Ani kontemplacja, ani medytacja

Rozpowszechnienie w naszych czasach praktyk medytacyjnych i kontemplacyjnych stwarza sugestię, że duchowość zasadza się na nich, aby dać adeptom możliwość czy to bycia bardziej szczęśliwym, czy też odrodzenia się w lepszej rodzinie, czy wreszcie oświecenia lub wyzwolenia. Co na to nasz Kurs cudów? Czy także zaleca nam podobne ćwiczenie medytacyjne? Pozornie wydawać by się mogło, że Lekcje Kursu są medytacjami, ale jeśli chcemy stosować naukę Kursu, musimy sobie uświadomić istotę skutecznej praktyki zalecanej przez Kurs. Oto prezentacja nauki Kursu.

Fundamentalna kwestia tkwi w naszym podejściu do postrzegania czasu. Jeżeli pragniemy coś osiągnąć w przyszłości, to w konsekwencji wytwarzamy czas, a swój cel umieszczamy oczywiście w przyszłości. W ten sposób odsuwamy od siebie sukces. Kurs radzi nam koncentrację na teraźniejszości, którą nazywa „świętą chwilą”.

Jeśli nie jesteś gotów, by chociaż przez chwilę nie spoglądać na przeszłość ani na przyszłość, wówczas nie możesz przyjąć świętej chwili bez zastrzeżeń. Nie możesz przygotowywać się na nią bez umieszczenia jej w przyszłości. Jednak jest ona tobie udostępniona natychmiast, w chwili, w której jej pragniesz. Wielu spędziło całe życie na przygotowaniach i rzeczywiście osiągnęli oni swoje chwile sukcesu. Ten kurs nie próbuje nauczać więcej, niż oni nauczyli się w ciągu długiego czasu, ale ma na celu zaoszczędzenie czasu.” (T18,7,4)

Widzimy, że użycie czasu nie przekreśla osiągnięcia celu, jednak bardzo go opóźnia. Powszechnie stosowaną praktyką duchową jest „oczyszczanie”. Może to być oczyszczanie się z grzechów, z urazów przeszłości, z karmy, lub z lęków o przyszłość i innych wyobrażeń. W buddyzmie oczyszczaniem zajmuje się rozległa dziedzina zwana tantrą. Używane tu i nadużywane na Zachodzie słowa: kontemplacja i medytacja określają proces, do którego Kurs cudów odnosi się następująco:

„Możesz próbować podążać bardzo długą drogą wiodącą do celu, który przyjąłeś. Jest niezwykle trudno osiągnąć Pojednanie poprzez walkę z grzechem. Usiłowanie uczynienia świętym tego, czego się nienawidzi i czym się pogardza, pociąga za sobą ogromny wysiłek. Nie jest też konieczne, by spędzać życie na kontemplacji, ani też by oddawać się przez długi czas medytacji nakierowanej na oderwanie się od ciała. Niewątpliwie wszystkie takie próby zakończą się ostatecznie sukcesem z uwagi na ich cel. Jednakże użyte środki są nużące i bardzo czasochłonne, ponieważ wszystkie one spoglądają ku przyszłości w celu uwolnienia od obecnego stanu bycia niegodnym i nieprzydatnym.”(T18,7,4)

Kurs cudów nie przekreśla medytacji ani kontemplacji, ale wprowadza metodę względnie unikalną. Mówię „względnie”, gdyż jej ślady znaleźć można także na innych ścieżkach. Kurs czyni z niej jednak swą główną metodę poznania i wyzwolenia. Opiera się ona na „świętym związku”, który zachodzi właśnie teraz – „w świętej chwili”. Oto przestawienie metody:

„Twoja droga będzie inna, nie jeśli chodzi o cel, ale ze względu na środki użyte do jego realizacji. Święty związek jest środkiem, dzięki któremu można zaoszczędzić czas. Jedna chwila spędzona z twym bratem przywraca wam obu wszechświat. Jesteś przygotowany. Teraz trzeba tylko byś pamiętał, że nie musisz nic robić. Byłoby bardziej dla ciebie użyteczne, abyś się teraz skoncentrował tylko na tym, zamiast zastanawiać się, co powinieneś robić. Kiedy pokój wreszcie przychodzi do tych, którzy zmagają się z pokusą i walczą przeciwko oddawaniu się grzechowi; kiedy światło przychodzi nareszcie do umysłu oddanego kontemplacji, lub gdy cel zostaje ostatecznie przez kogokolwiek osiągnięty, to zawsze towarzyszy temu jedno szczęśliwe zrozumienie: „Nie muszę nic robić”. (T18,7,5)

Zwróćmy uwagę na powyższe słowa. Tradycyjne metody opierające się na odpowiednich działaniach wykonywanych czasie dochodzenia do celu kończą się tym, czego oczekujemy w świętej chwili. Kurs zachęca nas do podjęcia tego pozornego ryzyka zrezygnowania z „wieków kontemplacji” i owych „uczynków i walki z grzechem”, jak mawiają chrześcijanie. Upewnia nas w tym następująco:

„Właśnie na tym polega ostateczne uwolnienie, które każdy pewnego dnia odnajdzie na swojej własnej drodze, w swym własnym czasie. Ty nie potrzebujesz tego czasu. Oszczędzono ci czasu, ponieważ ty i twój brat jesteście razem. Jest to specjalny środek, którego ten kurs używa, by zaoszczędzić ci czasu. Nie czerpiesz korzyści z tego kursu, jeśli upierasz się przy używaniu środków, które innym dobrze służyły, lekceważąc to, co zostało uczynione dla ciebie. Oszczędź dla mnie czas poprzez tylko to jedno przygotowanie, i ćwiczenie nie robienia niczego więcej. „Nie muszę nic robić” jest deklaracją wierności i prawdziwej niepodzielnej lojalności. Uwierz w to, chociażby tylko na tą jedną chwilę, a osiągniesz więcej, niż jest możliwe do osiągnięcia przez wieki kontemplacji, czy długotrwałą walkę z pokusą.” (T18,7,6)

Tajemnica tkwi w przebaczeniu naszemu bratu. Zobaczeniu go poza zasłoną ciała i niedoskonałości. Przypomina to najwyższą ścieżkę buddyzmu – dzogczen, gdzie jednak nie używa się określeń Kursu cudów, takich np. jak przebaczenie. Przebaczenie prowadzi nas do cudu, który powoduje zniknięcie iluzji. Teraz zarówno nasz brat jak i my zostajemy od niej uwolnieni:

„Poza ciałem, które próbowałeś wprowadzić między siebie i swego brata, lśniący w złotym świetle jasnego, bezkresnego, wiecznie rozprzestrzeniającego się kręgu, znajduje się twój święty związek, ukochany przez samego Boga. Jak spokojnie on spoczywa, w czasie, a mimo to poza czasem, nieśmiertelny, a jednak na ziemi. Jak wielka tkwi w nim moc. Czas czeka na jego wolę, a ziemia będzie taka, jaką on będzie chciał, żeby była. Tu nie ma żadnej oddzielnej woli, ani życzenia, aby cokolwiek było oddzielone. Dla jego woli nie ma żadnych wyjątków i to, czego on chce, jest prawdziwe. Każda iluzja poddana jego przebaczeniu jest łagodnie pomijana i znika. Albowiem w jego centrum odrodził się Chrystus, aby oświecić Swój dom wizją, która nie zwraca uwagi na ten świat. Czy nie chciałbyś, aby ten święty dom był również twój? Nie ma tu nędzy i nieszczęścia, lecz jest tylko radość.” (T22,2,12)

Możemy mieć wątpliwości, czy każdy człowiek dojrzał do tego typu doświadczenia. Kurs cudów nie klasyfikuje jednak ludzi na dojrzałych i niedojrzałych. Mówi on, że Kurs cudów co prawda nie jest dla wszystkich, ale jeśli spełnimy ten mały wymóg wybaczenia bratu – sami doznamy wyzwolenia:

„Wszystko, co potrzebujesz zrobić, to zamieszkać tu w ciszy z Chrystusem i współdzielić jego wizję. To duchowe widzenie jest rozdawane szybko i chętnie każdemu, kto wyraża chęć, by widzieć swego brata bezgrzesznym. I każdy musi tę chęć wyrazić, jeśli chciałbyś być całkowicie uwolniony od wszystkich skutków grzechu. Czy chciałbyś dla siebie częściowego przebaczenia? Czy możesz osiągnąć Niebo, gdy jakiś grzech wciąż kusi cię, by pozostać w swym nieszczęściu? Spójrz na swego świętego brata, bezgrzesznego jak ty i pozwól mu zaprowadzić cię tam.” (T22,2,13)

Jak to się dzieje, że wybaczenie bratu powoduje nasze zbawienie? Kurs poświęca temu prawu sporo uwagi. Tutaj krótko tylko powiem, że ja jestem jednością z mym bratem. Jeśli jemu wybaczam, to wybaczam sobie samemu. W ten sposób uwalniam z poczucia winy „dwie osoby” na raz. Te dwie osoby to jedyny Syn Boży.

Reasumując, kontemplacja i medytacja (a także koncentracja) są jedynie ścieżkami zbliżającymi nas do wyzwolenia. Są swego rodzaju ćwiczeniami umysłu, który jako narzędzie musi wreszcie stać się przejrzystą przestrzenią, w której widzimy blask samego Ojca. Proces oczyszczenia na tej drodze może być długi i bolesny. Wybaczenie zaś jest aktem świętej chwili, naszą decyzją, aby zobaczyć świętość brata. Duch, który nas wspiera, dokonuje odsłonięcia prawdy. Pojawia się święty związek, a w nim światło błogiego rozpoznania prawdy.

Gdyby jednak nie udało ci się bez robienia czegokolwiek rozpoznać rzeczywistości – nie przejmuj się i nie rezygnuj z poszukiwań (!). Widocznie twój umysł jest nieprzygotowany, aby widzieć to, co jest tu i teraz, gdyż z różnych powodów możesz go blokować. Wytrenuj go. Czytamy o tym we wstępie do Ćwiczeń Kursu:

„Teoretyczne podstawy, jakich dostarcza tekst pierwszej części kursu, są niezbędne jako fundament, który nadaje sens ćwiczeniom zawartym w tej drugiej części [Lekcjom – przyp. Studenta]. Jednak dopiero przerobienie tych ćwiczeń umożliwi osiągnięcie celu tego kursu. Niewytrenowany umysł nie może osiągnąć niczego.” (Wstęp do Ćwiczeń,1)

4 responses to “Ani kontemplacja, ani medytacja

  1. Czy istniej coś takiego jak grzech? W relacjach międzyludzkich można takie pojęcie wprowadzić, ale jest bardzo relatywne.
    Sprawianie bólu masochiście grzechem nie jest.

    pzdr

  2. No cóż, mamy o wiele wiecej wspólnego niż przemoczone buty.
    Dzięki pokorze mogę się uczyć. Błogosławię Cię bracie i z miłością mówię Bóg z Tobą … i skoro wszystko jest takie oczywiste, to chyba nie ma sensu więcej komentować

  3. Taak, taak…. Ciekawy komentarz. Wydaje się, że nie jest łatwo rozpoznać, że jest się zdrowym, gdy wydaje się, że ciało „mówi”, iż jest chore. Znam to z autopsji 🙂 . Cóż, trzeba się uczyć tej nowej sztuki, jak mówi Kurs. Od tego Kurs jest kursem, a nie zbiorem suchych doktryn.

    Co do łaski, to jest nie tylko jasne, ale i wypisane w tekście Kursu. Oczywiście ego korekty naszego umysłu nie załatwi.

    Ja także w sobotę w lesie przemoczyłem sobie, buty, skarpetki, stopy i spodnie. Czułem się okrrrrrropnie. Mamy jednak coś wspólnego, prawda? 😉 Pozdrawiam

  4. hmmmm, w piątek wyruszyliśmy z mężem na urlop. Zaplanowałam wszystko w szczegółach. Wczesna Rezerwacja, przedpłata i trzy dni pakowania. Wielkie plany i wielkie gówno. Biblijny potop, z nieba wali tylko deszcz. Zaparłam się i ubrani w kurtki i (+) płaszcze nieprzemakalne i (+) parasole wyruszyliśmy na pierwszą wędrówkę. Wieczorem już byłam chora. Poddałam się o 6 rano, mój mąż jak nawiedzony wrzucał wszystko do auta aby najszybciej wrócić do domu. Już wiedziałam, o co chodzi znowu dałam się ponieść mojej próżności. Wieczorem oglądnęłam sobie film, ktory dostałam z mailem z epokiserca pt. Spotkanie, fajny film o prowadzeniu Jezusa, jak to Jezus ma dla każdego z nas przygotowaną drogę. Chce nas prowadzić jako starszy brat a my mu kurna poprostu mamy nie przeszkadzać. Dobra, mówię ja wymiękam. Nie potrzębuję kolejnego potopu, nie potrzebuję doświadczać przez choroby i cierpienie. Jakże łatwo jest się zakochać w kimś takim jak Jezus i poddać swoje życie Chrystusowi.
    Czas nie istnieje, wszystko dzieje sie teraz. Moja cała przeszłość, we wszystkich wcieleniach, moja przyszłość jest w teraz. Trudno to wytłumaczyć. To tak jakby stać w potoku obrazów, które dzieją się jednocześnie. Możesz każdy z tych obrazów wyłowić ze świadomości a potem zacząć go obrabiać, dorabiając do niego całą politykę i filozofię.
    Muślę ze to nie czas jest problemem a pycha. Tak długo jak chcemy zdobyć wiedzę na jakiś temat, tak długo celebrujemy swoje braki.
    A ja bym chciała już tylko jednego, móc pokochać wszystkich ludzi. Bo wiem że wyjdę „stąd” z Wami wszystkimi albo będę się pluła dalej.
    Kurs Cudów jest wspaniały, bo mówi że nie musisz nic robić, ale mówi też, że musisz sie całkowicie poddać Bogu. Łaska, Łaska, Łaska i o nią proszę dla nas wszystkich bo tylko ona może nas wznieść do nieba… Nie medytacja, nie kontemlacja, to są tylko drogi do łaski. A łaska Boga jest wiatrem ktory unosi piórko i wznosi do nieba ;-)))) Proszę Boga by napełnił to naczynie miłością, no bo co ja będę dyskutować o rzeczach, o ktorych nie mam zielonego pojęcia. To że się przebudziłam jest łaską Boga i nie ma tu mojej zasługi a wszystko co mam należy do mojego ojca ;-)))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *