Okazja czyni… cudotwórcę

Czym jest cud? Odpowiedź znajdziesz oczywiście w Kursie cudów. A co mówią o tym „nauczyciele narodów”? Teologowie lubią mówić, że cuda czyni Bóg zawieszając prawa natury, które sam ustanowił. Rabini dodają, że istotną cechą cudu jest jego statystycznie rzadkie występowanie. Zestawiając te uwagi z praktyką ewangelicznego Jezusa, powiedzieć musimy, że w tym świetle ani jedna, ani druga uwaga nie jest prawdziwa. Jezus nie odmówił usunięcia gorączki teściowej Piotra uzasadniając to np. tym, że „uleczenie gorączki jest całkiem naturalne”. Podobnie nie odmawiał czynienia cudów, gdy ludzie przychodzili do Niego tłumnie, tłumacząc się tym, że np. „nie można czynić statystycznie zbyt dużo cudów naraz”. Poniżej pokażę, jak „okazja może uczynić z ciebie cudotwórcę”. (foto momjunction.com)

Pokażę to na własnym przykładzie. Często mi się zdarza, że spostrzegam problem. To może wydarzyć się jutro. Boję się tego. To mi zagraża. Zaczynam odczuwać wewnętrzny ból – jestem dręczony jakąś myślą, która jest jakimś mglistym wyobrażeniem tego, co się może stać. Jednak o ile myśl jest niejasna, to emocja jest silna i dręcząca. I nie ustępuje. Co tu zrobić? Cierpię… Ta udręka towarzyszy moim czynnościom, rozmowom, rozrywce, lekturze. Towarzyszy mi, gdy kładę się do łóżka. Będąc już w łóżku, przypominam sobie o obowiązku, z którego będę jutro rozliczany. To potęguje mój wisielczy nastrój. Zasypiam w czarnym nastroju. Rano budzę się i czuję tak, jakbym szedł na ścięcie…

Czy tak powinien wyglądać umysł studenta Kursu cudów? Oj, z pewnością nie! Nie powinien on znajdować się w piekle własnych nierzeczywistych myśli i emocji. Ale moglibyśmy (o ile jesteśmy jeszcze niezorientowani w nauce Kursu) pomyśleć, że skoro czekają mnie takie przykrości, to nie mam innego wyjścia, jak tylko wyjść z domu i stawić czoła „wrogom”, których spotkamy. Walczyć o swoje i zważać tylko, aby nie „zginąć”. Cierpieć w walce, w tym tzw. ciężkim życiu. Mam kolegę, który zawsze rano, podając mi rękę mówi: „Oj, nie jest lekko, życie jest naprawdę ciężkie”. To, co przedstawiłem wyżej, jest zachowaniem człowieka, który utożsamia się (identyfikuje) z ego. Godzi się na to, aby być „ofiarą” systemu cierpienia i śmierci.

Ja naprawdę tak już się nie zachowuję. Wiem, że nie muszę słuchać głosu ego, który nie prowadzi mnie do zbawienia. Słucham Głosu Ducha Świętego. Jak dokładnie się to odbywa? Otóż, gdy tylko pojawi się w moim umyśle jakiś cień, ból, lęk, niepewność – zatrzymuję umysł na chwilę i konstatuję, że TO JEST OKAZJA, ABY ZOBACZYĆ CUD. Ponieważ słucham Ducha, wiem już, że te dwie niepokojące (wyżej opisane) sprawy zostały załatwione pomyślnie. Wiem, że gdy tam pójdę jutro, ZOBACZĘ CUD. Jestem tego pewien, bo już teraz WIDZĘ CUD. Powtórzę: Ponieważ już widzę cud (w umyśle), to w przyszłości zobaczę cud (na poziomie fizycznym). Kurs cudów mówi, że cud skraca czas. I że na prawdę nie ma przerwy czasowej między przyczyną a skutkiem. Tak więc idę i na poziomie fizycznym widzę, że „dokonał się cud”. Jest pozytywna zmiana. To, czego się bałem – nie zaistniało. Dostrzegam coś wręcz przeciwnego.

Na koniec pytanie. Kto stworzył upragnioną i doświadczoną przeze mnie pomyślną sytuację? Z pozoru wydaje się, że uczyniłem to ja. Tak jednak nie jest. Otóż Bóg na płaszczyźnie duchowej od zawsze jest Stwórcą faktów, które są pomyślne dla Jego Syna. Te fakty mają miejsce poza czasem i poza przestrzenią – jako ogólne duchowe abstrakty.  To jest ważne – ABSTRAKTY. Z kolei te abstrakty są dostępne w formie KONKRETÓW dla jego dzieci, które zechcą je ZOBACZYĆ dzięki pomocy Ducha Świętego. Powtarzam – nie muszą ich stwarzać, gdy już są stworzone! Muszą zechcieć jedynie to zobaczyć! Na tym polega cud. Aby widzieć to, co u Boga istnieje „od zawsze”.

Powyżej zwierzyłem się z doświadczenia cudów przez siebie samego, bez uczestniczenia w nich moich bliźnich. Można powiedzieć, że ten cud przyjąłem z rąk Bożych osobiście. Ale istnieje możliwość, aby zobaczyć cud „dla kogoś innego”. Wtedy ten ktoś także ujrzy cud. O ile tylko będzie chciał go przyjąć. Gdyż Bóg „daje” zawsze, tyle że ludzie bardzo rzadko potrafią je zobaczyć, ale czasem też nie chcą ich przyjąć. Cóż za paradoks! Ale o tym innym razem.

Szczerze zainteresowanych szczegółami i wytrwałych w dążeniu na szczyt, zachęcam do studiowania Kursu cudów.

4 responses to “Okazja czyni… cudotwórcę

  1. centrumswiatla@gmail.com

    Czynić cuda to służyć. Cud jest największą przysługą, jaką można komuś wyświadczyć. Jest on sposobem na pokochanie swego bliźniego jak siebie samego. Wtedy jednocześnie rozpoznajesz wartość własną i swego bliźniego. (Kurs Cudów, rozdział 1, Zasady cudów)

  2. Nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć na pytanie co jest pozytywne, co negatywne, co jest dobre, co jest złe, bo to są sprawy relatywne.
    Ergo, nie jesteśmy w stanie odróżnić głosu ego od głosu Ducha Świętego „po owocach”.
    Gorączka postrzegana przez teściową Piotra i jej otoczenie jako zła, mogła być pozytywnym objawem walki organizmu z drobnoustrojami. Podwyższona temperatura ciała przyspiesza przemianę materii, zwiększa produkcję przeciwciał, mobilizuje organizm do walki z chorobą. Zatem walka z gorączką może być zła.

    Jeśli masz problem, który odczuwasz jako zagrożenie, boisz się go, to może być dobre, bo zaczynasz myśleć strategicznie, przygotowujesz się na różne warianty rozwiązań. A to jest dla Ciebie dobre.
    Weźmy taką sytuację. Idziesz jutro na rozmowę kwalifikacyjną w sprawie pracy. To normalne i dobre, że się denerwujesz, czujesz zagrożony, bo się do tej rozmowy starannie przygotowujesz.
    OK. Dostajesz ciekawą, dobrze płatną pracę, będziesz mógł utrzymać rodzinę. Czy to jest dobre? Dla Ciebie tak. Dla tego, który jutro wyleci ze stanowiska, bo Ty je dostaniesz- niedobre. On popadnie w nędzę, może nawet wyskoczy przez okno.

    pozdrawiam

  3. Witam.\n Tak jak napisales Studencie,kazdy ma sytuacje w ktorej widzi negatywne skutki. Jezeli naprawi sie te sytuacje to widzi sie skutki pozytywne. Jednak jest w tym cos interesujacego. Zmieniajac sytuacje na pozytywna dla siebie zmieniamy ja tez dla drugiego czlowieka. Ofiarujac cud sobie (pozytywna sytuacje) dajemy ja drugiemu czlowiekowi dla ktorego ona tez bedzie pozytywna.\n\n Kolejny wniosek bedzie konsekwentny. Jezeli na poczatku balem sie, ze sytuacja z drugim czlowiekiem bedzie miala wynik negatywny to ofiarowalen sobie i jemu zludzenia, negatywnosc. \n\n Trzeci krok jest teraz prosty. Moge sluchac glosu ego, ze bedzie zle i to daje sobie i otrzymuje od brata, albo moge posluchac Ducha Sw. i dac sobie oraz bratu cos pozytywnego co jest tak na prawde zbawieniem od zla. Teraz widac wybor. Co ciekawe…ten wybor nie kosztuje nic, nie wymaga wysilku ani ofiary. To wybor w sposobie mojego i kazdego z nas , myslenia.\npozdrawiam\nandrzey

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *