Dziś zwierzę się wam. Bo siedzę tak sobie, przyglądam się przedmiotom w swoim pokoju, a to stół, a to szklanka na nim stoi, obok cukier, krzesło, komoda, szafa, dywan. Patrzę na kwiaty, okno… I tak sobie myślę, że wszystkie te rzeczy kojarzę z moim doświadczeniem z przeszłości. Ale także z moją reakcją i jej oceną. Na przykład potrąciłem kiedyś szklankę z herbatą. Spadła i potłukła się na dywanie. Musiałem czyścić plamę. Było nieprzyjemnie. I tak z każdym z tych tutaj przedmiotów. Teraz oczywiście nie ma to żadnego znaczenia. Tak to odczuwam, jakbym w tym tutaj widział tylko przeszłość.

Czasem te wspomnienia są przykre, ale bywa też że przyjemne. Myślę sobie, że skoro tej przeszłości już nie ma, to ja widzę jakby halucynacje, mary senne, ale nie same przedmioty. Ale zaraz, zaraz… Czy ja te przedmioty w ogóle widzę takimi, jakimi one są w rzeczywistości? Wiecie co? Doszedłem do wniosku, że te wspomnienia są jakby zasłoną, która utrudnia mi ujrzeć nagą rzeczywistość! Nie postrzegam żadnej rzeczywistości! Mało tego – to, co niby widzę, sam sobie wytworzyłem. A teraz to oglądam błędnie sądząc, że to prawdziwy obraz mojego pokoju. To wreszcie jasne!

No więc teraz na koniec jakie nasuwają mi się wnioski? Myślę, że gdyby udało mi się zrzucić tę zasłonę, która w mojej percepcji przyczepiona jest do wszystkiego, to wreszcie zobaczył bym mój pokój w takiej postaci, jak on rzeczywiście wygląda. Przypuszczam, że takie odkrycie dało by mi nieopisaną radość! A do tego, jestem pewien, że aktualne moje odkrycie bezsensu ciągłego tkwienia w przeszłości i rezygnacja z tych w istocie halucynacji, sprawi, że zobaczę to, co jest naprawdę. No to już! Akceptuję tę zasłonę przeszłości jako nie posiadającą sensu – złą czy tam dobrą, wszystko jedno, ale tę, która wprowadziła mnie w błąd. I tak już nie widzę nic. Cieszę się, bo na tym pustym polu za chwilę ujrzę prawdziwą i naprawdę obiektywną rzeczywistość.

Zupełnie nie rozumiem, jak to się stało, że widzę już tę cudowną rzeczywistość?! To wspaniałe!

Uwaga końcowa

Powyższa treść jest „medytacją prowadzoną” zbudowaną na podstawie Lekcji 1. do 12. Taka medytacja przynosi natychmiastowy skutek pod warunkiem nauczenia się jej treści na pamięć (niekoniecznie dosłownie) i rozważania jej ze zrozumieniem kilka razy w ciągu dnia. Ostatnie zdanie posiada dla naszej podświadomości, która w tym procesie uczestniczy, wielką moc. Nie muszę chyba dodawać, że uczeń Kursu cudów studiuje i ćwiczy wszystkie Lekcje wg wskazówek oryginału także.

(foto: pl.freepik.com)