Czy reinkarnacja jest powszechna?

Wszyscy katolicy wierzą w reinkarnację. To nie uświadamiany społeczny fakt. Czyż nie wierzy się, że przebywający w postaci duchowej Syn Boży wcielił się używając do tego ciała Jezusa w łonie Maryi? Jednym słowem inkarnował. A gdy już nauczał, zapowiedział, że przyjdzie powtórnie, a ludzie będą Go widzieć. Tak po prostu odbędzie się Jego reinkarnacja. Powiesz może: ale, ale… Jezus to co innego, ale co ze zwykłym człowiekiem? To, co przeczytasz niżej może cię zaskoczy. Ale uważaj! Oto jak jest, moim zdaniem. Po kolei. (foto: YT – The Untold Truth Of Ghost Adventures)

Człowiek rodzi się z energią przejętą od swoich rodziców. Potem wykorzystuje ją i miesza z energią witalną pozyskiwaną z jedzenia, powietrza i innych procesów organicznych. Tak ją wzmacnia i rozwija lub trwoni i degeneruje. Niektórzy z ludzi kultywują ponadto praktyki duchowe, które przyczyniają się do wykorzystania energii witalnej w utworzeniu świadomości duchowej. Ta świadomość może utworzyć subtelne ciało, które przetrwa chwilę rozpadu ciała fizycznego. I teraz mamy trzy możliwości…

(1) Jeśli świadomość jest bardzo słaba, jest duchem cmentarnym przez kilka chwil lub dni i nie znajdując ciała do ponownego wcielenia – rozpada się. (2) Druga możliwość uwarunkowana jest średnią kondycją duchową zmarłego. Znajduje on embrion, a posiadając w świadomości sprawy nierozwiązane, wciela się skutecznie. (3) Trzecia możliwość dotyczy świadomości, która nie ma potrzeby wcielania się. Taka dusza może żyć w nowym stanie setki lub tysiące lat, albo też nigdy się już nie wcieli. Staje się niebiańskim mistrzem.

Jak widać reinkarnacja jest jedynie możliwością, która staje przed każdą duszą, ale z której nie każda dusza korzysta, bo albo niestety nie może, albo też nie musi i nie chce. Ci, którzy się wcielają, powinni wreszcie poznać miejsce oraz przyczynę swego cierpienia i dokonać świadomego wyboru co do swego losu. Ale co w tej sprawie mówi nam Kurs cudów?

„W ostatecznym sensie, reinkarnacja nie jest możliwa. Nie ma przeszłości i nie ma przyszłości, a idea urodzenia w ciele jest bez znaczenia zarówno jeśli jest ono jednorazowe jak i wtedy gdy jest wielokrotne. Reinkarnacja nie może być zatem prawdziwa w rzeczywistym sensie. Naszym jedynym pytaniem powinno być to: „Czy ta koncepcja jest przydatna?” A to zależy oczywiście od tego, do czego jest ona użyta. Jeżeli jest użyta do umocnienia rozpoznania wiecznej natury życia, jest ona rzeczywiście przydatna. Czy jakieś inne pytanie na jej temat jest naprawdę użyteczne w rozjaśnianiu tej drogi? Podobnie jak wiele innych wierzeń, wiara w reinkarnację może być bardzo nadużyta. W najlepszym razie, takie niewłaściwe użycie koncepcji reinkarnacji oferuje zaabsorbowanie przeszłością i może  dumę z przeszłości. W najgorszym przypadku wytwarza ono bezwład w teraźniejszości. Pomiędzy tymi skrajnościami możliwych jest wiele rodzajów szaleństw.” (Podręcznik 24) Dalej przeczytaj w swoim wydaniu Kursu cudów…

Jak widać Kurs cudów traktując reinkarnację w sposób absolutny – wyraźnie twierdzi, że reinkarnacji po prostu nie ma. Ale rozumiejąc ludzkie powikłanie w mitologię matriksową, dopuszcza, abyśmy brali pod uwagę zjawisko reinkarnacji. Jest ono przecież jakaś próbą pokazania, że nie tylko śmiertelne ciało fizyczne istnieje, ale że także wydaje się istnieć coś po pozornej śmierci.

Chciałbym jeszcze na koniec nawiązać do poglądu trzech możliwości stojących przed duszą po śmierci ciała, którą przedstawiłem na wstępie. Proszę zauważyć, że wśród pokazanych szczegółów – etapem końcowym jest w każdym z przypadków – wieczny i absolutny Duch, do którego zmierzają dusze. W pierwszym przypadku zupełnie nieświadomie, w drugim częściowo nieświadomie, zaś w trzecim – wreszcie świadomie ale i z utrzymaniem tej świadomości na wieczność. To właśnie jest naszym (każdego człowieka) celem.

10 responses to “Czy reinkarnacja jest powszechna?

  1. Trafiłeś w samo sedno problemu. Jest nim cierpienie, jakie dotyka istoty pozornie oddzielone. Pochodzi ono z ich utożsamienia z produktem ego, ciałem. W umyśle Syna Bożego pojawiły się iluzje wprowadzające go w błąd, między innymi ego, którego wytworem są śmierć, choroby, kara za grzech, wina, zly Bóg itd. Syn tęskni za zbawieniem, bo pamięta swój stan z Nieba. Bez tych udręk. I bez pozornego oddzielenia od Boga. Pozdrawiam 🙂

    • No dobrze, ale to cały czas nie dotyka w moim odczuciu sedna moich przemyśleń. W pełni czuję to co napisałeś, ale to nie wyjaśnia po co dalej się starać, po co piszesz tego bloga, po co ktoś ma poszukiwać jakiejkolwiek ścieżki duchowej skoro to też jest iluzja. Przecież w tym sensie Kurs też jest iluzją, nie ma sensu go zgłębiać, ani dla siebie, ani dla innych, bo „inni” nie potrzebują pomocy (nauczyciela), bo są cały czas tam gdzie mają być. Czujesz to? Czy nie brakuje tu, że tak to ładnie nazwę: jakiegoś linku? Dzięki 🙂

      • W takim razie odpowiem Ci krótko. Syn Boży (ty i ja) trwa w ciągłym BŁĘDNYM POSTRZEGANIU, z którego bierze się mnóstwo komplikacji. A z nich największym jest CIERPIENIE. Chcąc się z niego wyrwać, należy się obudzić ze snu i ZOBACZYĆ, jak jest NAPRAWDĘ. Wtedy cierpienie znika. Znika też starość, śmierć, choroba, lęk, gniew, nienawiść, wojny, pożądanie, niezaspokojenie itp. itd. Cierpienie jest iluzją, a ból także. Jednak nie zabiera im to mocy oddziaływania na pogrążonego we śnie. Więc powiedz, czy chcesz dalej cierpieć we śnie czy się obudzić i przestać cierpieć?

        • To rozumiem, i staram się w pełni przyjąć. Ale nie tego dotyczy moja rozterka. Zadam Ci więc pytanie: czy zgodzisz się ze mną, że nasza rozmowa, którą prowadzimy, tak naprawdę nie istnieje, więc jest iluzją, więc tak NAPRAWDĘ nie istnieje?

          • Podam Ci definicję istnienia. Istnieje tylko to, co jest niezmienne. To co zmienne – znajduje są w czasie, który jest iluzją, a więc też jest iluzją. Nasza rozmowa jest zmienna, więc nie istnieje w rzeczywistości. Jest tylko postrzegana (to jest percepcja, a nie poznanie) przez nas w czasie, co wprowadza nas w błąd, bo sugeruje nam, że istnieje. Ale jest iluzją, przemijającym snem.

            Jednak może być pożyteczna. Gdyż może pomóc nam obudzić się z tego mylącego nas snu. Pozdrawiam 🙂

    • No dobrze, więc zgadzamy się co do tego, że wszekie nasze działania duchowe, nasza rozmowa, Kurs, ćwiczenia mają na celu tylko i wyłączenie polepszenie naszego życia tu, w tym postrzeganiu. Ma na celu życie bez udręk, jak napisałeś, w tej iluzji. Po prostu, by żyć w szcześciu. NIE ma natomiast na celu przeniesienia nas gdzieś dalej, wyżej, lepiej po śmierci. Bo wziąż jesteśmy tam gdzie być mamy, więc studowanie Kursu nie doprowadzi nas nigdzie dalej w tym sensie, bo nie może.
      Zatem wracam do mojego pierwszego pytania, czemu pisałeś o 3 rodzajach dusz, których rodzaj zależy od tego jak przeżyliśmy życie, jak bardzo docieraliśmy do prawy itd. Przecież to nie ma znaczenia? W tym sensie nie może być żadnych 3 rodzajów dusz. Zgodzisz się ze mną? Dzięki 🙂

      • Ojoj! Właśnie co to tego ja i Kurs cudów się NIE zgadzamy. W tym postrzeganiu, jak to określiłeś, nie ma żadnej szansy na życie bez udręk. Tutaj, w tej iluzji, jest się raz na wozie, raz pod wozem. Ego żongluje naszym postrzeganiem, jak chce. Gdy napijemy się piwa, wmawia nam, że jesteśmy radośni. Ale naprawdę nie ma to nic wspólnego z prawdziwym szczęściem, którego można doświadczyć tylko w Niebie. To jest padół chorób i śmierci.

        Po co więc studiować Kurs? Aby tak przekształcić swoje postrzeganie, aby woal zasłaniający Niebo uczynić jak najcieńszym. Wtedy dopiero nie my, ale sam Bóg dokona ostatniego aktu. Przeniesie nas do Nieba, gdzie nie ma już postrzegania, ale prawdziwe i bezpośrednie poznanie. Tu jest prawdziwe szczęście, życie bez śmierci i cierpienia. W świetle, radości i pokoju Bożym. W miłości bez końca.

        Stać się zaś tak może tylko w odniesieniu do drugiego rodzaju dusz, ale dodatkowo takich, które przez determinację przekształciły swoje postrzeganie – z błędnego na poprawne. Tak to nazywa Kurs. A to się stać może wolniusieńko na różne sposoby (np. medytacją przez miliony lat), lub szybko – na sposób Kursu cudów, przez ujrzenie w braciach Chrystusa (święty związek przez przebaczenie). Tę umiejętność zdobywamy przez ćwiczenie umysłu. To jest nauka Kursu cudów. Pozdrawiam

  2. Duch jest wieczny zawsze. Ale indywidualna dusza może być tego świadoma lub nie. Przy całkowitym jej zagubieniu brak jej energii do ponownych narodzin w ciele. I przestaje istnieć. Ale Duch, który był jej podstawą trwa nadal. To tak jak fala na morzu. Może przestać istnieć, ale morze trwa nadal. To jest mitologia.

    Prawda jest taka, że nic indywidualnego nie istnieje wcale. To tylko sen. Istnieje tylko Duch i Ty Nim jesteś. Ale czy jesteś tego świadom? Pozdrawiam 🙂

    • To po co pozbywać się iluzji, skoro i tak już jestem morzem. Jakie ma znaczenie to co robię, po co dążyć do czegokolwiek, skoro nie ma do czego dążyć. Jakie ma dla mnie (dla Ducha) znaczenie, którą z trech opcji podąży dusza po śmerci, czy jest słaba czy silna. Czy to nie jest odpowiedź? Że nic nie ma znaczenia, po prostu trzeba sobie żyć i się cieszyć wszystkim, nie myśleć, nie poszkukiwać, duchowo czy jakkolwiek, bo nie ma czego? Dzięki 🙂

  3. Skoro w kazdym z trzech przypadkow etapem koncowym jest wieczny Duch, to jak to w pierwszym przypadku dusza sie rozpada I przestaje istniec?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *