Czy istnieje piekło?

Poniższy tekst jest przeglądem praktycznych tj. mających wpływ na zbawienie praktykującego – problemów pojawiających się przy okazji poruszania tematu piekła w ramach kilku kierunków rozwoju duchowego. Są to: Kurs cudów, młody kościół chrześcijański, współczesne kościoły protestanckie, katolicyzm i wreszcie buddyzm.

Kurs cudów

Kurs cudów wyraźnie świadczy o tym, że (A1) piekło jest złudną iluzją wytworzoną przez ego i w rzeczywistości nie istnieje. Ponadto mamy możliwość nauczyć się z Kursu, że (A2) nasze uczynki nie mając żadnego znaczenia potwierdzają tym tylko nicość tego śnionego materialnego świata. Na przeciwnym biegunie owych zaprzeczeń znajduje się zapewnienie nas o tym, iż w rzeczywistości przebywamy na zawsze w Niebie, a naszą jedyną powinnością jest takie przekształcenie naszych umysłów, aby umożliwić Bogu przebudzenie nas ze snu. Wszystkie więc uczynki, jakie mamy do wykonania, cała nasza koncentracja i zdeterminowany wysiłek skierowany być powinien nie na nasze ciało i to, czym ono się zajmuje, ale na nasze wnętrze – nasz umysł. Gdyż to w nim właśnie zachodzi przemiana.

Na marginesie uwaga językowa. W Nowym Testamencie przemiana to po gr. metanoia od nous – umysł, w Kursie cudów ang. atonement, w Kursie pol. pokuta. Pokuta w dawnym rozumieniu oznaczała przemianę człowieka, potem – ze względu na stosowanie osobliwych narzędzi dla jej wywoływania, zamieniła się w „płacenie cierpieniem, modlitwami lub specjalnymi uczynkami” za swoje grzechy. W protestantyzmie nie doszło do tak drastycznego zniekształcenia jej znaczenia, dlatego użycie słowa atonement w Kursie cudów ma zupełnie inne znaczenie dla Amerykanina niż pokuta dla Polaka myślącego po katolicku.

Zapoznawszy się z powyższymi dwiema naukami Kursu (A1 i A2), uczeń Kursu doświadcza zmiany, która doprowadza go do następującego stanu wewnętrznego. Po pierwsze (B1) cieszy, ze piekła nie ma. Być może, jeśli był to jego wcześniejszy problem  i obawa, to teraz czuje się jakby spadł z jego serca jakiś przytłaczający go kamień. Po drugie (B2) – uzyskuje poczucie wolności, gdyż zakazy i nakazy, które przestrzegał czyniąc to lub nie czyniąc czegoś innego, wobec braku istnienia uczynków – przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. Odczuwa więc uwolnienie. Trzecim skutkiem (B3) wstępnych studiów, jakiego oczekiwalibyśmy od początkującego ucznia, jest zaangażowanie się praca nad przekształceniem swego umysłu z niepoprawnego w poprawny przez codzienne studiowanie, przebaczanie i rozpoznawanie kolejnych aspektów działania umysłu.

Czwarty element opisujący stan wewnętrzny ucznia nie można już wprawdzie nazwać skutkiem zapoznania się z nowymi ideami o nieistnieniu piekła i bezwartościowości uczynków, ale jest on najistotniejszy z punktu widzenia naszych rozważań. Tym czwartym elementem jest (B4) poziom zdolności poznawczej ucznia. To jest tło lub okoliczności, przy których zapoznał się z konkretną ideą. I tu właśnie musimy zdawać sobie sprawę, że najczęściej (choć nie zawsze) postrzega on jeszcze świat przez pryzmat struktury ego, nie mając najmniejszego poznania rzeczywistości. Jego wiedza wyniesiona z lektur jest jedynie intelektualnym tworzywem przygotowującym jego umysł do: (C1) przekształcenia postrzegania nieprawidłowego w prawidłowy, (C2) uzyskania zdolności widzenia chrystusowego, (C3) przebudzenia ze snu, (C4) poznania prawdy. Podkreślić należy, że ta intelektualna wiedza jako pośrednia i alegorycznie oparta na symbolach słów – nie jest równoważna bezpośredniemu poznaniu.

Porównanie jakiego możemy tu użyć to (D1) różnica między oglądaniem foldera reklamującego wyspy Kanaryjskie a przebywaniem na tych Wyspach. Pomyłka z kolei, jakiej możemy doświadczyć, podobna jest do (D2) dostrzeżenia przez turystę tablicy z napisem Zakopane i zinterpretowaniem jej jako zakończenia wycieczki, podczas gdy ta tablica jest jedynie drogowskazem pokazującym kierunek do Zakopanego. Tak samo tekst Kursu cudów jest drogowskazem, który możemy wykorzystać, o ile dojdziemy do celu (p. wyżej C4), aby uniknąć piekła. Trzecie porównanie to porównanie z przestrogą. (D3) Chociaż choroba nie istnieje, uczeń Kursu nie unika leków, jak to czynili wyznawcy założycielki Christian Science – Mary Backer Eddy. Moja ciocia, będąc dziewczynką, zmarła z powodu nie podania jej leków – gdyż jej matka uznała, że Bóg ją uzdrowi. Początkujący uczeń stosuje leki, mimo iż wie, że nie istnieją tak samo jak jego ciało. Będzie je stosował tak długo, jak będzie widział swoje ciało jako „swoje ciało”.

I tu dochodzimy do krytycznego momentu, w którym pytamy o sposób zweryfikowania stanu zaawansowania ucznia na ścieżce zwanego wyżej (p. wyżej B4) poziomem zdolności poznawczej ucznia. Możemy wymienić tu kolejno następujące kryteria. Pierwsze kryterium to (E1) determinacja w zaangażowaniu się ucznia w praktykę. Czy codziennie studiuje i rozważa treść będącą drogowskazem pokazującym cel? Po drugie (E2) czy przy każdej okazji, wiele razy dziennie – wybacza, dążąc tym samym do rozpoznania doskonałości braci oraz świata? Po trzecie (E3) czy w swych zachowaniach ceni bardziej zasady ego czyli ciało i związane z nim sprawy, czy też ducha? Po czwarte (E4) jak interpretuje cierpienie i przeciwności losu, których doświadcza? Czy widzi je jako atak złego świata, czy odbicie swych własnych projekcji?

Po piąte (E5) czy jest w stanie obyć się bez zaspakajania żadnych tzw. potrzeb (są tu: praca, jedzenie, towarzystwo innych, lektury, spacery, sport i inne zupełnie niewinne oraz pozornie neutralne zajęcia) przez co najmniej kilka dni? Tu doszliśmy do kryterium ostatecznego, jakim jest doświadczanie cierpienia. Kryterium szóste (E6) to stosunek ucznia do cierpienia. Czy cierpi? Jeśli nie, to co o tym może powiedzieć? Jeśli tak, to co o tym myśli? I w końcu weryfikacja kryterium szóstego po śmierci. Po siódme (E7)  czy po rozpadzie ciała fizycznego – rzucają się nań demony, które są uosobieniem wyprojektowanych za życia negatywnych osądów?

Piekło w rzeczywistości nie istnieje, ale we śnie nie przebudzonego ucznia – wciąż jest pozornie aktualne. Wraz z nieodłączną cechą piekła, jaką jest doświadczanie cierpienia. Pozorność i iluzoryczność cierpienia nie oznacza, iż człowiek, który nie wyszedł z pola percepcji, nie doświadcza piekła, które jest odbiciem jego błędnej choć przebiegającej w ukryciu – twórczości. I chociaż Syn Boży w zamiarze Boga ma zajmować się stwarzaniem zgodnym z wolą Ojca, to wybrał „wytwarzanie” oparte na zasadach oddzielenia.

I tu nasuwa się ważne praktyczne spostrzeżenie. Otóż przedstawione na wstępie dwie radosne prawdy (A1 i A2) prowadzić mogą ucznia do dwóch skrajnie przeciwnych wniosków. Pierwszy z nich wynika z postawy, którą nazwiemy (F1) postawą lekkomyślną. Polega ona na rozumowaniu, że ,,skoro piekła nie ma, a uczynki nie mają znaczenia, to można robić na co ma się ochotę, gdyż i tak po śmierci pójdzie się do Nieba.” Tego rodzaju postawa usprawiedliwiona jest i nie zasługuje na nazwanie jej lekkomyślną tylko o tyle o ile pod pojęciem „robić na co ma się ochotę” nie leży folgowanie skłonnościom przedstawiciela ego, którym jest ciało, ale czynione są wysiłki w kierunku przemiany sposobu myślenia.

Jeśli zaś uczeń poczuł się uwolniony do nieograniczonego zaspokajania swoich pożądliwości – to z pewnością jest to znak, że jego umysł jest podwójnie zniewolony przez ego. Dlaczego podwójnie? Po pierwsze dlatego, że (F1.1) jeśli tego rodzaju potrzeby wyszły na jaw, to oznacza, że uczeń dotąd nie odczynił ich w swym umyśle. Drugie zniewolenie polega na tym, że (F1.2) bezkrytycznie i lekkomyślnie zaspokaja swe iluzoryczne potrzeby, czym potwierdza nie rozpoznawanie ich iluzoryczności. Mają dla niego wartość, są jakby rzeczywiste.

Przeciwieństwem ucznia lekkomyślnego jest poprawnie myślący uczeń. (F2) Ze swych studiów uczynił skuteczną praktykę i wie on, że choć w rzeczywistości piekła nie ma, to tak długo, jak nie doprowadzi on swego umysłu do całkowitej przemiany (atonement), na zobaczenie Nieba po śmierci nie może liczyć. Spodziewać się zaś może co najmniej dwóch negatywnych efektów nieodczynionych dotąd w swym umyśle błędów. Pierwszym jest (G1) doświadczenie cierpienia spowodowanego niezaspokojeniem pozostałych w umyśle pragnień i nieuspokojonych lęków. Drugim jest (G2) zaatakowanie go przez demony i robactwo, będące uosobieniem i odzwierciedleniem wygenerowanych za życia negatywnych emocji i myśli.

Tak więc właściwie podchodzący do swej nauki uczeń w przeciwieństwie do lekkomyślnego nie hołduje zasadzie „hulaj dusza – piekła nie ma”, ale każdą okoliczność wyglądającą jak brak, potrzeba lub inny problem traktuje jak pokusę będącą znakomitą okazją do wybaczania i odczyniania ich pozornej rzeczywistości i odczynienia błędu dotąd ukrytego w czeluściach swego umysłu.

Ostrzeżenia dla nowicjuszy

(H1) Nowicjusze bardziej niż inni narażeni są na niebezpieczeństwo zejścia na złą drogę, gdyż po pierwsze (H1.1) nie posiadają jeszcze głębszego zrozumienia nauki, a po drugie (H1.2) z powodu uwolnienia pożądań dotąd stłumionych – mogą im ulec i wejść „na drogę szeroką wiodącą na zatracenie”. Oni więc tym bardziej powinni położyć nacisk na w praktyce i życiu.

(H2) Treść Kursu cudów obok pouczeń i komentarzy przedstawia alegoryczny (czytaj mitologiczny) obraz rzeczywistego świata. Jest on drogowskazem dla kroczącego drogą, pokazującym cel ich poszukiwań. Formą przekazu jest silna sugestia. Np. „teraz jesteś w Niebie”. Zinterpretowanie tego jako znaku do zakończenia wędrówki może być wielkim błędem nowicjusza. Sugestie powyższą powinien on odczytać następująco: „staraj się teraz rozpoznać, że jesteś w Niebie”. Jeśli tak nie będzie czynił i spocznie, to podobny będzie do człowieka mylącego drogowskaz z napisem „KRAKÓW 500 km” z tablicą KRAKÓW. Usiadł zadowolony, choć Krakowa nie zobaczył.

Młody Kościół

Problematyka przedstawiona wyżej dotyczy nie tylko uczniów Kursu cudów, ale ślady jej odnajdujemy w listach założyciela gmin chrześcijańskich – apostoła Pawła. Upomina on w nich – początkujących chrześcijan, aby pod pozorem wolności nie popadali w sidła diabelskie – pozwalając sobie na zaspokajanie swych żądz.

Przypomnijmy, że Ewangelia czyli Dobra Nowina o wyzwoleniu z niewoli grzechu dawała nowym wierzącym radość i pokój w miejsce lęku przed karą z rąk Bożych. Wirzyli, iż grzechy ich zostały obmyte krwią ukrzyżowanego Jezusa i w ten sposób przeniesieni zostali do Królestwa Bożego. Żyli w nadziei pójścia w przyszłości do Nieba. Tę przyszłość rozumieli raz jako czas ponownego przyjścia Chrystusa, a innym razem jako chwilę po śmierci. Te dwie możliwości łączono w jedną koncepcję wiary w pośmiertne oczekiwanie ciała chrześcijanina w grobie na zmartwychwstanie, którego doświadczy z chwilą powtórnego przyjścia Pana.

A co z praktyka dnia codziennego? Cielesne skłonności będące nieodłączną domeną umysłu ukształtowanego przez ego, dawały o sobie znać. Czy należy się im sprzeciwić, czy im ulegać? Tu pojawił się podobny dylemat, jak w przypadku ucznia Kursu cudów.

Apostoł Paweł w swym motywowaniu uczniów posunął się tak daleko, że przestrzegł, iż ci, którzy dali się obmyć z grzechów krwią Chrystusa – a teraz rozmyślnie grzeszą – nie będą już mogli być zbawieni, gdyż „powtórnie krzyżują Syna Bożego i wystawiają go na urągowisko”. Oprócz tego rodzaju negatywnej motywacji Nowy Testament nie proponuje prawie żadnej praktyki mającej na celu oczyszczenie serca ze skalań ego. Dwa słabo sprecyzowane środki to wspieranie się w ramach wspólnych zgromadzeń i modlitwa.

Współcześni protestanci

Ci z reguły idąc za nauka Pawła i wierząc w swe już całkowicie i definitywnie dokonane zbawienie – starają się prowadzić przyzwoite życie. Uwadze ich uchodzi jednakże ten niebagatelny fakt, że Paweł naucza o konieczności doskonalenia, dążenia, uświęcenia się w Panu. Porównuje ucznia Jezusa do sportowca, który ćwiczy swe sprawności. Mówi też o „zmierzaniu do nagrody”.

Niestety protestanci z zasady rozumieją te słowa jako odnoszące się do „darów duchowych”, które będąc tylko dodatkiem do zbawienia, chrześcijanin może nabyć w większym lub mniejszym stopniu. Samo zaś zbawienie traktują jako pewne i zagwarantowane każdemu z nich. Wierzą, że oznacza to wejście do Nieba zaraz po opuszczeniu ciała.

Zapytałbym ich na koniec – a co z pożądliwościami, które władają wieloma z nich na krótko przed śmiercią? Czy śmierć je usunie? Czy też być może w chwili przejścia oczyszczą się z nich? Odpowiedzą – „Jezus zrobi wszystko, On wie… On może…” „A co z udziałem „biorcy? Czy może być pominięty?” – zapytam. Tego rodzaju postawa i niejasne rozumienie uświęcenia przez protestantów demotywuje ich do poszukiwania jakiegokolwiek procesu doskonalenia poza uczęszczaniem do zboru, modlitwą i czytaniem Biblii. Te czynności mają jedynie, zdaniem protestantów, potwierdzić ich posłuszeństwo Bogu i podtrzymać wiarę, która jest wg nich jedynym warunkiem zbawienia.

Katolicy

Oni uznają, że zbawienie osiąga się „z wiary i uczynków”, praktykują sakramenty, które ich zdaniem oczyszczają ich ze złych skłonności i uratują przed ogniem piekielnym. Niedoskonałości pozostałe wypalą się w procesie pośmiertnego przebywania duszy w czyśćcu. Jest tu więc miejsce na 1/ nadzieję na Niebo, 2/ obawę przed piekłem, 3/ świadomość konieczności uświęcenia, 4/ doskonaląca praktyka. Oferta wygląda na kompletną, choć można mieć wątpliwości, czy takie ujęcie w szczegółach jest skuteczne w uchronieniu katolika przed piekłem…

Buddyści

Buddyści zdając sobie (intelektualnie) sprawę z pustki (niebiańskiej przejrzystości) wszystkich rzeczy postawili nacisk na praktykę. Po prostu pragną zobaczyć (zrealizować=uwiadomić sobie=doświadczyć) tej/tę pustkę. W zenie poznanie intelektualne nie liczy się prawie wcale, z kolei w medytacji analitycznej (Dalaj Lama) – analiza intelektualna poprzedza medytację.

Niestety – w ich doktrynie już na samym początku stykamy się z problematyką cierpienia i piekła. Nacisk, jaki kładzie się na tego rodzaju negatywne motywowanie, nie daje się, moim zdaniem, usprawiedliwić wszechobecnością cierpienia. I mimo, iż „każda forma jest pusta”, piekło dla buddysty nie wydaje się być „puste”. Zamieszkują go „niezliczone” istoty. Nauczyciele lubują się wręcz w opisywaniu piekieł i mąk piekielnych tych istot.

Druga niekonsekwencja ścieżki buddyjskiej to niedostrzeganie przez nauczycieli – pustki w naturze czasu. Stanowi on dla nich poważny problem. Nauczają, że aby osiągnąć oświecenie, praktykować należy całe eony (ogromne okresy czasu)! To jest nauka ego!

Kurs cudów przy zdeterminowanej praktyce pozwala na przekroczenie bariery zarówno piekła jak i czasu. I to nie w ciągu eonów…!

Wniosek teoretyczny

Piekło w rzeczywistości nie istnieje, ALE jeśli nie wyrwiesz się z iluzji, to je zobaczysz i doświadczysz istniejącego w nim cierpienia.

Wnioski praktyczne

Interesuje nas jak najszybsze osiągnięcie celu duchowego. Wydaje się w tej sytuacji, że optymalna postawa dla osiągnięciu tego celu polega na:

  1. bardzo dobrym zrozumieniu procesu wyzwolenia oraz
  2. zdeterminowanym praktykowaniu ścieżki

Oczywistą sprawą jest niewystarczalność samego zrozumienia, ale także ważne jest, aby zrozumieć, że zrozumienie jest bardzo ważnym składnikiem zarówno przyspieszającym jak i ułatwiającym osiągnięcie celu. Krótko mówiąc – należy zrozumieć, że:

  1. wszyscy ludzie znajdują się już w Niebie, oraz że
  2. aby uniknąć cierpienia nie wystarczy rozumieć źródeł cierpienia, ale także że
  3. należy usilnie praktykować,
  4. co umożliwi Bogu na przebudzenie nas oraz
  5. doprowadzi nas do zobaczenia Nieba przez doświadczenie wyzwolenia się z cierpienia.
  6. Przemiana umysłu polega na przejściu od utożsamienia się z ego-ciałem do utożsamienia się duchem-Synem Bożym.

Co należy mieć na uwadze w praktyce?

  1. Cel, którym jest bezpośrednie doświadczenie Nieba,
  2. Cierpienie, które jest świadectwem niewyzwolenia się z piekła,
  3. Konieczność odczynienia błędów w umyśle,
  4. Praktykowanie przebaczenia.

 

4 responses to “Czy istnieje piekło?

  1. Miło mi że podobał Ci się komentarz;). Ja też czytam chętnie Twoje wpisy i muszę powiedzieć, że z większością się zgadzam.

    a jpk to skrócona nazwa od jpack, której czasem używam.

    Pozdrawiam!

  2. Oj, pomyliłem cię z kimś innym o podobnym nicku. Wybacz:) Przecież jesteś adminem znakomitego forum Kursu. Zachęcam wszystkich do udziału! Oto adres: http://www.kurscudow-forum.pl

  3. Zachwyciłeś mnie swoim komentarzem! Zgadzam się z nim – pomyślałem w chwili entuzjazmu. Jaka trafna jego treść i wspaniała forma! A jednak… Czy wszyscy mogą zrozumieć prostotę prawdy? Tak jak ten prosty wojownik?

    Do Buddy przyszedł kiedyś ktoś i zapytał, jak można poznać prawdę. „Już ją poznałeś” – odpowiedział Budda. Ten poczuł się zakłopotany… Budda na to odparł: „Idź i pozamiataj pomieszczenia”.

    Budda nauczał na wielu poziomach. Kurs cudów to poziom najwyższy. Ten blog ma go troszkę przybliżyć tym, którzy są zakłopotani, gdy słyszą, że świat, który nas otacza nie jest rzeczywisty, a śmierć i czas nie istnieją.

    jpk! Podejrzewam, że znasz buddyzm. Ale może i Kurs cudów nie jest dla ciebie obcy? Przynajmniej z twej wypowiedzi wynika, że Kurs i buddyzm mają coś wspólnego!:) To interesujące. Prawda jest jedna.

    Pozdrawiam cię

  4. Witam! 🙂

    Chciałem odnieść się do „weryfikacji stanu zaawansowania ucznia” i kryteriów jakie uczeń „powinien” spełniać, jak rozumiem, po to aby można było uznać, że jest zaawansowany(?). Myślę, że nie można stawiać takich kryteriów, ponieważ same w sobie są całkowicie bez znaczenia. Jedynym kryterium jakie powinien spełniać praktykujący, to takie aby przebaczał, bo tylko wtedy może przypomnieć sobie Boga. Jednak, weryfikacja przez kogokolwiek oprócz Ducha Świętego na jakim poziomie jest praktykujący jest niepotrzebna, błędna no i jest konstruktem ego.

    Chodzenie na spacery, przebywanie w towarzystwie innych albo czytanie lektur jest takim samym złudzeniem jak nie-chodzenie na spacery, nie przebywanie w towarzystwie innych albo nie-czytanie lektur. Więc lgnięcie albo nie-lgnięcie do różnych aspektów życia, w celu „weryfikacji poziomu duchowego” świadczy o tym, że niektórym aspektom życia ziemskiego nadaje się rzeczywistość. Przykład: Jeśli mam świadomy sen i wiem że śnie, czy ma znaczenie czy coś robię lub czegoś nie robię skoro wiem że to jest sen? Nie ma to znaczenia.

    Co do Buddyzmu i cierpienia. Buddyzm stwierdza fakt, że wielu ludzi doświadcza cierpienia. Jednak pokazuje jasno i wyraźnie, że cierpienie jest wytworem umysłu. Umysł który stwarza cierpienie rzeczywiście jest w piele, jednak jest to piekło stworzone przez samego siebie. Oto historyjka zen związana z tym tematem:

    „Mistrz Hakuin był mistrzem Zen. Przybył do niego wojownik, samuraj, wielki żołnierz, i zapytał:
    – Czy jest jakieś piekło albo niebo? Jeśli jest piekło i niebo, gdzie są do nich wrota? Którędy mam wejść? Jak uniknąć piekła i wybrać niebo?
    Był prostym wojownikiem. Wojownik jest zawsze prosty, inaczej nie byłby wojownikiem. Wojownik zna tylko dwie rzeczy: życie i śmierć. Zawsze ryzykuje swoim życiem, zawsze jest hazardzistą, prostym człowiekiem. Nie przybył tu uczyć się jakichś doktryn. Chciał dowiedzieć się gdzie są wrota, aby mógł uniknąć piekła i pójść do nieba.
    Hakuin odpowiedział tak, że tylko wojownik mógł go zrozumieć. Co zrobił Hakuin?
    – Kim jesteś? – zapytał.
    – Jestem samurajem – odrzekła wojownik.
    W Japonii bycie samurajem to rzecz wielkiej dumy, oznacza bycie doskonałym wojownikiem, człowiekiem nie wahającym się ani chwilę, by oddać życie. Dla niego życie i śmierć to jedynie gra.
    – Jestem samurajem, przywódcą samurajów. Nawet cesarz okazuje mi szacunek.
    Hakuin roześmiał się:
    – Ty samurajem? Wyglądasz jak żebrak.
    Duma samuraja została urażona, ucierpiało jego ego. Zapomniał, po co przybył. Wydobył miecz i już miał zabić Hakuina. Zapomniał, że przybył do mistrza z pytaniem o wrota do nieba i o wrota do piekła. Hakuin roześmiał się znów:
    – Oto wrota do piekła. Tym mieczem, tą złością, tym ego, otwiera się te wrota.
    Wojownik może to zrozumieć – natychmiast zrozumiał. Znalazł te wrota. Schował miecz.
    – A tak otwierają się wrota do nieba – rzekł Hakuin.”

    Pozdrawiam
    jpk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *