Jambiczny styl Kursu

Poniżej przedstawiam próbkę tłumaczenia Kursu cudów z zachowaniem oryginalnego metrum prozy poetyckiej Kursu cudów. Jej tłumacz – Krzysztof Wirpsza mówi:

„Nigdy dotąd nie widziałem, aby ktoś próbował oddać w języku polskim metrum Szekspira jakim napisana jest większa część Kursu – jambiczny pięciozgłoskowiec. Postanowiłem podjąć taką próbę, na razie w małej skali.

Pisanie jambicznym pięciozgłoskowcem, czyli najogólniej biorąc – metrum, w którym akcent pada na co drugą sylabę tekstu – jest po polsku o wiele trudniejsze niż po angielsku, i wymaga czasami pewnych zniekształceń oraz archaizacji. Jak łatwo się przekonać, czytanie Kursu nawet w dobrym (wiernym) tłumaczeniu, a czytanie Kursu pisanego pięciozgłoskowcem to dwa różne doświadczenia. Pięciozgłoskowiec nadaje treści śpiewną aurę, która skłania do kontemplacji i wyciszenia, ma też niezwykłe walory estetyczne. Wplecione w nią fragmenty psychologii, teologii, logiki i poezji zdają się łączyć w płynną całość, która trafia do nas emfatycznie, niejako niezależnie od słów. Często też pomaga to strawić zawiły intelektualizm Kursu, który, może stanowić przeszkodę w cieszeniu się lekturą tego dzieła.

Jeszcze słowo dla osób, które nie zetknęły się dotąd z Kursem. Mimo występowania w nim terminów chrześcijańskich (np. Bóg Ojciec, Syn), jest to dzieło na wskroś wolnościowe i adotrynalne. Nie promuje żadnej doktryny religijnej, a używana w nim terminologia jest jedynie oryginalną metaforą koncepcji znanych innych dziedzin wieczystej filozofii. Po szczegóły zapraszam do mojej publikacji Kwantowa Rzeczywistość i Znikający Wszechświat – Słowniczek Terminów z Kursu Cudów.” http://www.taraka.pl/kurscudow.

Lekcja 163
Śmierci nie ma. Boży Syn jest wolny.

Śmierć to myśl, która przybiera wiele form, często nierozpoznanych. Czasem ukazuje się w postaci smutku, lęku, niepokoju, czasem gniewu, wątpliwości, nieufności, czy też braku wiary. Czasem to zabiegi na rzecz ciał, a czasem zawiść oraz wszelki kształt, pod którym chęć, by być jakim się nie jest, może kusić. Wszelkie tego typu myśli są nie więcej jak odblaskiem czci niesionej śmierci w podarunku za zbawienie i za kres niewoli.

Kształt wcielony lęku i gospodarz grzechu, bóstwo winnych, oraz władca wszelkich krętactw i iluzji, o, jak wszechpotężna zdaje się widziana w taki sposób myśl o śmierci. Bowiem zdaje się, że tłamsi ona wszelką żywą treść w swej zwiędłej garści, wszelką chęć i wszelki głos nadziei dusząc w palcach ku zatracie, wszelkie cele widząc jeno ślepą swą źrenicą. Słabi, chorzy i bezradni biją pokłon przed jej wizerunkiem, wierząc, że to on jedynie jest prawdziwy i nieunikniony, on jedynie godzien zaufania. Tylko bowiem on nikogo nie ominie.

To, co nie jest śmiercią, jawi się jako niepewne. Łatwo to utracić, choć tak trudno zdobyć, a końcowy wynik jest i tak nieznany. Łatwo zaprzepaścić pokładane niegdyś w tym nadzieje, kiedy czuje się jedynie proch i popiół pod językiem, zamiast aspiracji oraz marzeń. Ale śmierć nas nie zawiedzie. Przyjdzie ona bez wahania, gdy wybije jej godzina. I bez cienia obaw weźmie w swą niewolę wszelkie życie.

Czy bałwany takie właśnie pragniesz czcić? Oto moc i wszechpotęga Boga postrzeżona w cielcu ulepionym z pyłu. Oto przeciwieństwo Boga, okrzyknięte panem wszelkiego stworzenia, potężniejszym niźli wola życia w sercu Boga, niż miłości bezkres i niż Niebios doskonała i niezmienna stałość. Oto wola Ojca oraz Syna ostatecznie pokonana, i złożona pod nagrobnym głazem jakim śmierć przykryła ciało najświętszego Syna Boga.

I w porażce swej nieświęty, stał się tym, czym chciała aby stał się. W jego epitafium, przez śmierć samą sprządzonym, imię jego nawet raz nie pada, bo on przecież odszedł w proch. A napisane jest tam tylko to: „Tu leży świadek, że Bóg umarł.” I te słowa wypisuje ona wciąż na nowo, a czciciele potakują, i klęknąwszy z czołem tuż przy ziemi, szepczą wystraszeni, że tak jest.

Bo kult śmierci, jakikolwiek kształt przybrałby, jest niemożliwością, gdy form jednych jej nie cenisz i unikasz, a zachować chcesz wciąż wiarę w pozostałe. Bowiem śmierć jest czymś totalnym. Albo wszystkie rzeczy umierają, albo żyją i nie mogą umrzeć. Niemożliwy jest kompromis. Tutaj bowiem ukazane nam jest znów owo jedyne oczywiste stanowisko, które trzeba zająć, jeśli chcemy nie postradać zmysłów. To, co przeczy całkowicie jakiejś myśli, prawdą być nie może, jeśli nie wykaże się, że przeciwieństwo tego jest fałszywe.

Myśl o śmierci Boga jest tak niedorzeczna, że nawet szaleni wierzą w nią z trudnością. Bowiem sugeruje ona, że Bóg kiedyś żył, a potem jakoś umarł. Może go zabito, najwyraźniej z ręki kogoś, kto nie pragnął, aby przetrwał. Potężniejsza wola zatryumfowała ponad wola Boga, i w ten sposób życie wieczne zapoczątkowało śmierć. A razem z Ojcem umarł także Syn.

Zanoszący modły wobec śmierci mogą bać się. Lecz czy tego typu myśl jest zdolna budzić trwogę? Gdyby zobaczyli, że to w nią jedynie wierzą, zostaliby uwolnieni w tejże chwili. Ty pokażesz im to dzisiaj. Nie ma śmierci, dziś ją odrzucamy w każdej formie, aby nieść zbawienie tak dla siebie jak i dla nich. Bóg nie zrobił śmierci. Zatem, niezależnie jaką przyjmie ona postać, musi być złudzeniem. To jest dzisiaj nasze stanowisko. Dane jest nam dzisiaj patrzeć na wskroś śmierci, i zobaczyć życie poza nią.

Ojcze, dziś błogosław nasze oczy. My jesteśmy Twymi posłańcami i dlatego chcemy patrzeć na chwalebny odblask Twej miłości, który lśni odbity w każdej rzeczy. Bo żyjemy i idziemy w Tobie tylko. Nie jesteśmy oddzieleni od wiekuistego Twego życia. Śmierci nie ma, bo nie Twoją śmierć jest wolą. I zamieszkujemy tam, gdzieś nas umieścił, czyli w życiu, jakim dzielić się przypadło nam ze wszystkim tym, co żywe, aby móc być jako Ty, i by na zawsze móc pozostać cząstką Ciebie. Przyjmujemy Twoje myśli, dostrzegając, że są nasze, i na wieki nasza wola jednym z Twoją jest. Amen.

Tekst Kursu Cudów: autor nieznany (channeling)
Skryba tekstu: Helen Schucman (nie przyznawała się do autorstwa)
Niniejsza próbka tłumaczenia: Krzysztof Wirpsza

Data: 25 marca 2008 godzina: 12:50 Kategoria Kurs Cudów.

One response to “Jambiczny styl Kursu

  1. Rzeczywiście pięknie to brzmi tym jambicznym pięciozłgowskowcem. Ciekawe jakby cały Kurs przeczytać, po polsku, pisany tym szekspirowskim stylem – chciałbym kiedyś! 🙂

    Wg tego co pisze w Zniknięciu Wszechświata, Szekspir był na takim samym poziomie duchowym jak Jezus.

    Pozdrawiam
    jpack

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *