Dobre źródła

wspierające ćwiczenia duchowe.
Wg Kursu Rzeczywistość jest jednolita i jedyna. Mimo to nasza projekcja wywołuje mylne wrażenie, że istnieje wiele poziomów obserwowanego świata. Kurs wspomina o tych poziomach ze szczególnym podkreśleniem dwóch. Jeden – rzeczywisty, rozpoznawany; drugi – iluzyjny, postrzegany. Ten ostatni także może być postrzegany jako wielopoziomowy. I tak wg nauk don Juana (C. Castaneda) obracamy się zasadniczo w trzech poziomach: pierwszym – fizycznym (pierwsza uwaga), drugim – energetycznym (druga uwaga) i trzecim – duchowym (trzecia uwaga).

Zgodnie ze swoją wieloletnią praktyką – mam silne przekonanie, iż nie wolno zamykać się w wąskich ramach jednego światopoglądu, jednej doktryny, jednej mitologii. Być do tego „jedynego i nieomylnego źródła prawdy” przywiązanym. Uznaję to za zamykanie się na oddziaływanie Ducha Świętego, który jest przecież ostatecznym nauczycielem i przewodnikiem ku Prawdzie. Dlatego zawsze obserwowałem różne prądy duchowe, słuchałem wypowiedzi różnych nauczycieli duchowych. Poniżej chciałbym podzielić się moimi wnioskami na ten temat.

  1. Literatura buddyjska byłaby dobrym źródłem na tematy duchowe gdyby nie to, że koncentrując się na praktyce wyzwolenia – głosi materialistyczną doktrynę. Ponieważ jedyną rzeczywistością jest pustka, przeto nauki nie mogą jej dotyczyć. W naukach buddyjskich silnie zaznacza się sugestia o konieczności praktykowania przez tysiące wcieleń – aby może kiedyś w przyszłości doświadczyć oświecenia. To niestety silna blokada i dodatkowo sugerowanie nieprawdy. Pewien mistrz buddyjski na moje pytanie odrzekł, że jesteśmy ciałami i nic w tej kwestii nie możemy niestety zrobić. To jest nasze silne przyzwyczajenie. Praktykowałem zen przez 6 lat, miałem możność obserwować owoce u siebie i kolegów. Niestety, zrezygnowałem; buddystom (także tybetańskim) dziękuję.
  2. To samo powiedzieć można o Biblii. Są w niej duchowe aspekty – zarówno w Nowym jak i Starym Testamencie. Jednak zasadniczo Biblia przedstawia Boga stworzonego „na obraz i podobieństwo” człowieka. Cele Biblii Hebrajskiej są głównie materialne. „Aby nam się na tym świecie dobrze powodziło”. Jezus przyszedł do nich z wysokości jako mistyk, chcąc wprowadzić duchowość do ich formalnych praktyk. Nie przyjęto go. Ci, którzy go przyjęli – nie do końca z kolei go zrozumieli. Dlatego Kurs Cudów pojawił się jako korekta i rozwinięcie Biblii. Reasumując – Biblia może być przydatna; albo dla początkujących albo dla rozumiejących już istotę rzeczy.
  3. Mistrzem opisu poziomu energetycznego z pewnymi istotnymi wskazówkami nt. poziomu duchowego jest don Juan, bohater znakomitego dzieła Carlosa Castanedy. Na szczególną uwagę zasługują wielokrotnie precyzowane wskazówki dotyczące postawy praktykującego. Interesującą także rzeczą jest pokazywanie konkretnych owoców praktyk duchowych. Mimo iż don Juan jest szamanem – jego celem jest przejście do trzeciego wymiaru, prezentując nieskazitelną postawę ucznia duchowego. Zachęcałbym więc ucznia Kursu cudów do uzupełnienia swej wiedzy przez lekturę dwunastu książek Castanedy.
  4. Uważam, że Kurs cudów napisany został dla ludzi, którzy obawiają się zmiany swoich poglądów. Dlatego jest bardzo ostrożny i delikatny, a niektóre kwestie dawkuje stopniowo. Takich obaw nie podziela Nisargadatta Maharaj, którego 98 rozmów (Rozmowy z mędrcem) jest jasnym wykładem dokładnie na ten sam temat, którym zajmuje się Kurs cudów. Mitologia Nisargadatty jest co prawda nieco inna (np. odrzuca istnienie pojęcia Boga), ale moim zdaniem istota jego nauk nie różni się od nauki Kursu. Mistrz jest żywym świadectwem swej świętej mądrości.  Gorąco zachęcam do lektury i praktyki (są dobre wskazówki!).
  5. I w końcu Kurs cudów jako idealny podręcznik zawierający nie tylko mitologię (wyjaśniam tu) ale także ćwiczenia. O ile w Biblii znajdujemy uwolnienie z poczucia winy i lęku przed piekłem, to tutaj mamy uwolnienie od krwawych ofiar i targowania się z Bogiem. Kurs uwalnia nas po prostu z piekła! Chyba nie muszę przekonywać:). Zachęcam nie tylko do czytania, ale przede wszystkim do praktykowania przebaczenia w każdej chwili swego iluzorycznego życia.

Ja osobiście codziennie poświęcam jakiś czas na lekturę Kursu oraz lekturę Rozmów z Nisargadattą. Ponadto poświęcam czas na nic-nierobienie oraz na rozmyślanie na konkretny temat (medytacja). W ciągu dnia mam sporo okazji do wybaczania. W ten sposób praktykując – uzyskuję światło napływające do mnie „z wysokości”. Tę wysokość dostrzegam w swoim sercu.

3 responses to “Dobre źródła

  1. Mysle, ze dobra praktyka jest kontemplowanie i zapisywanie tego co nasza dusza mowi. Kiedys kupilam duzo ksiazek a potem tak sie stalo, ze nie przeczytalam zadnej z nich. Wiedziec nie oznacza: nauczyc sie. Wiedziec oznacza przyjac prawde duszy. Moja dusza nie ma potrzeby wyrobienia sobie opinii na temat buddyzmu czy innych filozofii i metod dotarcia do prawdy. Moja dusza zna prawde a ja mam poprostu utozsamic sie z moim duchem. Gdy czytam jest mi fajnie bo to juz wiem, to mi juz zostalo pokazane… ale nie marnuje czasu na boksowanie sie z teoriami i udawadnianie komus ze nie ma racji. Z przyjemnoscia obserwuje buddystow z Syberii. Sila ich wiary, bez wzgledu na to, jakbysmy oceniali techniki doprowadza ich do celu. Moze wlasnie dlatego nie warto skupiac sie na drodze a warto skupic sie na celu. Bo Bog jest najwiekszym czarodziejem i jezeli Jego mamy za cel to mozesz pic szampana na plazy i tanczyc cale noce hulagula i dostapisz wniebowstapienia. Jezeli uwierzysz w to, ze syn Bozy powinien byc bezgranicznie radosny i szczesliwy… bo, bo taki zaprawde powinien byc ;-)))) to mozesz pohulac

  2. Tak, zgadzam się częściowo z Tobą. W ostatnich latach kontaktowałem się wyłącznie z buddystami tybetańskimi. To od ich nauczyciela uzyskałem cytowaną we wpisie wypowiedź materialisty. Mam też tam znajomych – szykują się na trwające wiele eonów ćwiczenia i mantrowanie.

    Co do „zenków” – zgadzam się, u nich takich blokad „oficjalnie” nie ma. Ale na wykładzie polskiego nauczyciela zen słyszałem już lepsze kawałki:). Powinien chyba sam siebie zdzielić po głowie, jak piszesz. Więc co innego „oficjalna” nauka buddyzmu czy zenu, a co innego nauczyciele, którzy mówią, jak to pojmują, mimo, że nie pojmują…

    Jak widzisz, jest odwrotnie – to nie książki zniechęciły mnie do buddyzmu, tylko praktyka nauczania w sangach buddyjskich, gdzie praktykowałem. Pozdrawiam

  3. Witaj!

    Chciałem odnieść się do Twojej wypowiedzi o Buddyźmie. Nie wiem czy praktykowałeś pod okiem jakiegoś nauczyciela czy po prostu studiowałeś Zen z książek. Jednak to właśnie w zen podkreślają to, że oświecenie można osiągnąć właśnie w tym życiu. Na dodatek nikt z zen, na pytanie „kim jestem?” nie odpowie : jestem ciałem – to na 100% 🙂 (bo dostanie kapciem po głowie od mistrza :).
    To ‚kim się jest’ w buddyźmie odnajduje się na drodze doświadczenia, po uspokojeniu umysłu. Buddyzm to bardzo zaawansowane nauki, ale może po prostu nie trafiłeś na kogoś wykwalifikowanego. Pozdrawiam
    jpack

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *