Wykorzystanie pokus w praktyce

„Jezus przechodząc obok ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia. Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym – on czy jego rodzice? Jezus odpowiedział: Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale stało się tak, aby się na nim objawiły sprawy Boże. (…) To powiedziawszy splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: Idź, obmyj się w sadzawce Siloam – co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił widząc.” (Ew. Jana 9,1-7) Zdarza się, iż niektórzy czytający te słowa sądzą, że Bóg stwarza choroby, aby w przypadku uzdrowienia móc pokazać swą dobroć. Uważam to za błąd i pragnę poniżej pokazać, że z zacytowanej historii wynika dla praktykujących Kurs cudów zupełnie inny – cudownie praktyczny wniosek.

Kurs uczy nas, że celem naszych ćwiczeń duchowych jest wejście do Nieba. Ćwiczenia te mają na celu taką transformację postrzegania „świata wytwarzanego przez nas”, aby umożliwiało ono „przełączenie” go na poznanie „świata stworzonego przez Boga”. Jeśli nie podejmiemy świadomej decyzji o praktykowaniu – przemiana naszej percepcji może następować miliony lat. Przy czym mówiąc „naszej” – mam na myśli nie koniecznie konkretną osobę, ale raczej całe społeczeństwo. Z drugiej strony postanowienie o wejściu na ścieżkę systematycznego praktykowania skutkuje działaniami wewnętrznymi w dwóch obszarach. Pierwszy, który nazywam – „kontemplacyjnym”, drugi – „sytuacyjnym”. Wiele lekcji Kursu uczy nas kontemplacji odbywanej w „świętej chwili”, ale i wiele innych zachęca nas do wykorzystania pojawiających się w naszym życiu sytuacji, które możemy wykorzystać dla przekształcenia naszej percepcji.

Taką okazję właśnie mieli uczniowie Jezusa w cytowanym wyżej fragmencie Ewangelii. Jednak gdy dostrzegli chorego człowieka – pomyśleli wg swoich starych nawyków. „Jaka może być przyczyna tej choroby?” Czy my podobnie często nie reagujemy na problem, który pojawia się przed nami? „Co jest jego powodem, jaki jest jego mechanizm, kto to zrobił, kto temu zawinił?” Potrzebujemy praktyki, aby odzwyczaić się od tego typu reakcji na pokusę. Bo jest to pokusa. Ona kusi nas, abyśmy utrwalili w sobie ten silny wzorzec. Właśnie ów wzorzec podtrzymuje w naszym śnie świat, którego nie stworzył Bóg. Poczytaj Castanedę i naucz się także od Indianina – don Juana, który mówi, że każdy z nas wewnętrznie podtrzymuje ten postrzegany świat. On nie jest trwały swoja własną trwałością – to my go utrwalamy – ulegając wciąż pokusom.

Jezus nie uległ pokusie. Takiego mamy Mistrza – pokazał nam, jak reagować na pokusę. Był wolny od wzorca rządzącego światem. „…Aby się na nim objawiły sprawy Boże…” Sprawa Boża – to odwieczne i niezmienne zdrowie tego człowieka. To się też objawiło. Dzięki Synowi Bożemu, który uświadamiał sobie konsekwentnie, że Nim jest. Ale i my Nim jesteśmy. Więc objawiajmy Swą świętą doskonałość w każdej praktycznie zastanej sytuacji. Poniżej podam wiele przykładów, jak możemy do tego podejść. Jak możemy wykorzystać pokusy dla objawienia się chwały Synów Bożych i spraw Bożych. Chwała niech będzie Bogu. On jest!

Swoim złym samopoczuciem nie będę przysłaniał światłości świata, która jest we mnie.
Niechaj światłość świata we mnie zaświeci poprzez te przysłaniające ją pozory mej choroby.
Nastrój przykrych wczorajszych wspomnień zniknie, gdy zaświeci światło.
Niech to światło pomoże mi poznać, co znaczy przebaczenie mojemu szefowi.
Nie będę oddzielał mojej funkcji przebaczenia od mojej prawdziwej woli.
 
Nie użyję mojego zmęczenia w celu utrzymywania, że jestem ciałem.
Niechaj pokój mojego umysłu udzieli się tobie, moja zaniepokojona żono. 
Współdzielę światłość świata z tobą, mój zdenerwowany mężu.
Dzięki mojemu przebaczeniu mogę kryzys widzieć takim, jakim jest. 
Nie będę używał kłopotów z dziećmi do ukrycia mojej duchowej funkcji. 
 
Chciałbym wykorzystać problem w pracy jako sposobność do wypełnienia mej funkcji. 
Depresja może zagrozić memu ego, ale nie może w żaden sposób zmienić mojej funkcji.
Moje postrzeganie niesprawiedliwości świata nie zmienia mojej funkcji.
Poczucie zagrożenia nie daje mi innej funkcji niż ta, którą dał mi Bóg.
Nie będę swego bólu używać dla usprawiedliwienia jakiejś funkcji, której mi Bóg nie powierzył.
 
Niechętni mi ludzie nie mogą oddzielić mego szczęścia od mojej funkcji.
Brak mieszkania zupełnie nie narusza jedności mego szczęścia i mojej funkcji.
Także moje bezrobocie nie może usprawiedliwiać iluzji szczęścia poza moją funkcją.
Nie będę w podjętym i nieudanym działaniu dostrzegał iluzji samego siebie.
Niechaj patrząc na swą przeszłość przypomnę sobie swego Stwórcę.
 
Mój Stwórca nie stworzył tej rodziny taką, jaką ją widzę.
Mój błąd życiowy nie jest usprawiedliwieniem dla zaprzeczania mojej Jaźni.
Nie użyję stosunku mego znajomego do mnie by atakować miłość.
Niechaj analiza mej przeszłości nie stanowi dla mnie pokusy by atakować siebie.
Nie będę używał kłopotów życiowych by zablokować widzenie.
 
Wszystko te problemy rodzinne znikną gdy oświetli je światłość świata.
Nie potrzebuję tej choroby. Chcę widzieć.
Obym nie uległ pokusie poszukiwania mego zbawienia na zewnątrz mnie.
Nie pozwolę, by kłopoty finansowe przeszkadzały mojemu uświadamianiu sobie Źródła mego zbawienia.
 
Żadna doktryna nie ma jakiejkolwiek mocy, by pozbawić mnie zbawienia.
Boży plan zbawienia oszczędzi mi postrzegania tej społecznej niesprawiedliwości.
Odczuwany właśnie ból nie stanowi wyjątku w Bożym planie mojego zbawienia.
Swoje problemy będę postrzegał tylko w świetle Bożego planu zbawienia.
Gdy patrzę na cierpienie, wybieram pomiędzy błędnym postrzeganiem i zbawieniem.
 
Jeśli będę w polityce widział podstawy do skarg, nie dostrzegę podstaw dla mojego zbawienia.
Oszustwa i kradzieże wołają o zbawienie, a nie o atak.
Morderstwo nie może ukryć światła, które chcę widzieć.
Przebywasz wraz ze mną w świetle, mój kolego z pracy.
W świetle wybryki chuliganów będą wyglądać inaczej.
 
Wojna nie może ukazywać mi ciemności, ponieważ stało się światło.
Światło w tobie jest wszystkim co chciałbym zobaczyć, mój synku.
Chciałbym w twym sercu ujrzeć tylko to, co tam jest.
Moje postrzeganie kataklizmu ukazuje mi, że wierzę w prawa, które nie istnieją.
Widzę, że w tym działają tylko prawa Boga.
 
Obym uznał w tym zjawisku działanie praw Bożych, a nie moich własnych. 
Za tym problemem kryje się cud, do którego mam prawo.
Postanawiam, by nie mieć żadnych skarg i żalów do ciebie, Aniu, ale zaproponuję ci w zamian cud, który ci się należy.
W świetle prawdy, choroba oferuje mi cud.
Nie chciałbym utrzymywać skargi na ból z dala od mojego zbawienia.
Niech nasze żale zostaną zastąpione przez cuda.
 
Ponad tym jest cud, przez który wszelkie moje skargi są zastępowane.
Ten ból przedstawia sobą problem, który chciałbym rozwiązać.
Cud, który jest za tymi skargami, rozwiąże go dla mnie.
Rozwiązaniem tego problemu jest cud.
Nie potrzebuję czekać na rozwiązanie tego lęku.
Rozwiązanie tego problemu jest już mi dane, wystarczy go tylko zaakceptować.
Czas nie może oddzielić tego problemu od jego rozwiązania.

 

Teksty praktyk sytuacyjnych zaczerpnąłem z Lekcji L81-L90.

 

 

5 responses to “Wykorzystanie pokus w praktyce

  1. a mnie to siem kojarzy z bajką o „stoliczku nakryj się „,.. ale u przedszkolaków to przecież nic nadzwyczajnego, normalnie fajna zabawa i tyle, choć gdyby sie tak głębiej zastanowić to ma ona i ten głębszy sens ale to inna bajka…. :beba:

  2. a mnie to siem kojarzy z bajką o „stoliczku nakryj się „,.. ale u przedszkolaków to przecież nic nadzwyczajnego, normalnie fajna zabawa i tyle, choć gdyby sie tak głębiej zastanowić to ma ona i ten głębszy sens ale to inna bajka…. :baba:

  3. Czy może ktoś z czytających te słowa odpowiedzieć przedszkolakowi na postawione przezeń dwa pytania? Nie jest on znowu taki przedszkolak :-). Chyba że uznacie je za pytania retoryczne… W każdym razie kwestie postawił. Pozdrawiam Cię przedszkolaku i przyznam się szczerze, że chyba Cię nie zrozumiałem w końcówce. Bo mówisz o zniknięciu „z rodziny” razem z jej członkami. Czyli z jakiejś większej rodziny?

  4. Wszystkie problemy znikną, gdy oświetli je światłość świata.\nBrak mieszkania, pracy, pieniędzy nie narusza mego szczęścia i mojej funkcji.\nJak długo ciało możne żyć w światłości świata bez mieszkania, bez pracy, bez jedzenia, czyli bez pieniędzy, które daje praca?\nMój stwórca nie stworzył tej rodziny, taką jaką widzę.\nCzy można zamknąć drzwi i zniknąć z tej rodziny z żoną/mężem, dziećmi?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *