Niezniszczalne i doskonałe ciało w Kursie cudów

William_Hobman_Hunt_Christ_and_the_Two_Marys

Ci z was, którzy przeczytali fragmenty Kursu cudów, mogą poczuć się zaskoczeni takim stwierdzeniem. Czyż ciało nie jest wytworem ego? – powiedzą. Czy to właśnie nie zepsucie i śmierć jest jego ostatecznym końcem? Odpowiadam: To prawda, a nawet więcej. Kurs powiada, że „nie jesteś ciałem lecz duchem”, a cielesność jest jedynie twoją iluzoryczną tożsamością. Kurs w całej swej treści przekonuje nas, że ciało naprawdę nie istnieje jako odrębny byt, a tylko jako wytwór małej części naszego umysłu, która niestety jest magazynem błędnych koncepcji na temat świata. Tą ideą jest ego.

Jest jednak druga strona nauczania Kursu, która nie może być bagatelizowana przez uczciwego studenta. Nauka ta mówi, że Duch Święty wykorzystuje to, co jest iluzją, do zamanifestowania swej cudownej mocy i użycia jej w celu komunikowania się z ludźmi. Tutaj obserwujemy kontinuum możliwości ciała, poczynając od „zwykłej” rozmowy aż do przekształcenia ciała w NIEZNISZCZALNE I DOSKONAŁE i działania w nim.

Jak zapewne niektórzy z czytelników tego bloga zauważyli, posiadam tę radość, że z powodu otwartości mojego serca, zauważam przykłady działania Bożego w różnych kulturach, a nawet i w bardzo odległych tradycjach religijnych. Tak więc poruszany teraz temat zilustruję nie tylko wypowiedzią Jezusa zaczerpniętą z Kursu cudów, ale szeroką i znaną tradycją religii buddyzmu tybetańskiego ze szczególną i najstarszą jej szkołą – Buddyzmem Bon.

Na początku przestudiujmy (tak, przestudiujmy, a nie tylko rzućmy okiem:-) dwa akapity z tekstu Kursu cudów.

„Masz do wyboru jeszcze inne przeznaczenie dla ciała, które chciałoby je utrzymywać w stanie niezniszczalnym i doskonałym tak długo, jak długo będzie ono użyteczne dla twego świętego celu. Ciało nie umiera, tak samo jak nie może czuć. Ono nie czyni niczego. Samo z siebie nie jest ani podlegające zepsuciu, ani też niezniszczalne. Ono jest niczym. Jest rezultatem małej, szalonej idei zepsucia, która może być naprawiona. Albowiem Bóg odpowiedział na tą obłąkaną ideę Swoją Własną ideą, Odpowiedzią, która Go nie opuściła, a zatem która pozwala uświadomić sobie Stwórcę w każdym umyśle, który usłyszał Jego Odpowiedź i zaakceptował ją.

Tobie, którzy jesteś oddany temu, co nie ulega zniszczeniu czy zepsuciu, została, poprzez twą akceptację, dana moc, aby uwolnić się od zniszczenia i zepsucia. Jaki może być lepszy sposób, aby nauczać tej pierwszej i fundamentalnej zasady kursu cudów, jak nie poprzez pokazanie tobie, że to, co wydaje się być najtrudniejsze, może być osiągnięte jako pierwsze?” (T19,4,5-6)

W świetle wypowiedzi naszego ukochanego Nauczyciela musimy przyjąć, że o ile jesteśmy studentami Kursu, naszym obowiązkiem jest dążenie do bardzo konkretnego i weryfikowalnego celu. Jest nim naprawa idei ciała, („poprzez naszą akceptację”), skutkująca doprowadzeniem go do NIEZNISZCZALNOŚCI I DOSKONAŁOŚCI.

the-risen-christTeraz przejdźmy do przykładów owego dokonania. W naszej zachodniej kulturze zapewne nie ma nikogo, kto nie słyszałby o zmartwychwstaniu Jezusa. Możemy przeczytać świadectwa uczniów, którzy widzieli zmartwychwstałego Jezusa. Pomijając kwestie terminologii (Kurs cudów mówi o tym) oraz zniekształcenia percepcyjne uczniów Jezusa, musimy (o ile akceptujemy źródło Ewangelii) uznać, że Jezus zamanifestował naprawę idei ciała. Pokazał jego świetlistość, subtelność, moc, niezniszczalność i doskonałość. Chwała Mu za to! Przecież to On mówi do nas w słowach Kursu cudów! Pragniemy od Niego się uczyć. Niestety w historii chrześcijaństwa uznano, że Jezus jest jedyną możliwą manifestacją Boga, zdolną do zmartwychwstania. Dlatego też do dziś słyszymy łatwy do podważenia argument przemawiający rzekomo za bóstwem Jezusa, że jakoby jedynie tylko On w historii świata zmartwychwstał. Dowody przeciwko tej tezie przedstawię poniżej.

Cóż za nieporozumienie! Idea wyłącznej boskości Jezusa skutkuje zablokowaniem umysłów milionów ludzi na Zachodzie, którzy przecież dokonać by mogli podobnego czynu. Ale skoro wierzą, że jest to dla nich niemożliwe – to też i tego w efekcie doświadczają. Zapytajmy teraz, czy znane są przypadki przekształcenia ciała w doskonałe i nieśmiertelne? Tak, i to bardzo wiele na przestrzeni wieków aż do dziś. Dzieje się to oczywiście w kulturze otwartej na ogrom mocy Bożej. I choć używamy tutaj języka chrześcijańskiego, to mam na myśli kulturę Tybetu, gdzie o Bogu raczej się nie mówi. W literaturze opisano wiele przykładów spektakularnych przekształceń ciała dokonanych przez Tybetańczyków. Bliskie nam dwudziestowieczne przykłady podają członkowie ich rodzin. Mogę tu wymienić dwóch, znanych mi, wiarygodnych świadków: Chogjal Namkhai Norbu i Tenzin Wangyal Rinpoche – znani na Zachodzie nauczyciele Dzogczen i Bon (patrz YouTube oraz książki ich autorstwa, także w języku polskim).

tapihritsaKlasycznym i szeroko znanym przykładem wybitnej osobistości Tybetu jest mistrz Tapihritsa. Można o nim przeczytać wiele, gdyż stał się on ojcem współczesnej linii Bon, sięgającej do dnia dzisiejszego. Oto obszerny wyjątek z pracy polskiego badacza tradycji Bon Jarosława Kotasa „Gurujoga z Tapihritsą”:

„Zgodnie z tradycją Bon, Tapihritsa był zwykłą istotą ludzką i pochodził z Zhang-Zhung (Szang-Szung) w Tybecie Północnym, ale na drodze uprawianej z wielkim oddaniem praktyki Dzogczen, zarówno stanu kontemplacji, czyli Trekchod, jak i wizji Czystego Światła, czyli Thogalu, osiągnął on realizację i pełne Oświecenie. Tapihritsa uważany jest za najważniejszego Mistrza w linii przekazu Zhang-zhung Nyan-gyud.

Krótka notka hagiograficzna dotycząca Tapihritsy znajduje się w wydanym w New Delhi zbiorze: Lokesh Chandra, History and Doctrine of Bon-po Nispanna-Yoga, International Academy of Indian Culture, Introduction in English Sata-Pitaka, series Indo-Asian Literatures, v. 73, New Delhi 1968. Tekst, o którym tutaj mowa zatytułowany jest brGyud-pa`i bla-ma`i rnam-thar, „Hagiografie Mistrzów Linii” ułożone przez Patona Tangyala.

tapihritsa with e3ac85e6-6731-49ed-8f36-68fc98583c87

Był on dwudziestym piątym Mistrzem w linii przekazu, która wyszła od Tonpy Shenraba i Sangwa Dupy, a potem dotarła do boskiego praktykującego Shena Yongsu Dakpa i w końcu w VII wieku n.e. do nauczyciela Tapihritsy Tsepung Dawa Gyaltsena. Wszyscy ci 24 Mistrzowie zostali Jalupami osiągając Świetliste Tęczowe Ciało (Ja`-lus-pa).

Tęczowe Ciało (`ja`lus) jest ostatecznym rezultatem praktyk Thod-galu i polega na rozpuszczeniu w momencie śmierci elementów tworzących materialne ciało z powrotem do poziomu czystej energii w formie przejrzystych świateł w kolorach tęczy. Fenomen ten oznacza, iż strumień świadomości praktykującego zrealizował Dharmakaję. Osiągnięcie Tęczowego Ciała umożliwia ponowne pojawienie się po śmierci w formie Ciała Światła, czego celem jest nauczanie Dharmy uczniów, z którymi istnieje ścisłe duchowe powiązanie karmiczne. Umiejętność taka w systemie sutr nazywana jest Rupakają lub Ciałem Formy. Tęczowe Ciało realizowane jest na drodze praktyki Dzogczen zwanej Thodgal i nie powinno się tego fenomenu mylić z czystym ciałem iluzorycznym (sgyu-lus dag-pa) realizowanym poprzez przekształcenie tantryczne lub Dzogrim. Czasem używa się w stosunku do niego nazwy „Tęczowe Ciało”. Takie czyste lub nieczyste iluzoryczne ciało powstaje za sprawą przyczyny oraz pracy umysłu, natomiast Tęczowe Ciało Thodgalu pojawia się bezwysiłkowo i spontanicznie, poza prawem przyczyny i skutku, bezpośrednio z Natury Umysłu jako owoc Oświecenia.

By proces powstawania Tęczowego Ciała mógł się rozpocząć, praktykujący musi wejść w fazę umierania, aczkolwiek nie dotyczą go wtedy następujące po sobie doświadczenia etapów Bar-do; w przypadku Wielkiego Transferu natomiast, jednostka rozpuszcza swe ciało bezpośrednio w pustej przestrzeni i potrzeba wchodzenia w fazy procesu umierania wtedy nie pojawia się. W obydwu jednakże przypadkach, zanikanie fizycznego ciała jest wskazówką realizacji Dharmakaji i możliwości ponownego zamanifestowania się jako Rupakaja w formie Ciała Światła (`od-lus) w celu nauczania Dharmy i prowadzenia innych istot ku wyzwoleniu.

Po 9 latach praktyki odbywanej w jaskini położonej w górach Tybetu Północnego, osiągnął on Oświecenie i wyzwolił się z samsary, czego objawem była realizacja Tęczowego Ciała Wielkiego Przejścia bez pozostawienia po sobie żadnych materialnych śladów fizycznego ciała.

Jasnowidzące moce Tapihritsy pozwoliły mu dostrzec tantryka i mahasiddhę Gyarpunga Nangzher Lodpo jako odpowiednie naczynie dla otrzymania przekazów nauk Dzogczen. (Na temat życia Gyerpungpy zwanego Gyer-spungs chen-po sNang-bzher lod-po zob. D. Snellgrove, H. Richardson, Tybet. Zarys historii kultury, Warszawa 1978., oryg. wydano jako A Cultural History of Tibet, Geo Weidenfeld & Nicolson, London 1968).

Musiał on jednak wpierw zostać poddany próbie mającej za zadanie ujarzmienie jego dumy intelektualnej i arogancji emocjonalnej. By tak się stało, po osiągnięciu Oświecenia, Tapihritsa pojawił się ponownie, niejako zmartwychwstały i przemieniony w Ciało Światła i pod postacią wyjątkowo dobrze rozwiniętego chłopca, który zatrudnił się jako służący u bogatego nomada z Zhang-Zhung. Nic go do tego nie przymuszało, ale potrzebował on znaleźć zręczne środki dla wyrazu jego wielkiego współczucia po to, by potrząsnąć Gyerpungpą i otworzyć go na nauki Dzogczen. Po odpowiednim przygotowaniu strumienia świadomości swojego ucznia Tapihritsa porzucił przebranie biednego chłopca sieroty, i pojawił się w przestrzeni nieba w dostojnej i podniosłej formie gotów do kontynuacji procesu przekazu nauk.” (Jarosław Kotas „Gurujoga z Tapihritsą”, fragment)

Bez żadnej przesady zaryzykuję stwierdzenie, że Tapihritsa jako przedstawiciel tybetańskiego Bon, pod względem dokonania przekształcenia jest odpowiednikiem Jezusa z „naszej” zachodniej i zarazem żydowskiej tradycji. Ponieważ Jezus osiągnął tego rodzaju ciało, a wcześniej polecił naśladować Siebie, wydaje się oczywistym, że i chrześcijanie powinni tego dokonywać. A co ze studentami Kursu cudów? My jesteśmy co do tego przekonani i pewni, zgodnie z zamieszczoną na wstępie wypowiedzią Jezusa w nauce Kursu.

29 responses to “Niezniszczalne i doskonałe ciało w Kursie cudów

  1. Słuchajcie,

    Przepraszam jeśli kogoś uraziłem nazywając Akademię Pełnego Zaangażowania – sektą. Nie będę już tak pisał.

    Jedyne co chciałem podkreślić to to że Kurs Cudów, Zniknięcie Wszechświata, nauczania Kena Wapnicka i m.in blog Studenta – to wszystko jest jeden spójny nurt – nie ma tu większych rozbieżności, każdy mówi trochę po swojemu, ale wszystko to jest jednolite w przekazie.

    Jednak to co przedstawia Akademia Pełnego Zaangażowania, to nie jest Kurs Cudów, to są nauczania Mistrza Nauczyciela. Jeżeli ktoś chce uczyć się od Mistrza-Nauczyciela, proszę bardzo. Ale nie mieszajmy Kursu Cudów z nauczaniami Akademii bo to są dwie różne sprawy.

    Jak już pisałem Mistrz-Nauczyciel uderzył Garego Renarda i nazwał go „dumb shit” i pisałem już że na ich spotkaniach (z relacji Garego) wynika że panowała atmosfera kultu. wielu ludzi odeszło z organizacji po przeczytaniu Zniknięcia wszechświata i rozumiejąc że to są inne nauki.

    Pozdr
    jpack

    • Wygląda, że nie rozumiesz Kursu Cudów.

    • Drogi Derylu, lepiej by było, gdybyś takie zdanie wpisał jako Odpowiedź (jak ja to właśnie zrobiłem teraz) lub poprzedził ją imieniem adresata. Bo szczerze mówiąc (może nie śledzę Waszych dyskusji dokładnie) nie wiem do kogo się zwracasz. No i skoro pierwszy raz zabierasz głos od razu z taką oceną, to przydałoby się choć słówko uzasadnienia. Pozdrawam Moderator

    • Witam
      Wypowiedź była skierowana do jpacka. Chodzi mi o to, że Kurs Cudów, o ile jest to świetna pomoc dla tych którzy dążą do Prawdy, to nie powinno się tej książki i treści traktować jak „bożka” i wypominać komuś jeśli używa innnego sformułowania. To jest tylko droga, która prowadzi do Przebudzenia. Jeżeli już jesteś przebudzony i własnie z poziomu przebudzonego umysłu mówisz, to nie jest najważniejsze jakich słów czy określeń używasz. Zwróć uwagę na nanuczanie Przebudzonych nauczycieli (chociażby na youtubie). Używają różnych określeń, a jednak mówią o tym samym, mówią z tego samego poziomu.
      Wypowiedź jpacka skojarzyła mi się to z niektórymi muzułmanami, którzy znają Koran na pamięć, a postępuja tak, jakby nic z niego nierozumieli.
      Kurs Cudów jest drogą która prowadzi Cię na skróty do przebudzenia, ale nie powinna być kolejnym „bożkiem”.

    • Deryl,

      Może sformułowania typu „dumb shit” i używanie siły fizycznej, to są jakieś super oświecone metody nauczania, no ale ja ich nie rozumiem.

      Nie rozumiem też boskiego kwazaru świadomości, czy jakoś tak 🙂
      Widzisz Deryl, Kurs Cudów to jest bardzo ważny, niesamowicie majestatyczny i bardzo trudny tekst. Bardzo łatwo go zniżyć/zdegradować do jakiegoś new age’owego, dualistycznego opracowania, bardzo łatwo zatracić przesłanie Kursu. Zobacz jak przesłanie Jezusa zostało zmienione. To co teraz przedstawia Kościół ma mało wspólnego z tym co nauczał Jezus. Ludzie podświadomie boją się prawdziwego przesłania Kursu – i to jest głównym powodem dla którego chcą go interpretować i zmieniać po swojemu, dodawać różne definicje, nauczać po swojemu.
      Gdy w grudniu 2006 po raz pierwszy przeczytałem fragment Kursu, to mało co nie spadłem z krzesła. Dzień później ktoś wkleił na forum filmik z Mistrzem Nauczycielem. Moja pierwsza reakcja była taka, że jednak coś jest nie tak w tym człowieku i w tym co on mówi. Później to się potwierdziło, że nauczania Akademii Pełnego Zaangażowania jest inne niż Kurs Cudów i wokół grupy jest wiele kontrowersji. Pal licho już tą terminologię, nie mam też nic osobiście do Akademii ani ludzi którzy tam są, to nie jest w ogóle moja sprawa. Za to bardzo zależy mi na Kursie, uważam że jest to największe dzieło wszechczasów, nie chciałbym żeby historia się powtórzyła i nauczania Jezusa znowu zostały błędnie ziterpretowane i zdegradowane do new age’owej papki, która nie transformuje naszego umysłu, tylko powiększa ego. Od nas studentów zależy czy tak się stanie. Kurs nie jest otwarty na interpretacje, Jezus nam przekazał specyficzny program, który powinniśmy stosować i się go trzymać. W Kursie jest napisane wszystko co trzeba. Nie jestem jak muzułmański fanatyk;), sam wywodzę się z buddyzmu i advaita wedanty i uważam że wiele z nauczań Jezusa można odnaleźć w tych nurtach – to wszystko jest spójne.

      To tyle
      Pozdr
      jpack

    • Nie wiem czy wiecie, ale wiem, że nie wiemy. Otóż sprawa, która czochra wasza spokojne włosy i gładzi łysinę, jest jedną, z częściej poruszanych w dyskusjach na temat Kursu. Bo każdy chciałby określić Kurs. Każdy chciałby osądzić siebie, i otrzymać potwierdzenie swojego sądu w świecie.

      Jednak każdy z was zawiedzie się w sercu bo intelektualnie wszyscy macie rację. Świat składa się z kompromisów, ale pokój Boży nie.

      Najprościej rzecz ujmując, a nie jest to łatwe….
      Kennet W. starał się cały żywot poświęcić na wyjaśnianie tej jednej sprawy, między innymi. On był do tego powołany zanim sam siebie określił. Wy jesteście powołani, i służycie celowi Przebłagania, kiedy słuchacie.

      Jeśli wiem, nie będę pytał. A ten Kurs polega na zadawaniu pytań i uzyskiwaniu odpowiedzi.

      Zatem paradoksy. Paradoks.
      „Paradoks (gr. parádoksos – nieoczekiwany, nieprawdopodobny) – twierdzenie logiczne prowadzące do zaskakujących lub sprzecznych wniosków. Sprzeczność ta może być wynikiem błędów w sformułowaniu twierdzenia, przyjęcia błędnych założeń, a może też być sprzecznością pozorną, sprzecznością z tzw. zdrowym rozsądkiem, np. paradoks hydrostatyczny, czy paradoks bliźniąt.” Wikipedia

      Przyjmując za, że paradoks otrzymujemy w wyniku wydania osądu bazującego na błędnych założeniach, otrzymamy go.
      Przyjmując za, że paradoks otrzymujemy w wyniku wydania osądu bazującego na prawdziwych, wiarygodnych założeniach, otrzymamy go.

      Naszego paradoksu przyczyna nie tkwi i nie należy jej szukać w skutkach. Należy jej szukać w przyczynie, nie przyczynie Kursu, bo jego przyczyną jest Miłość, ale przyczyną powodu wikłania się w potrzebę paradoksu przez mój-twój umysł.

      Nie mogę być w pokoju będąc w konflikcie.
      Skąd wiemy, że nasz brat jest w konflikcie? Po jego słowach, zdaniach, twierdzeniach, przeczeniach? Jeśli tak, to cierpimy na paradoks osądu. Bo w życiu świata, a arsenał ten jest niezbędny do prawidłowego porozumiewania się w świecie, traktujemy tym wartości i anty wartości będące podstawą elementów rozwoju jaźni. Jakkolwiek analizując tutaj jaźń, możemy dość do części-części i tak w nieskończoność, prawda jest taka, że wszystko zaczyna się od decyzji, czemu te służą, i to nas interesuje.

      Z innej beczki. Deryl, jpack, Student i inni. Szczególne jednostki, które >z założeniastudeta> W jakąkolwiek stronę nie pójdę, zostanę osądzony postronnie.

      To nieuniknione.

      Żeby wyjaśnić cały temat, musiałbym tutaj napisać, nie żartuję, małą książkę. Lecz tą małą książkę zna każdy z was, studenci. Ta mała książka to słowa Jezusa w Kursie Cudów, o których zapomnieliście, o których ja zapomniałem.

      Małe zapomnienie ogarnęło Syna Boga i zapomniał Kim jest. Śnił o wojnie z samym Sobą. Lecz czy zdrowemu przy zmysłach zdolnym byłoby sobie wyobrazić Boga walczącego przeciwko Sobie?

      Czy ten schemat nie jest odgrywany w każdej pustej przestrzeni pojedynczych atomów we wszechświecie?

      Proszę zbyt szybko nie wnioskować po konstrukcji tego postu o jego znaczeniu. Zamilknij i zapytaj, jeśli będziesz słuchał dość uważnie, On ci powie.

      Intelektualnie nie jesteście zadowoleni. Ego domaga się konkretnych twierdzeń. Nie dam ich. Wiecie, gdzie jest latarnia, nie chowa się, świeci dla każdego.

      Wykazuję, że poczucie komfortu egotycznego jest bezsensu dla ducha.
      Nie znaczy to, że nie trzeba zajmować swojego miejsca w kropce nad „i” w świecie.
      Trzeba je zajmować, ale umiejętnością jest zająć takie, w którym perspektywa jest rozległa na tyle, że osiąga się wgląd w wewnętrzny stan rzeczy poprzez lornetkę zrozumienia, oczy współodczuwania i umysł otwarty.

      Dobra, widzę te miny….
      Powiedzmy że, „Master Teacher” nie naucza Kursu Cudów, ale naucza POPRZEZ Kurs Cudów i jest to zgodne. Kto tego zabroni?
      Powiedzmy że, Jezusa nie interesuje kto według ciebie i jak naucza Kursu Cudów, ale jak TY się go uczysz i co z niego wynosisz.
      Wariaci są wszędzie, zarówno w Wisconsin jak i w Kaliforni…..
      Lecz mając jaźń za ego, które jest obłąkane, któż z nas nie jest wariatem?

      Master Teacher jest niewinny.
      Kurs Cudów nie jest winny sporów wokół siebie.
      Tylko Ty głodny przywiązania do ego, jesteś sobie winny odrzucenia własnej Świętości, której jednak odrzucić nie możesz, bo twój Ojciec ustanowił ją w Sobie na wieczność. Jesteś na zawsze niewinny i święty i bez cienia grzechu.
      Amen.

      [każdy akapit tego postu jest maksymalnym streszczeniem tego, co można powiedzieć, dlatego czytaj słowa, ale dostrzeż co między wierszami i co umysł układa w całość z części, które już odnalazłeś]

      Popełniać błędy, jest rzeczą ludzką. Przyznawać się do nich – anielską.
      Jeden błąd – Jedna Poprawa.
      U PODSTAWY.
      🙂 Pokój ponad wszystko 🙂

  2. Studencie,

    ale czy nazwanie organizacji „sektą” to jest ubliżanie im?

    • Drogi jpacku, rozumiem twój lęk przed sektami i „kultami” (jak to nazywają w USA). Słowo kult w USA brzmi tak, jak u nas np. „morderca”. Sam jednak wiesz zapewne, jakiego pochodzenia jest lęk.

      Co do wspominanej organizacji, to widzę, że przed jej członkami postawiono trudne zadania i niektórzy nie są w stanie im sprostać. Szaleją, oskarżają się, opuszczają małżonków, myślą o samobójstwie itp. Ale są i tacy, którzy wiele w niej korzystają. I to jak wiele!!! Są jednak dojrzalsi od szaleńców.

      „Pranie mózgu” to slogan antysekciarski. Przecież sam Kurs cudów pierze nam „mózgi”. I o to właśnie chodzi, abyśmy mieli czysty umysł. Czytając jakąkolwiek książkę, słuchając kazania w kościele czy audycji radiowej zmieniamy swój umysł. Ot i „pranie mózgu”. Byle było to pranie a nie zaśmiecanie.

      Zacytowana strona o opuszczeniu Endeavor przez członka jest żałosna. Widać, że był b. niedojrzały, co przy silnym przywódcy skończyło się katastrofą. Ale należy z całym naciskiem zacytować: „A check of Endeavor Academy’s records revealed no evidence of criminal wrongdoing. Many former members offer some positive stories about their experience and say they left the group with little difficulty.” co znaczy: „Kontrola zapisów Endeavor Akademii nie wykazała żadnych wykroczeń karnych. Wielu byłych członków przedstawia pewne pozytywne historie o ich doświadczeniach i mówi, że opuścili grupę z niewielkim trudem.”

      Pozdrawiam

    • 1. Wzywam was bracia do poczytalności.
      2. Tekst mija się z tematem, ale jest „informacją” w ramach tutejszej dyskusji, mając coś wskazać.

      „WAŻNIEJSZE ORGANIZACJE ZWIĄZANE Z KURSEM

      Chociaż pierwsze grupy studiujące składały się z twórców Kursu i ich przyjaciół, wraz z rozpowszechnianiem się materiałów Kursu w fotokopiach szybko powstało wiele wiele innych. Nie sposób określić, ile takich grup powstało, rozwiązało się czy zreformowało od czasu, kiedy Kurs dosłownie wyszedł na światło dzienne w połowie lat siedemdziesiątych. Dalej przedstawiam krótki przegląd aktualnie działających, lepiej znanych organizacji związanych z Kursem w Stanach Zjednoczonych, w większości z nich nauczyciele są podobni do całej wspólnoty Kursu.

      Największa akademia prowadzona przez Fundację Kursu Cudów jest opisana szczegółowo w Rozdziale 5. (W Dodatku znajdziecie adresy, numery telefonów i adresy internetowe tych wszystkich grup.) Centrum Upowszechniania Cudów (Miracle Distribution Center) w Fullerton, Kalifornia Najbardziej wyczerpującym spisem adresów wszystkich grup studiujących Kurs dysponuje Centrum Upowszechniania Cudów (MDC) w Fullerton w stanie Kalifornia, założony przez byłą aktorkę Beverly Hutchinson McNeff i jej brata Richarda w 1978 roku. MDC jest organizacją nie nastawioną na zysk, jest to najstarszy dom kliringowy mediów Kursu, który tygodniowo odpowiada na ponad 300 telefonów , listów i zamówień. MDC, który początkowo powstał jako organizacja mająca pomagać adeptom Kursu w Południowej Kalifornii, stopniowo przekształcił się w organizację mającą liczne cele, z licznymi kontaktami międzynarodowymi, która dzisiaj oferuje szeroką gamę bezpłatnych usług, łącznie z organizacją modlitw, kojarzeniem osób pragnących ze sobą korespondować, udzielaniem informacji na temat grup studyjnych i pracy z więźniami, a także całodobowy „telefon szkoleniowy” – to wszystko obok prowadzonej firmy zajmującej się sprzedażą wysyłkową książek, taśm magnetofonowych i kaset audiowizualnych.

      Ukazujący się co dwa miesiące biuletyn The Holy Encounter jest wysyłany bezpłatnie do dziesięciu tysięcy osób. Beverly Hutchinson mówi, że MDC jest „kołem ratunkowym dla tych, którzy myślą, że są osamotnieni studiując Kurs, szczególnie dla osób mieszkających w odległych rejonach świata czy w „paśmie biblijnym w Stanach Zjednoczonych” [południowych stanach USA]. Pani Hutchinson ma także wykłady na temat Kursu oraz prowadzi grupy studyjne w obszernej lecz nijakiej siedzibie MDC w przemysłowym okręgu w Orange County, a także okresowo seminaria sobotnio-niedzielne w górach w okolicy Los Angeles. Z wydruków komputerowych Centrum Upowszechniania Cudów wynika, że w połowie 1996 roku na całym świecie było co najmniej dwa tysiące sto grup studiujących Kurs. W Ameryce grupy takie są we wszystkich pięćdziesięciu stanach, a także w Puerto Rico i na Wyspach Dziewiczych.

      W Australii istnieje dziewięćdziesiąt grup, w Anglii siedemdziesiąt pięć, siedem w Szkocji, trzy w Japonii, dwie w Indiach Zachodnich, dwie w Nigerii i po jednej w takich krajach jak Argentyna, Botswana, Izrael, Filipiny i od bardzo niedawna Słowacja. Większość z nich to grupy angielskojęzyczne, ale wraz z pojawianiem się tłumaczeń Kursu na różne języki, rośnie też liczba grup obcojęzycznych. Założycielka MDC zauważa, że nawet w Stanach Zjednoczonych nie można nic powiedzieć na temat demografii uczniów Kursu, którzy wywodzą się ze wszystkich klas, ras, zawodów i religii. (Podczas gdy zbierałem materiały do tej książki, spotkałem adeptów Kursu, którzy są lub byli żydami, katolikami, mormonami, członkami kościoła episkopalnego, scjentystami, protestantami, chrześcijańskimi fundamentalistami, amerykańskimi buddystami, muzułmanami, agnostykami i ateistami.)

      Najwięcej grup powstało w Południowej Kalifornii – ponad dwieście, co stanowi mniej więcej dziesięć procent wszystkich grup na świecie. Fundacja Akcji Życia (The Foundation for Life Action) w Los Angeles, Kalifornia Organizacja ta reprezentuje nauczanie Tary Singha, Hindusa, który zanim spotkał Helen Schucman, był przez trzydzieści lat bliskim uczniem słynnego filozofa Krishnamurtiego. W wywiadzie udzielonym Miracles Magazine Singh wspomina, że Helen Schucman ze zniecierpliwieniem odrzucała jego wyrazy szacunku dla niej jako duchowej nauczycielki i posunęła się wręcz do nazwania go „zarazą”. Mimo to on przez całe lata wytrwale dzwonił do niej niemal co wieczór i „bez względu na to iloma kamieniami we mnie rzucała, nie miało to dla mnie znaczenia. Po prostu zbierałem je i składałem u jej stóp.” Singh zaczął dawać wykłady, pisać książki i prowadzić seminaria na temat Kursu. Zorganizował też „Jednoroczne nieskomercjalizowane ustronie” w 1983 roku, w którym przerobił z czterdziestoma dziewięcioma osobami całe Ćwiczenia w dokładnie 365 dni.

      Broszura wydana przez Fundację Akcji Życia (FLA) tak streszcza jej filozofię: „Nie przyjmujemy dobroczynności ani nie szukamy dotacji, nie mamy też żadnej społeczności. Ponieważ imienia Boga nie można wykorzystywać do celów komercyjnych, a pieniądze uzyskane w niewłaściwy sposób są źródłem innych grzechów, nasza Szkoła nie pobiera opłat za nauczanie. Jej celem jest nauczenie studentów samodzielnośći i produktywności, pracy nad swoim wnętrzem a nie nad zbawianiem inych, umiejętności dawania czegoś od siebie i pod żadnym pozorem nie wykorzystywanis swojej przewagi”. FLA założyła także organizację dobroczynną pod nazwą Jospeh Plan Foundation. Singh opublikował cztery ze swoich licznych swoich książek u poważnych wydawców, między innymi w Ballantine w 1997 r. ukazał się także tytuł Encounters with Eternity: My Relationships with J.Krishnamurti and Helen Schucman (Spotkania z wiecznością: moje związki z J.Krishnamurtim i Helen Schucman), dzięki której jego prace stały się znane w kręgach Kursu. Niektórzy uważają, że nauczanie Singha „pachnie Krishnamurtim” ze względu na jego wieloletni związek z tym mistrzem.

      Wspólnota Międzywyznaniowa (The Interfaith Fellowship) w Nowym Jorku Wielebny Jon Mundy, który przez czternaście lat wykładał Kurs z ambony metodystów, nazywa organizację, którą kieruje wraz z wielebną Diane Berke „nowojorskim kościołem ludzi poszukających. Jest wśród nas mnóstwo starych hippisów i ludzi, którzy w wielu miejscach poszukiwali mądrości”. Ze swymi stu pięćdziesięcioma członkami i dwustu osobami pojawiającymi się na niedzielnych porannych nabożeństwach odbywających się naprzeciwko Carnegie Hall, Wspólnota oferuje duchowość opartą na Kursie, która obejmuje wiele innych perspektyw. Na przykład miesięcznik wydawany przez Wspólnotę On Course (w którym można zauważyć pewne podobieństwo do magazyny metodystów The Upper Room) regularnie podaje kronikę „roku międzywyznaniowego” dla swych trzech i pół tysiąca prenumeratorów, w której wymienia święta religijne chrześcijańskie, buddyjskie, szintoistyczne, zoroastrianistyczne, islamskie i inne. Wspólnota wydaje także co kwartał katalog mediów Kursu.

      Jesienią 1995 roku zaczęła prowadzić szkółki niedzielne, które, jak twierdzi Mundy są „prawdopodobnie jedyne, które szanują różne tradycje religijne, a jednocześnie uczą Kursu na dziecinnym poziomie, to znaczy mówią między innymi o tym, jak ważna jest wspaniałomyślność i prawdomówność”. Zarówno Mundy jak i Berke są autorami książek o nauczaniu Kursu i dają wykłady na seminariach w całym kraju. Krąg Zadośćuczynienia (The Circle of Atonement) w Sedonie, Arizona Organizacja ta mająca siedzibę na Południowym Zachodzie w kolebce kultury Nowej Ery (New Age), skłania się do dość konserwatywnej interpretacji filozofii Kursu. „Jej założyciel Robert Perry mówi: „Jestem przekonany, że w zamyśle autora Kurs jest bardzo poważną, wymagającą i transformacyjną drogą duchową, a nie tylko inspirującym i otwierającym oczy zbiorem idei”. Perry jest autorem krótkiego Introduction to A Course in Miracles (Wstępu do Kursu Cudów) który rozszedł się w dwustu tysiącach egzemplarzy. Allen Watson, inny nauczyciel z Kręgu upowszechnia Kurs poprzez sieci komputerowe – przez liczne elektroniczne fora i grupy dyskusyjne rozsyła komentarze do lekcji Kursu. Mimo że Krąg Zadośćuczynienia ma obecnie siedzibę w wynajętej prywatnej rezydencji w Sedonie, długofalowe plany Perry’ego i Watsona obejmują zbudowanie ‘trójskrzydłowego” ośrodka, w którym prowadzona będzie działalność dydaktyczna, transformacyjna i uzdrowicielska.

      Założenie w 1994 roku szkoły Kursu nazwanej Kręgiem Nauczania (Learning Circle), dało początek skrzydłu dydaktycznemu. Robert Perry zauważa, że „jednym z naszych głównych celów jest zainicjowanie ‘systemu wsparcia’ dla studentów Kurs Cudów analogicznego do grup wsparcia Dwunastu Kroków”. Organizacja rozsyła swój kwartalny biuletyn zatytułowany A Better Way, wraz z seriami broszur do dwóch tysięcy osób. Kalifornijski Ośrodek Cudów (The California Miracles Center) w San Francisco, Kalifornia Chociaż wielu wyznawców Kursu kwestionuje ideę zakładania formalnych kościołów, wielebny Tony Ponticello najwyraźniej nie miał tego rodzaju wątpliwości, kiedy w 1987 roku zarejestrował Kalifornijski Ośrodek Cudów (CMC) jako oficjalny zatwierdzony przez państwo kościół.

      Ukryty w niewielkim pomieszczeniu na drugim piętrze w dzielnicy Castro w San Francisco, Ośrodek nie tylko oferuje niedzielne poranne nabożeństwa ze śpiewami, kazaniami i zbieraniem na tacę, ale również prowadzi programy kształcenia dla „praktykujących” Kurs Cudów, „Nauczycieli Boga” Kursu Cudów i uznanych przez prawo „kapłanów” Kursu Cudów. Miesięczny biuletyn CMC Miracles Monthly z zabawnymi ilustracjami jest jednym z żywszych magazynów związanych z Kursem, który zamieszcza ogłoszenia drobne, informacje o sprzedaży wypieków domowych i schroniskach CMC, a także okazjonalne zdjęcie Ponticella paradującego w czapeczce Świętego Mikołaja. O ile księgarnia Ośrodka nie prowadzi sprzedaży hurtowej tak jak Ośrodek Upowszechniania Cudów, wymienia jednak więcej różnych mediów związanych z Kursem (ponad dwieście tytułów) niż MDC czy jakakolwiek inna organizacja. Na stronie domowej on-line Kalifornijskego Ośrodka Cudów można znaleźć takie radosne objawienia jak „Wow! Właśnie miałem wizję, że chcę przekazać dar na rzecz Ośrodka” – ale jednocześnie są tam także szczegółowe finansowe rozliczenia, z których wynika, że CMC jest organizacją na progu rentowności, która płaci swemu założycielowi i zarazem kapłanowi znacznie poniżej dziesięciu tysięcy dolarów rocznie.

      Akademia Endeavor (Endeavor Academy) w Baraboo, Wisconsin Ośrodkiem nauczania Kursu wzbudzającym najwięcej kontrowersji jest niewątpliwie Endeavor Academy, szkoła i stacjonarna społeczność złożona z około dwustu osób w południowej rolniczej części stanu Wisconsin, niedaleko od jego stolicy Madison. Akademia Endeavor różni się od normy pozostałych grup Kursu wieloma aspektami, między innymi swym rezydencyjnym statusem, agresywną ewangelizacją, a przede wszystkim kultem „Mistrza” – dawnego brokera nieruchomości i uzdrowionego alkoholika o nazwisku Chuck Anderson, o którym rezydenci Endeavor mówią per „Nasz kochany”.

      Szersza społeczność Kursu uważa Akademię za „kult”, który poważnie wypacza nauki Kursu. Nie ma niczego dziwnego w tym, że ludzie wewnątrz Endeavor nie widzą tego w ten sposób. Kierujący Akademią Ted Poppe twierdzi, że cechą wyróżniającą podejście Akademii od podejścia Fundacji Kursu Cudów – najstarszego ośrodka nauczania Kursu, jest to, że „Ken Wapnick uczy Kursu tak jakby to był angielski, gdzie uczysz się odmiany słów i budowania zdań. Dla niego jest to po prostu coś, co się studiuje. My mówimy, że to nie na tym polega. Ludzie przychodzą tutaj po to, żeby doświadczyć prawdziwej komunii z Bogiem, są w takim momencie życia, w którym dostrzegają, że ich starania by zostać lepszym człowiekiem są daremne. Podejmują wtedy decyzję, co zrobić z resztą życia. Wielu z nich, gdy osiągnie ten punkt, postanawia pozostać tutaj”. Reputacja Endeavor jako kultu zaczęła się wyraźnie szerzyć wtedy, gdy parę osób, które postanowiły tam pozostać, zmieniły po pewnym czasie zdanie i dość szybko zaczęły się dzielić z innymi swoim niepokojem, co do tego, co tam widziały i przeżyły. Ich najcięższy zarzut pada pod adresem zachowania samego Mistrza.

      Val Scott, student z Kanady, który od 1979 roku brał udział dwa razy w zajęciach Akademii Endeavor, opublikował osiemdziesięciostronicową broszurę o swych doświadczeniach w Akademii, gdzie, jak twierdzi, Mistrz nie tylko obrażał go słownie, ale także dopuścił się napaści fizycznej. Kalie Picone z Massachusetts, która spędziła w Baraboo trzy tygodnie, napisała w otwartym liście puszczonym w obieg w kręgach Kursu, że Mistrz „atakuje wszystkich bez wyjątku ludzi za ich ciekawość intelektualną i za utrzymywanie swej tożsamości”. Robert Lilly z Las Vegas w stanie Nevada, opisał Mistrza w liście rozesłanym drogą komputerową jako „egomaniaka stosującego okrężne rozumowani i głupią logikę. Widziałem, jak wrzeszczał na ludzi i kłócił się z nimi, między innymi ze mną… Słyszałem, jak mówił rzeczy, które nawet jako metafory wyraźnie nie zgadzały się z Kursem. Prowadzone przez niego zajęcia były monologami, podczas których nie dopuszcza do żadnych dyskusji ani wątpliwości”. Nie mniejszym zmartwieniem dla wielu weteranów Kursu jest wyraźne poczucie wyższości Akademii w stosunku do innych grup i nauczycieli.

      Ted Poppe utrzymuje, że Akademia Endeavor „robi coś zupełnie innego” niż pozostałe grupy i że „jest bardziej zaawansowana” pod względem rozwoju duchowego członków. Pismo Endeavor out of time idzie nawet jeszcze dalej, wyśmiewając typowe grupy studiujące Kurs w zmyślonym „biuletynie nowości”: „Mamy wspaniałą wiadomość z grupy studiującej Kurs Cudów „Ćwiczmy się wszyscy w przebaczaniu” z Selroy, Kalifornia. Liderka grupy pani Margarette L.L. Thurston II, podaje, że na ostatnim regularnie odbywanym spotkaniu jednemu z członków, ku zaskoczeniu i zachwytowi wszystkich, udało się zagwizdać Marsyliankę pewną tylna częścią ciała. Członkowie grupy George i Alma Finstly zobowiązali się, że ‘w tym tygodniu naprawdę się zabiorą na serio za ‘przebaczanie’” On jest basem, a ona altem. Są mocno zdeterminowani, żeby utworzyć trio i na Boże Narodzenie zagwizdać wspólnie „Hark the Herald Angels Sing”. Powodzenia Wyrobnicy Cudów!”

      Bez względu na to, jaki jest stosunek Endeavor do reszty wspólnoty Kursu, w swoim sąsiedztwie w rolniczym okręgu Wisconsin, nie wywołuje żadnych niepokojów. O ile Akademia utrzymuje dom mieszkalny zwany Wiejską Siedzibą Boga (God’s Country Place) oraz kilkanaście odnowionych moteli dla swych uczniów, pozostali mieszkają, pracują i kierują swoimi firmami w pobliskim Wisconsin Dells. „Prowadzimy normalne życie w społeczeństwie, tak jak wszyscy”, twierdzi Poppe.

      Lokalna prasa pisze o Akademii niewiele i w sposób obojętny, mimo, że w 1992 roku miejscowe zrzeszenie kapłanów zakwestionowało chrześcijanizm New Christian Church of Full Endeavor w artykule opublikowanym w Baraboo News Republic. Nie wszystkie relacje absolwentów Akademii są negatywne. Jim Lane, wykładowca zarządzania i marketingu w Southern Cross University w Nowej Południowej Walii w Australii, mówi, że miesiąc, który spędził w Akademii w 1995 roku „przyspieszył o całe dziesięciolecia moje rozumienie Kursu”. Parę innych osób odeszło z Akademii po to, by założyć własne grupy mniej lub bardziej inspirowane interpretacją Mistrza; należy do nich również żona Teda Poppe’a – Victoria, która, jak mówi prowadzi, „wiodącą grupę Kursu w okręgu Bostonu”.

      Akademia Endeavor nie zadowala się ograniczeniem swego nauczania do ośrodka w Wisconsin i organizuje ambitne zamiejscowe programy nauczania w zachodniej Europie i Australii oraz liczne ośrodki satelitarne w różnych miejscach. W 1995 roku Akademia zakupiła ośrodek zjazdowy na 15 tysięcy miejsc w pobliżu swej siedziby w Wisconsin, o którym Ted Poppe mówi, że będzie wykorzystywany jako „miejsce, w którym odbywa się duchowe uzdrawianie oparte na zasadach Kursu Cudów”.

      Wyraźnie więc widać, że Akademia Endeavor ma zamiar pozostania na scenie i szerzenia swej wersji doktryny Kursu. Ale prawdą też jest, że większa wspólnota Kursu patrzy na nią tak, jak to określił były rezydent Val Scott: „najzwyczajniejsza wyprawa kultowa i guru podczepiona pod Kurs Cudów”. Tak samo wiele zasłużonych osób od dawna związanych z Kursem w prywatnych rozmowach sprzeciwiało się włączeniu przeze mnie Akademii do tego przeglądu organizacji prowadzących nauczanie. Kurs w Kościele Jedności i w grupach rehabilitacji Jednym z miejsc, gdzie ludzie odkrywają Kurs Cudów jest ich lokalny kościół Jedności. Religia ta nazywana czasami „chrześcijaństwem Nowej Ery” została założona w 1889 roku przez amerykańskie małżeństwo Charlesa i Myrtle Fillmore’ów, którzy „szukali zdrowia poprzez zmianę swych myśli na temat Boga i samych siebie”. Chociaż jest ona czasami utożsamiana jako część ruchu Nowej Myśli (New Thought), który głosi ideę boskości rodzaju ludzkiego, odróżnia się od niego tym, że wyraźnie udziela poparcia naukom Jezusa Chrystusa.

      Jednak w praktyce, kościoły Jedności na ogół obejmują szeroki wachlarz przekonań i punktów widzenia duchowych. Kurs chociaż nie jest oficjalnie popierany przez Jedność, wyraźnie stał się jednym z jego towarzyszy. Joan Gattuso z Ohio, która od szesnastu lat jest kapłanem w kościele Jedności, a jeszcze dłużej studentką Kursu, jest autorką książki wydanej w 1996 przez wydawnictwo HarperCollins A Course in Love (Kurs miłości). Mimo iż odnotowuje, że Kurs nie jest powszechnie akceptowany przez kościoły Jedności, jest jednak zdania, że zasady tych dwóch ruchów duchowych są „w istocie takie same…. Kurs wpłynął na mój jeszcze większy szacunek dla mądrości i przenikliwości Fillmore’ów”.

      Książka Gattuso na temat związków międzyludzkich powstała głównie z inspiracji Kursu, ale autorka czerpie też ze swego wielostronnego doświadczenia duchowego, w tym również buddyzmu. Jej zdaniem najważniejszym przesłaniem tej książki jest konieczność „przebaczania, przebaczania i jeszcze raz przebaczania – bez żadnych wyjątków – ponieważ nasza wina jest tak głęboko zakorzeniona, że przez nią tracimy kontakt z rzeczywistością”. Kurs coraz częściej pojawia się także w różnych grupach rehabilitacyjnych. To powiązanie stało się na tyle znane, że jeden z wiodących wydawców materiałów na temat rehabilitacji, Hazelden, opublikował w 1995 roku książkę Karen Casey, piszącej o uzdrawianiu ducha i medytacji, zatytułowaną Daily Meditations for Practicing the Course (Codzienne medytacje do praktykowania Kursu). Książka Casey, która nie ma zastępować substytut rocznych medytacji samego Kursu, zawiera trzysta sześćdziesiąt pięć myśli i esejów na każdy dzień, które odzwierciedlają ogólną filozofię Kursu, mięzy innymi: „Zmień myśli, a pójdzie za tym zmiana zachowania”, „Uzdrowienie zachodzi poprzez łączenie się z innymi ludźmi” oraz „Bóg nie wie, co to gniew”. . Casey, która sama prowadzi programy rehabilitacji, mówi, że Kurs Cudów jest formą „studiów podyplomowych dla tych, którzy pracują z Dwunastoma krokami….”

      D. Patrick Miller, Complete Story of the Course…

      P.S. od autora: „Chcę…powiedzieć, że Kurs daje poważnemu studentowi dramatyczne poczucie przyspieszonego rozwoju, który nie jest ograniczony do konkretnych wglądów i informacji samej tej nauki. Na przykład, większość badań nad innymi psychologiami i ścieżkami duchowymi, (jest to moja praca, o której mówię jako „dziennikarstwie świadomości”) przeprowadziłem już po tym, jak zacząłem studiować Kurs Cudów i mogę powiedzieć, że zawdzięczam je w pewnym sensie zainspirowanej ciekawości, jaką obudził we mnie Kurs. O ile cały czas odwoluję się do Kursu jak do pewnego rodzaju duchowego probierza, nie czuję się w żaden sposób zmuszony do ograniczania swoich badań do przedstawionych w nim koncepcji, czy punktów widzenia. I pod tym względem uważam, że Kurs propaguje demokratyczny brak uprzedzeń, co można by uznać zarówno za współczesne jak i amerykańskie.”

      3. Tekst nie zaznacza moj-ego stanowiska. Co więcej, sam autor nie ma zamiaru wyznaczyć stanowisk omawianych obiektów.
      4. O sporach lepiej jest dyskutować otwarcie, niż skwierczeć w milczeniu. Milczenie ze skwierczeniem nie jest żadnym milczeniem. Milczenie woła o usunięcie źródła skwierczenia. Skwierczenie jest auto-destrukcyjne. Przebaczanie jest uzdrawianiem. Tolerancja jest balsamem. Zrównoważenie daje rozwagę i odbiera naiwność. Zrozumienie jest mądrością.

    • Całość: http://kurs-cudow.pl/files/Pelna_historia_Kursu_cudow.pdf
      Można zrobić odwołanie, ale jak panuje jakaś awersja na czytanie, to co poradzić? Taki żarcik i,
      😀 Pokoju

    • Znakomicie Ci idzie. Dziękuję w imieniu służby 🙂 .

  3. Zastanawia mnie czy możemy być wiecznie młodzi ??? Czy ciało musi się starzeć????

    • Co Wy na to, Panowie?

    • Pewnie teoretycznie jest taka opcja, ale najpierw byś musiał zostać Wniebowstąpionym Mistrzem, wtedy byś mógł sobie stwarzać ciało i sobie je utrzymywać w takim samym stanie;). Z drugiej strony jakbyś został Mistrzem idea wiecznie młodego ciała była by tak absurdalnie śmieszna, że nawet by Ci to wtedy do głowy nie przyszło. 😉

    • Piotrtarot

      Wiedziałem że taka odpowiedź padnie :-). Wklejam link 🙂
      http://www.kurscudow.org/kurs-cudow/fizyczna-transformacja/cudowne-uzdrowienie.html

    • Piotrtarot,

      Link który wkleiłeś to nie są nauczania zgodne z Kursem Cudów. To jest misz-masz, pomieszanie z poplątaniem sekty która bazuje na KC – Akademia Pełnego Zaangażowania (przepraszam mixena-wyrażam tylko swój prywatny pogląd).
      co to znaczy?:
      „Wszystkie wspomnienia twojej jaźni polegającej na koncepcjach są odizolowaną masą ulotnych form nietwórczej energii światła”
      – co to jest nietwórcza energia światła? KC nie używa takiej terminologii, energia wogóle jest nieuznawana przez KC jako że jest złudzeniem.

      „Choć wciąż sobie wymyślasz obiektywne związki w czasoprzestrzeni, to świat ten skończył się dawno temu.”
      – co to znaczy obiektywne związki w czasoprzestrzeni?

      „Te obrazy są tylko wciąż trwającymi starymi projekcjami wspomnień o dramacie twojej bezsensownej egzystencji. W każdej chwili mogą one po prostu zniknąć w nicości wielkiej amnezji, która jest strukturalnym kontinuum twojego własnego umysłu. ”
      – co to jest strukturalne kontunuum mojego własnego umysłu, co to znaczy?

      „Lecz ciało, które sądzisz, że masz, jest tylko chromosomalnym sformułowaniem twojej pamięci”
      – co to znaczy chromosomalne sformułowanie mojej pamięci?

      „Wszystkie komórki twojego ciała nieustannie demonstrują uniwersalne właściwości odmładzające, lecz ty wolisz funkcjonować jako statyczna nietwórcza pamięć, którą nazywasz swoim ciałem – pamięć obiektywnego nagromadzenia mechanicznej specjalizacji.”
      – pamięć obiektywnego nagromadzenia mechanicznej specjalizacji, nie istnieje taki termin w Kursie Cudów

      „Dopóki będziesz uporczywie bronił własnych praw historii i genetyki, nie zobaczysz nowego promienistego świata, który cię otacza. Podtrzymywanie tych praw doprowadziło – w kategoriach przestrzennych – do przytłaczającego ograniczenia oraz maksymalnego zagęszczenia potencjalnej energii światła.”
      – ????

      „Tak powstałeś ty jako czarna dziura. Lecz tutaj również – dokładnie w tym samym punkcie – dokonuje się wielkie odwrócenie. Kwazar twojego ponownego zjednoczenia z Bogiem pojawia się w świętej chwili.”
      – Kwazar zjednoczenia z Bogiem – ekstra! 🙂

      Wszystkie teksty z Akademii Pełnego Zaangażowania i nauczania Mistrza Nauczyciela, wprowadzają swoje własne elementy do nauk KC. Ale to już wtedy nie jest Kurs Cudów, tylko inne nauki. Pamiętajmy o tym.

    • Oj, jpack, chyba się zagolopowałeś. Czy tylko z tego powodu, że nie rozumiesz słów używanych przez członka tej organizacji można mu ubliżać odnosząc do niej, jak się domyślam, negatywnego określenia „sekta”? Przecież wyznawany przez ciebie Kurs cudów nikogo nie określa takim słowem! Także takiego, który używa niezawartych w Kursie słów. Poza tym, jeśli już te słowa sprawiły ci tak dużą przykrość, to jako nauczyciel Kursu powinieneś im przebaczyć, a nie ubliżać.

      Moim zdaniem, komentując Kurs, używać można dowolnych słów. Pomyśl sobie: gdybyśmy mieli używać słów samego Kursu, należałoby go tylko cytować.

      Wspomniana organizacja zrobiła dla ludzi i dla promocji Kursu wiele dobrego. Używane przez Mistrza Nauczyciela (wolno im tak go nazywać) słownictwo jest trudne, bo wywodzi się z jego naukowego i amerykańskiego doświadczenia. Nie popieram tego, bo jest za trudne dla maluczkich, ale nie mam prawa go oraz jego organizacji potępiać.

      Pozdrawiam cię wraz z kwantowym kwazarem

    • Piotrtarot

      Czy to nie KC mówi że słowo jest symbole symboli??? Czy to nie KC mówi że słowa w sumie nie mają żadnego znaczenia??? Dlaczego KC jest traktowana jak kolejny zbiór koncepcji??? Skoro to KC ma człowieka uwolnić od iluzji ??? A słowo to tęż iluzja.

    • Jeżeli już męczy Cię temat FIZYCZNEJ niesmiertelności i wiecznej młodości ciała (lub iluzji = ego = grzech) to zapoznaj się z poglądami Loenarda Orra, twórcy Rebirthingu. On jest współczesnym propagatorem idei fizycznej niesmiertelności, choć nie pierwszym i nie jedynym. Twierdzi, że spotkał kilkuset żyjących obecnie ludzi, którzy mają minimum 300 lat.
      O tym też wspomina van Helsing w swojej książce „Ręce precz od tej książki”. Twierdzi, że w jednej z himalajskich grot żyje istota (niekoniecznie człowiek) której wiek jest szacowany (o ile pamiętam) na 170000 lat.
      Żydowskie księgi (nie tylko Stary Testament) są pełne opisów starców, którzy po spożyciu tzw. chlebów pokładnych (zamienników gwiezdnej łuny Annunakich) dosłownie młodnieli w oczach.
      Literatura chińska też jest bogata w liczne opisy długowicznych mistrzów. Wspomnę tylko o Li który zmarl w 1930r. w Pekinie dożywszy 250 lat. Wykładał na tamtejszym uniwersytecie ziołolecznictwo. Siedem ekspedycji wysłanych celem zbadania jego życiorysu, potwierdziło fakt jego długowieczności.
      My Polacy, też możemy się poszczycić osiągnięciami w tym temacie. Jak pisze St. Kaleta w „Sensacjach z dawnych lat” najstarszym Polakiem był chłop, który dożył 189 lat, choć dla króla Stasia był „kpem”, bo nie wiedział co to baba. Lub historia upośledzonego chłopca, który zajmował się wypasem świń. Dożył 40 lat, normalnie starzejąc się z wiekiem, po czym z niewiadomych przyczyn jego cialo zaczeło młodnieć. W chwili śmierci, w wieku 80 lat miał ciało 20-latka. Itd, itp.
      Sens tych wysiłkow sprowadza się do filozofii renowacji zabytkowych budowli – po zakończeniu ostatniego etapu restauracji, od razu zaczyna się cały proces od początku i tak na okrągło. Tak samo można z ciałem. Tyle tylko, że to kłóci się całkowicie z wizją KC. Taoiści mówią, że o ciało należy dbać do pewnego momentu, ale później staje się ono przeszkodą na drodze daleszego rozwoju, czyli oddaniu się Tao. KC mówi wyraźnie, że od zajmowania się ciałem jest Duch Święty, ale nie lada sztuką jest oddanie własnego ciała pod Jego opiekę. Trzeba cierpliwie ćwiczyć się w Jego (360) lekcjach i nasączać umysł treściami teorii KC. Do jakiego stopnia należy dbać o własne ciało (na tym etapie higiena ciała to swoista świętość) i w którym momencie należy to stopniowo „odpuszczać”, przekazując tą misję Przewodnikowi, jest sprawą osobistego doświadczenia związanego z praktyką KC. W tym momencie kłania się osobny temat „paradoksu zmian”, ale to już inna historia, zbyt długa aby tutaj się rozwodzić, ale warta poruszenia, choćby w celu ostudzenia niektórych temperamentnych wypowiedzi uczestników tego forum.

  4. Drogi jpacku! W pełni się z Tobą zgadzam. „…oba ciała (Jezusa) przed i po (zmartwychwstaniu) były tak samo nierzeczywiste” – jak piszesz. Ponieważ nie sposób streścić Kursu w jednym wpisie, mogą się pojawić niejasności. Dlatego też Twoje spostrzeżenie natchnęło mnie do napisania kolejnego wpisu „Rzeczywisty świat nie jest Niebem”. Wspomniałem w nim także o ciele w każdym z trzech światów.

  5. Hej!

    Chciałbym uściślić Studencie :)… Ciało po zmartwychwstaniu było innym ciałem niż przed, dlatego bo Jezus po prostu stworzył nowe w pewnym celu. Ale, oba ciała przed i po były tak samo nierzeczywiste – w sensie że ciało po zmartwychwstaniu nie było jakieś szczególne. Na takiej samej zasadzie swoje ciała tworzą Arten i Pursah ze Zniknięcia Wszechświata i na takiej samej zasadzie każdy człowiek tworzy swoje ciało, tylko że nieświadomie – mówiąc w dużym uproszczeniu.

    Pozdrawiam!
    jpack

  6. Bardzo przydatny tekst (w sumie, jak wszystko, co odnajduję na tym blogu ;)), czekałam na na taką notkę, coś więcej mówiącą o ciele. Staram się rozumieć też w kontekście studiowania Kursu to, co pisze OSHO o ciele, choć czasem robię sobie problemy w rozumieniu tego tematu.. ..a w zasadzie nic sobie nie robię, bo żadnych problemów nigdy nie było 😉

    Pozdrawiam

    /Wrzuciłam na moim blogu adres do Twojej strony w całej zakładce związanej z Kursem – mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko, jeśli jednak miałbyś jakieś zażalenia wobec tego, to daj znać, proszę 🙂

  7. Z wielką radością studiuję Kurs , i w pewnym sensie jestem szczęśliwy że mój umysł nie został naszpikowany iluzjami do szczytów wytrzymałości,. że jest dość otwarty aby pojmować rzeczy proste w sposób jeszcze bardziej prosty gdyż prostota Kursu jest jego najwybitniejszym atrybutem. Wydaje sie na pierwszy rzut oka że to jest coś nie do ogarnięcia dla ludzi o nazwijmy to dość prymitywnym umyśle w rozumieniu chorej jego części , ale tak faktycznie nie jest, muszę stwierdzić na własnym przykładzie że ja osobiście pojmuje przekaz Jezusa jak przekaz kumpla(brata) z mego najbliższego otoczenia o większym doświadczeniu i tak to traktuje,.. prosto i bezwarunkowo, bez jakichś wymyśleń i ukwieconych wyobrażeń, nie zastanawiam sie nad tym jak Jezus przemienił swoje ciało ,..przemienił i na tym koniec ,..ja Mu wierze bez zastrzeżeń ,..skoro On mógł tego dokonać a jest mną lub we mnie ,.to wedle mojego pojmowania każdy może tego dokonać o ile bardzo zechce i uwierzy . problem pojawia sie w momencie tej wiary,.w moim przypadku Kurs służy mi do tego abym pokonał te bariery które blokują wiarę że coś takiego jest możliwe ,.ale wszystko przychodzi wraz ze zrozumieniem,..a ono przychodzi w odpowiednim czasie,… też sie z tym nie siłuję i sie pojawia w najmniej oczekiwanym momencie,.jak uderzenie cepem w głowę i ja wtedy wydaje okrzyk: łomotko jedyna,. jakie to proste jest !!!
    Pozdrawiam!!!

  8. Czupakabra, aleś przyłożył! Chciałoby się powiedzieć „abrakadabra”. Bardzo podoba mi się Twoja wypowiedź. Z dwóch powodów: z powodu treści jak i formy. Forma wykracza poza wszelkie standardy; szkoda, że moja żona, która interesuje się poezją nie poznała się na Tobie. Przeczytała bez zrozumienia.

    Ja z kolei chwyciłem w lot Twoją myśl i uważam, że jest trafna. Także link, który podałeś, jest znakomity. Jeśli jednak ktoś, podobnie jak moja żona, nie chwyci tej cudnej myśli, to podejmę próbę krótkiego jej wyrażenia. Mam nadzieję, że wybaczysz mi 🙂 .

    Otóż nie można mieć nadziei na przemienianie ciała i jednocześnie wierzyć, że ono istnieje. Dopiero ktoś wyzwolony z tej błędnej idei (że jakoby wokół są same ciała), może wytworzyć w umyśle dowolną „rzecz”. Także i ciało o dowolnych własnościach, i także po złudzeniu, które powstaje we śnie świata, jakoby ktokolwiek umierał.

  9. Jasne jpack, ciało po tzw. zmartwychwstaniu (Jezus nigdy nie umarł, gdyż nie ma czegoś takiego jak śmierć, ale skoro wszyscy tak mówią, to używam ich języka), nie było takie samo. Powiedziałbym więcej – nie było ciałem, w potocznym znaczeniu tego słowa. Pozdrawiam Cię 🙂

  10. Witam,

    Ciało Jezusa po zmartwychwstaniu to nie było to same ciało, które zostało ukrzyżowane. Jezus po śmierci tamtego ciała, po prostu stworzył nowe. Jego umysł potrafił czynić takie rzeczy.

    Pozdrawiam Was!
    jpack

  11. W tym temacie jak ze słoikiem powietrza, który gdy ogranicza się do formy szkła i wieka w oddzieleniu wewnętrznym od zewnętrza, wiąże śmierć z uszkodzeniem naczynia. Jednakże jeśli świadomość jego wyśliźgnie się w rozpoznanie swej bezforemnej natury, powietrze nie będzie oddzielone od powietrza przez pojemność, bo jest wszystkim i wszędzie niezależnie od obiektów, które tylko wydawać mogą się oddzielać to co jednym jest. Słój przeminie, za nim czas i w końcu sama świadomość bez korzeni w wieczności.
    W celu przebaczenia ciało spokojnie odzwierciedla świętość a jego serce bije w pokoju.
    Co się narodziło do życia umrze a co nie żyje żyje wiecznie.
    Poprawę wprowadza się od dołu do góry choć działa ona z góry do dołu.
    Dopóki nie zaniecha się wszystkich bezsensownych i daremnym celów dla ciała wyznaczonych przez obłąkany świat, przebaczenie nie może być widziane w pełni swej chwały.
    Umysł bezgrzeszny i niewinny nie potrzebuje ciała i w tym rozumieniu ciało jest wyzwalane i może służyć jako narzędzie Komunikatora.

    Odnaleźliście wpierw Boga a wszystko inne zostało wam przełożone i nicość nie zajęła Królestwa na czcze życzenie, Ktorego Pełnia wami jest jako jeden Stwórca i Stworzenie.

    Czy było fizyczne zmartwychwstanie?:
    http://kurscudow.pl/Physical-resurrection-spec-mess.pdf

  12. Cieszy mnie, że autor tego tekstu wyszedł poza ograniczenia kulturowe i pokazał, że duchowość jest jedna. Przejawia się w różnorodnych formach, lecz jej istota pozostaje niezmienna.
    Uczniowie duchowi wszystkich kultur łączcie się ponad pozornymi podziałami!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *