nauczyciele Boży należą do każdej religii i żadnej religii, i że oddzielanie się od kogokolwiek jest fundamentalnym błędem, nadal utrzymuję pokojowe stosunki z osobami ze zboru Świadków J., mimo, że poddawani jesteśmy manipulacji. Obawiam się jednak, że treści Kursu mogą okazać się nast. pułapką dla szczerych poszukiwaczy prawdy, proponując drogę na skróty, „otwierając” czakrę trzeciego oka ale tylko w świecie wyobrażonym. Taką ewentualność pokazują nasze przeżycia z „podwórka”, kiedy mamy jakieś przeczucia, czegoś się obawiamy lub oczekujemy i jesteśmy pewni swych przeczuć, a potem się okazuje, że to tylko wyobraźnia płata nam figla.\nNa koniec warto wspomnieć o miejscu spisania Kursu: USA – państwo masonów, bankierów, syjonistów, iluminatów, założycieli Ś J, podprogowego programowania w mediach, niszczycieli naturalnych wierzeń Indian i naturalnej medycyny, krzewicieli Nowego Porządku Świata. Czy Jezus też ma do nich słabość?\n Pozdrawiam.

  13. Jestem Świadkiem Jehowy, który odkrył manipulację jaka ma miejsce w tej organizacji. Chodzi mi ukryty okultystyczny przekaz jaki serwują publikacje Towarzystwa Strażnica, mimo tego, że przestrzegają przed wszelką magią, okultyzmem itp. Znam bardzo dobrze treść Biblii a zwłaszcza wszelkie wypowiedzi Jezusa z Ewangelii.
    Od 4 lat zapoznaję się z systemem myślowym Kursu
    Cudów i mam podobne odczucia co do takich manipulacji.

  14. Podejrzewałem, że pojęcie „ego” znali już starożytni. Zresztą ONI już „wszystko” wiedzieli i znali. KC też! ;P
    KC jest niedualistyczną, eklektyczną religią/systemem filozoficzno-psychologicznym.
    Jeśli KC dyktowałby Jezus, to należałoby się spodziewać dualizmu z obecnością ducha i materii. W KC mamy tylko ducha/Boga.
    Dzieło pani Schucman jest przesiąknięte amerykańską psychologią psychodynamiczną importowaną z Wiednia.
    Dla przykładu, „KC Ćwiczenia”, to samouczek psychoterapii do przerobienia w jeden rok.

    z życzeniami rychłego przebudzenia

    SpinOza

  15. Do SpinOzy. Powiedziałeś wyżej:
    „Jezus dyktujący pani Helen Schucman Kurs Cudów, używa np. nowoczesnego terminu psychologicznego „ego” (dokładniej „das Ich”) wprowadzonego dopiero w latach 20 XX wieku przez ateistę i kokainistę Zygmunta Freuda. Po co?”

    Jednak muszę Cię poinformować, że to wcale nie Freud wprowadził słowo „ego” do użytku. Mam oczywiście na myśli używanie go w wypowiedziach na tematy psychologiczne, gdyż Grecy używali je na co dzień już przed Jezusem.

    Pojęcie „ego” używane było zarówno w hinduizmie jak i w buddyzmie od niepamiętnych czasów. Oznaczało po prostu niższą jaźń człowieka, w odróżnieniu od Jaźni wyższej (Kurs używa i tego słowa), która jest jednością z Bogiem lub Absolutem. Przykładem niech będzie wypowiedź wielkiej XI-wiecznej mistrzyni tybetańskiej Maczik Lapdryn. Oto ona:

    „Szlachetny synu, obecnie praktykujący Dharmę łakną tego życia i są do niego przywiązani, nie potrafią więc wyrzec się fiksacji na „ego”.”
    (Odcięcie Ego, Kompletne wyjaśnienia Maczik, przekład Sarah Harding).
    Pozdrawiam 🙂

  16. Mówi się, że nauczyciel musi mieć odpowiedniego ucznia, a uczeń odpowiedniego nauczyciela. Tylko takie wzajemne „dopasowanie” przyniesie rezultat. Trzeba także pamiętać, że Duch Święty jest nauczycielem ostatecznym (wewnętrznym Głosem) każdego ucznia. Pozdrawiam Cię Doroto!

  17. drogi Studencie, zastanawiam sie…
    czy to zalezy od ucznia, czy od nauczyciela?
    bo tak naprawde,, to uczen musi „przerosnac” nauczyciela, a nasza nauka jest tylko nasza. Jezus, nie mial bezposrednich nasladowcow, byl sobie uczniem i nauczycielem. W kosciolach na jeden obraz Jezusa z „gorejacym” sercem przypada 5 krzyzy z Jezusem usmierconym przez cierpienie. Nie z cierpieniem usmierconym przez milosc. Moze dlatego tak latwo jest uwierzyc Ramana Maharishi. Ale jakby to powiedzial medrzec ” Neti, Neti” … nie to, nie to… i jedno i drugie nie pochodzi od Boga, mamy zapomniec wszystko co sie nauczylismy, wiec nie szukajmy teorii tylko bierzmy sie do „roboty” ;-))) pozdrawiam serdecznie

  18. Tak Doroto, nie mogę się oprzeć, aby nie napisać, że naukę Nisargadatty także rozpoznałem jako niezwykle wartościową. Sądzę, że pod pewnym względem jest tożsama z nauką Kursu cudów. Idzie jednak dalej, na co Kurs cudów sobie nie pozwala. Myślę, że Autor Kursu czeka na dojście do dojrzałości umysłu człowieka Zachodu. Nisargadatta nie musiał czekać. Miał już na Wschodzie uczniów – gotowych na przyjęcie tak „skrajnie prawdziwej” nauki :-).

  19. do jpack, pozdrawiam serdecznie
    czytalam znikniecie wszechswiata i znam te wszystkie informacje na temat piecioz…. moja opinia jest bardzo subiektywna i nie zachecam nikogo do podzielania jej…
    czytam teraz publikacje ze strony nisargadatta. jky.pl
    znalazlam tu wiele madrosci, chociaz rowniez czasami musze spisywac sobie niektory wyrazenia (tlumaczenie), aby dokladnie zrozumiec sens przekazu
    jestem przekonana drogi jpack’u ze znasz juz te publikacje, bo widze, ze jestes bardzo wszechstronny.
    jeszcze raz pozdrawiam
    drogi studencie, mam tylko jeden mail, ale faktycznie widze tu druga Dorote, ktora pozdrawiam serdecznie. Dalai Lamy nie czytuje … jakos mnie nie wciaga ;-)))
    Dorota (1)

  20. Droga Doroto. Gdybyś wpisywała zawsze ten sam adres mail, to Twój komentarz pokazywałby się natychmiast automatycznie. A tak, to czeka na zatwierdzenie. Chyba, że mamy do czynienia z dwiema Dorotami, z których jedna kontynuuje dialog drugiej. (?) Pozdrawiam Wszystkich:)

  21. Dalai Lame 🙂

  22. Dorota,

    Trzeba pamiętać, że w wersji angielskiej KC jest w przeważającej części napisany jambicznym pięciozgłoskowcem – czyli stylem w jakim pisał Szekspir. Więc pokłosiem tego jest to że przekłady na inne języki również mają formę poetycką. Uważam że jest to zaleta bo każde zdanie właściwie jest dziełem sztuki i dosadnie wyraża prawdę którą chce przekazać Jezus. W „Zniknięciu Wszechświata” jest napisane, że KC jest tak obszerny i rozbudowany dlatego bo ego jest obszerne i rozbudowane – mimo to prawda jest prosta. I jeśli ktoś zrozumiałby (całkowicie) trzy ostatnie zdania z wprowadzenia – nie musiałby już czytać dalszej części Kursu.

    „Nic rzeczywistego nie może być zagrożone,
    Nie istnieje nic nierzeczywistego,

    W tym znajduje się pokój Boży”

    Jednak gdyby komuś udało się osiągnąć Oświecenie po przeczytaniu tych trzech zdań znaczyło by że, praktycznie był już Oświecony i przebaczył wszystko a przeczytanie tego tekstu tylko zapaliło iskrę w jego umyśle. Ale chyba mało jest takich ludzi teraz.

    Więc na wszelki wypadek gdyby ktoś nie zrozumiał wprowadzenia, Jezus powtarza Prawdę raz za razem w różnej postaci tak aby do nas to dotarło.
    Jednak tak jak pisał Student, do Prawdy można dojść różnymi ścieżkami i KC nie jest jedyną słuszną drogą.

    Dorota, jakich hinduskich mędrców czytujesz?

    Pozdrawiam
    jpack

  23. Bóg jest.

  24. no tak, Pańowie studenci, ale po co dorabiac do moich prostych stwierdzen dalsze koncepty? czy KC nie probuje uwolnic nas od wszelkich konceptow. Prostota jest tym co uwalnia umysl, kazda dwoistosc, kazde pomieszanie powoduje wysilek, utrudnienie. Wolnosci mozna doznac uwalniajac sie a ńie wplatujac. Nie zachecam do dalszej polemiki… zachecam do uwolnienia sie od koncepcji… wszystkich

  25. Podsumowując tę subtelną kwestię.
    Co mamy zrobić? Odrzucić czy przyjąć jakąś konkretną naukę duchową (np. Kurs cudów)? Gdy mamy ochotę ją odrzucić, może to być przejawem sprzeciwu ego wobec poddania się przemianie. W tym wypadku poddanie się woli ego jest błędem.

    Ale może też być tak, że ta konkretna ścieżka duchowa nie jest „naszą” ścieżką. Nie odpowiada albo naszemu charakterowi, temperamentowi lub poziomowi zaawansowania duchowego (jest zbyt trudna lub zbyt podstawowa). W takiej sytuacji naszym obowiązkiem byłoby skuteczne poszukiwanie ścieżki duchowej, którą zaakceptujemy i którą będziemy wytrwale kroczyć do szczytu.

    Takie jest moje widzenie dylematu, przed którym stoją poszukiwacze duchowi.

  26. Rozumiem Was, Doroto i SpinOzo. Przypominam sobie, jak kiedyś byłem u masażysty. Gdy już na początku mnie „nacisnął”, krzyknąłem prawie z oburzeniem. A on na to: „Proszę pana, pan przyszedł na masaż, a nie na pieszczoty”.

    Tak, Kurs cudów to nie pieszczota, która daje nam przyjemność przez częste powtarzanie słowa „miłość”, „miłość”, „miłość”. To trening, którego celem jest najwyższy szczyt. Kto nie chce trenować, nie osiągnie wierzchołka. A ćwiczenia w sposób oczywisty wymagają wysiłku. Ego oraz jego wynalazek – ciało, unikają wysiłku. Syn Boży nie może jednak im się podporządkować, bo to właśnie on jest tym, który JUŻ je opanował. Aby to zrozumieć trzeba przeobrazić swój umysł, który często woli trzymać się iluzji.

    To jest jak z psem, któremu chcemy zabrać kość. Może nas pogryźć. Teraz już tego nie robię, ale gdy byłem początkującym studentem Kursu, zwykłem mawiać do bliskich, że „nie mam ciała”. Takie zachowanie nieraz powodowało, że wpadali w złość trudną do opisania – ci bliscy byli tym razem bliscy tego, aby mnie znienawidzić. Tak to pies ego trzyma kość iluzji w pysku nieistniejącego ciała:)

    Zgadzam się, że są nauczyciele, którzy proponują metody delikatne. Moim zdaniem (a znam niektóre z nich), takie metody, jeśli już prowadzą do celu, to robią to bardzo wolno. Szanuję i metody i owych praktykujących, ale ja wolę szybciej…

  27. Jezus znany z Ewangelii mówi bardzo prostym językiem, za pomocą przypowieści. Jakby dzieciom opowiadał bajki z morałem.
    Jezus dyktujący pani Helen Schucman Kurs Cudów, używa np. nowoczesnego terminu psychologicznego „ego” (dokładniej „das Ich”) wprowadzonego dopiero w latach 20 XX wieku przez ateistę i kokainistę Zygmunta Freuda. Po co? Przecież psychoanaliza okazała się ślepą uliczką.
    Ale w sumie nie ma to znaczenia, bo są to postaci z naszego snu, z naszego matriksu. Kiedy się przebudzimy znikną.
    Pozdrawiam 🙂

  28. powiem szczerze ja tez zastanawiam sie dlaczego „jezyk” Jezusa jest tak strasznie pokrecony. Tylko pojedyncze mysli w KC sa wyrazone wprost i nagminnie stosuje sie podwojne zaprzeczenie. Czytuje teraz hinduskich medrcow i prostota z jaka wyrazaja swoja madrosc przybliza mnie do doswiadczenia sensu tej wiedzy. Jest to dokladnie to samo co mowi Jezus, ale w sposob latwy, lekki i kochany. Zastanawiam sie czy ma to odzwierciedlenie w samym umysle. Pokrecony samozaprzeczajacysobie umysl zachodniej cywilizacji kontra prostota, nieskazonego medialnie umyslu trzeciego swiata. Bo to co u zrodla, jest tym samym, tylko rzeki wyplywajace w tego zrodla maja tak rozne drogi. Do nas nalezy wybor. Ile wysilku chcemy w to wlozyc i ilekroc chcemy kluczyc i zapetlac sie w wlasnych iluzjach… Nie jestem pewna czy Kurs cudow mi pomaga czy przeszkadza? … Poszukuje wiec dalej, najwazniejsze zeby zblizac sie do celu…

  29. Kto jest za Bogiem osobowym, niech podniesie rękę i naciśnie przycisk.

    😉

  30. Bardzo mi się spodobała Twoja propozycja głosowania w sprawie boga 😉
    Bóg był królem, ojcem, a teraz może być po prostu wybrany w demokratyczny sposób. Przez głosowanie.
    Jaki ma być? Osobowy, czy bezosobowy?
    To są znaki czasu. Przechodzimy w naszym myśleniu o religii od monarchii i paternalizmu do demokracji w amerykańskim stylu.
    Boga uczłowieczamy a człowieka sakralizujemy. I dobrze. Dlaczego Bóg nie miałby być naszym kumplem? Jakimś Billem na przykład, albo Donkiem.
    Wracając do szlifierza soczewek z Amsterdamu, to Spinoza uważał, że bezosobowa substancja=bóg ma charakter racjonalny i logiczny a dowodem na to jest fakt, że ludzkie myśli możemy uporządkować w spójny system.
    Nawiasem pisząc, to Jezus Chrystus, który podyktował pani profesor KC, mógł zrobić to w prostszy, bardziej przystępny dla czytelnika sposób, bo tekst jest miejscami trudny, rzec można mało spójny.

  31. Witam!
    Czytam Kurs Cudów i wydaje mi się, że jeśli człowiek-bóg nie ma swego ego, to Bóg również nie może mieć swego ego.
    Oczywiście można dla ułatwienia przyjąć, że Bóg jest osobą, nawet, że jest Ojciec, Jezus i Duch Święty, choć zapożyczenie od chrześcijan nie jest potrzebne.
    Wolę uważać, jak Baruch Spinoza, że istnieje tylko „substancja”, tożsama z Bogiem i Wszechświatem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *