Jak medytujemy z Kursem cudów?

Od kiedy podróżujący na Wschód przywieźli nam do Europy i Ameryki modę na medytację, pojawili się jej zwolennicy, ale i zagorzali przeciwnicy. Chrześcijanie z zasady obawiali się jej nie tylko z powodu jej konkurencyjności wobec modlitwy, ale zwłaszcza dlatego, że podejrzewano, iż praktykującego medytację zaatakować mogą jakieś nieczyste siły związane z okultyzmem. Do dziś atmosfera wokół medytacji jest niezbyt jasna głównie z tego powodu, że mało kto wie, co to za praktyka właściwie jest i jakie przynosi rezultaty. Poniżej przedstawię więc w dużym skrócie zasady katolickiej i hinduskiej medytacji, aby dalej przejść do medytacji, jaką proponuje nam Kurs cudów. (foto: huffingtonpost.com) Czytaj dalej na …

Medytacja w Biblii

Na początku trzeba koniecznie powiedzieć, że słowo „medytacja” pojawia się już na stronach angielskiej Biblii, w miejscu, gdzie mowa jest o „rozmyślaniu”. Najbardziej znany wiersz znajdziemy w Księdze Psalmów 119,97 (Biblia Tysiąclecia):  „Jakże miłuję Prawo Twoje: przez cały dzień nad nim rozmyślam.” Po angielsku w Biblii króla Jakuba mamy: „O how love I thy law! it is my meditation all the day.” Takich fragmentów, zwłaszcza w Psalmach, znajdziemy więcej. Jaki stąd wniosek? Chrześcijanie nie tylko powinni przestać się obawiać medytacji, ale wręcz codziennie ją praktykować trzymając oczywiście w rękach swoje Biblie.

Kontemplacja w Kościele

Zanim przyjrzymy się medytacji hinduskiej, zbadajmy jeszcze glebę, na jakiej wyrósł łaciński Kościół Katolicki. Już we wczesnym Średniowieczu w Kościele pojawia się obok medytacji, kontemplacja, a z nią zakony kontemplacyjne. Na porządku dziennym funkcjonuje tu meditatio (łac.) jako rozmyślanie, ale też w drugim znaczeniu jako ćwiczenie. Z kolei znaczeniem łacińskiego słowa contemplatio jest przypatrywanie się. Krótko można powiedzieć, że w zakonach kontemplacyjnych do dziś mnisi najpierw medytują nad Słowem Bożym, aby potem w odpowiedzi na nie się modlić i w końcu zacząć bez słowa przypatrywać się obecnemu Bogu. Jaki stąd wniosek? Kontemplacja jest wyższym stopniem obcowania z Bogiem. Jest ponad medytacją i modlitwą. Wspaniała jest to sprawa, naprawdę!

Tak zwana medytacja indyjska

Każdy, kto zapozna się z klasyczną jogą indyjską, a zwłaszcza Jogastrami Patańdżalego i z Jogabhaszją Wjasy, zauważy, że system ten jest zarówno trudny do pojecia, jak i bardzo złożony. Pojęcie „medytacja” może być przypisane tylko jednemu ze zjawisk, które pojawiają się w umyśle praktykującego jogę. Na pozostałe zjawiska brakuje w językach zachodnich słów. Dlatego też Zachód te wszystkie subtelne i szczególne hinduskie pojęcia wrzucił do jednego worka z napisem „medytacja”. Tak została wyrządzona wielka krzywda cywilizacji Zachodu. Ludzie zajmujący się modlitwą i tak opacznie rozumianą „medytacją” mają utrudnione pojmowanie tego, czym właściwie się zajmują i jak mają to robić najlepiej.

Elementy jogi hinduskiej

Klasyczna ośmioczłonowa ścieżka jogi zawiera następujące praktyki:

  1. Jama (Zasady moralne)
  2. Nijama (Praktyki ascetyczno-mistyczne)
  3. Asana (Pozycje jogiczne)
  4. Pranajama (Powściąganie prany)
  5. Pratjahara (Wycofanie się z wrażeń zmysłowych)
  6. Dharana (Przykucie uwagi tj. Koncentracja)
  7. Dhjana (Intuicyjna świadomość tj. Kontemplacja)
  8. Samadhi (Popadnięcie w poznanie bezpośrednie)

Trzy ostatnie człony są nazwane Samyamą (Ściągnięciem), a przy ich praktykowaniu pojawiają się zarówno Vibhuti (Moce jogiczne) jak i wiele innych skutków, np. Czysta błogość (Sanananda-Samadhi) lub Buddhi (Świadomość jestem). Zachęcam do poznania i praktykowania całej nauki jogi Patańdżalego.

Pomijając wielką złożoność opisu jogi, zasadniczo w jej praktykowaniu dąży się do opanowania Samyamy i do wyzwolenia z więzów iluzji, co daje poznanie bezpośrednie nagiej Prawdy, takiej, jaka ona rzeczywiście jest. Można ten stan nazwać oczywiście poznaniem Boga i zjednoczeniem się z Nim. Jaki stąd wniosek? Niezależnie od systemu duchowego praktykujemy – nazwijmy to bardzo nieściśle: Koncentrację, Medytację i Kontemplację.

Medytacja i kontemplacja Kursu cudów

Kurs cudów wyraźnie pokazuje, że proponuje nam ścieżkę szybszą niż medytacja i kontemplacja. Autor Kursu nie podważa jednak sensowności medytacji i kontemplacji, a nawet w bardzo wielu miejscach wyrywkowo zachęca do praktyki medytacji i kontemplacji.

Na przykład we fragmencie Lekcji 153 Jezus zachęca nas do kontemplacji:

“Jednak wtedy, kiedy możemy, będziemy świadkami naszego własnego zaufania, jako pomocników Boga, w cogodzinnym pamiętaniu naszej misji i Jego Miłości. I usiądziemy spokojnie i poczekamy na Niego i posłuchamy Jego Głosu i dowiemy się, co chciałby On byśmy czynili w tej godzinie, która ma jeszcze nadejść, dziękując Mu za wszystkie dary, które dał nam w czasie, który już minął.”

A teraz komentarz Kursu.

„Nie jest też konieczne, by spędzać życie na kontemplacji, ani też by oddawać się przez długi czas medytacji nakierowanej na oderwanie się od ciała. Niewątpliwie wszystkie takie próby zakończą się ostatecznie sukcesem z uwagi na ich cel. Jednakże użyte środki są nużące i bardzo czasochłonne, ponieważ wszystkie one spoglądają ku przyszłości w celu uwolnienia od obecnego stanu bycia niegodnym i nieprzydatnym. Twoja droga będzie inna, nie jeśli chodzi o cel, ale ze względu na środki użyte do jego realizacji. Święty związek jest środkiem, dzięki któremu można zaoszczędzić czas. Jedna chwila spędzona z twym bratem przywraca wam obu wszechświat.” (T18,7)

Przyjrzyjmy się teraz wyrywkowo wybranym tekstom proponowanym przez Kurs do medytacji i kontemplacji. Spróbujmy poddać się prowadzeniu Głosu Ducha w czasie czytania słów Lekcji 106.

„Wyciszę się i będę słuchał prawdy.

 Jeśli odsuniesz od siebie głos ego, bez względu na to, jak głośno wydaje się ono wołać; jeśli nie będziesz przyjmować jego bezwartościowych darów, które nie dają ci niczego, czego byś naprawdę chciał; jeśli w swym otwartym umyśle zdasz sobie sprawę z tego, że nie powiedziało ci ono czym jest zbawienie, wtedy usłyszysz mocny Głos prawdy, cichy w swej mocy, silny w swym spokoju i całkowicie pewny w Swym przesłaniu.

Słuchaj i usłysz to, co twój Ojciec mówi poprzez ustanowiony przez Siebie Głos, który ucisza grzmoty bezsensu i pokazuje drogę do pokoju tym, którzy nie potrafią widzieć. Bądź dziś wyciszony i słuchaj prawdy. Nie daj się zwieść przez głosy umarłych, które mówią ci, że odnalazły źródło życia i proponują ci je w zamian za twą wiarę. Nie zajmuj się nimi, ale słuchaj prawdy.

Nie obawiaj się dziś pomijać głosów tego świata. Zignoruj ich bezsensowne perswazje. Nie słuchaj ich. Bądź dziś wyciszony i słuchaj prawdy. Przejdź obok wszystkiego, co nie mówi o Tym Kto trzyma twe szczęście w Swej Dłoni i wyciąga do ciebie ręce w powitaniu i w miłości. Słuchaj dziś tylko Jego i już dłużej nie zwlekaj z dotarciem do Niego. Słuchaj dziś tylko jednego Głosu.

Dziś spełnia się obietnica Bożego Słowa. Słuchaj i bądź wyciszony. On chciałby przemówić do ciebie. Przybywa z cudami tysiąc razy szczęśliwszymi i wspanialszymi od tych, o których kiedykolwiek mogłeś zamarzyć, lub które kiedykolwiek mogły ci się przyśnić. Jego cuda są prawdziwe. One nie znikną, kiedy skończysz marzyć lub kiedy się zbudzisz. Zamiast tego kończą ten sen i trwają wiecznie, ponieważ przybywają od Boga do Jego drogiego Syna, którego drugie imię brzmi – ty. Przygotuj się dziś na cuda. Pozwól by dziś spełniła się dla ciebie i twoich braci pradawna obietnica twego Ojca.

Usłysz Go dziś i posłuchaj Słowa, które podnosi zasłonę przykrywającą ziemię i budzi tych, co śpią i nie są zdolni widzieć. Bóg woła do ich poprzez ciebie. Potrzebuje On twego głosu by do nich przemówić, albowiem któż mógłby dotrzeć do Bożego Syna wołając przez twą Jaźń, jak nie jego Ojciec? Słuchaj Go dzisiaj i zaproponuj Mu swój głos, by mógł przemówić nim do całej rzeszy tych, którzy czekają na to Słowo, które On dziś wypowie.

Bądź gotowy na zbawienie. Ono tu jest i będzie dzisiaj ci dane. I nauczysz się swej funkcji od Tego, Kto wybrał ją dla ciebie w Imię twego Ojca. Słuchaj dziś, a usłyszysz Głos, który będzie poprzez ciebie rozbrzmiewał po całym świecie. Sprawca wszelkich cudów potrzebuje byś najpierw te cuda odebrał, a potem stał się radosnym dawcą tego, co otrzymałeś.

W ten sposób zaczyna się zbawienie i w ten sposób się kończy; kiedy wszystko jest twoje i wszystko jest rozdane, wtedy pozostanie z tobą na zawsze. I lekcja została nauczona. Dziś ćwiczymy dawanie, ale nie w taki sposób, w jaki ty to teraz rozumiesz, ale w sposób zgodny z tym, czym jest dawanie. Każde cogodzinne ćwiczenie powinno rozpocząć się tą prośbą o oświecenie:

Wyciszę się i będę słuchał prawdy.

Typowym tekstem medytacyjnym prowadzącym do kontemplacji jest Lekcja 109. Spróbujmy poddać się jej prowadzeniu.

„Spoczywam w Bogu.

Prosimy dziś o odpoczynek i nienaruszony przez pozory tego świata spokój. Prosimy o pokój i ciszę pośród wszelakiego zgiełku zrodzonego z kolidujących ze sobą snów. Prosimy o bezpieczeństwo i szczęście, chociaż wydaje się nam, że spoglądamy na niebezpieczeństwo i smutek. I mamy taką myśl, która będzie odpowiedzią na nasze prośby.

Spoczywam w Bogu.

Ta myśl przyniesie tobie spokój i odpoczynek, pokój i ciszę, bezpieczeństwo i szczęście, którego poszukujesz. „Spoczywam w Bogu”. Ta myśl ma moc obudzenia w tobie uśpionej prawdy, która patrząc wzrokiem duchowym przenika wszelkie pozory sięgając do tej samej prawdy w każdym i każdej rzeczy, która istnieje. Wraz z tą myślą kończy się cierpienie całego świata i każdego, który kiedykolwiek się na tym świecie pojawił, lub który tu dopiero przybędzie na krótki pobyt. Oto jest myśl, dzięki której Syn Boży rodzi się na nowo, by mógł siebie rozpoznać.

Spoczywam w Bogu.

Przepełniona spokojem, myśl ta przeniesie cię przez burze i konflikty, poza nieszczęście i ból, poza stratę i śmierć, oraz dalej, w stronę Bożej pewności. Nie ma cierpienia, którego ta pewność nie może uzdrowić. Nie ma problemu, którego nie może ona rozwiązać. A każdy pozór przemieni się na twych oczach w prawdę, gdy spoczywasz w Bogu.

Dzisiejszy dzień jest dniem pokoju. Spoczywasz w Bogu i podczas gdy ten świat jest rozdzierany przez wiatry nienawiści, twój spoczynek jest całkowicie nienaruszony. Pozory nie mogą go zakłócić. Wzywasz wszystkich, by przyłączyli się do ciebie by współdzielić twój odpoczynek, a oni usłyszą i przybędą do ciebie, albowiem spoczywasz w Bogu. Nie będą słuchać innego głosu oprócz twego, ponieważ oddałeś swój głos Bogu do dyspozycji i teraz spoczywasz w Nim i pozwalasz Mu mówić poprzez ciebie.

W Nim nie masz trosk ani zmartwień, nie masz żadnych ciężarów, żadnego niepokoju, żadnego bólu, nie odczuwasz lęku o przyszłość, ani też nie chowasz żalów z przeszłości. Spoczywasz w bezczasie, podczas gdy czas biegnie obok, nie dotykając ciebie, gdyż twój odpoczynek w ogóle nie może się w żaden sposób zmienić. Dziś odpoczywasz. Gdy zamkniesz swe oczy, pogrąż się w ciszy. Niech ten czas ciszy i wytchnienia uspokoi twój umysł, by wszystkie jego szalone fantazje i gorączkowe majaczenia zniknęły. Niechaj się on wyciszy i z wdzięcznością zaakceptuje swoje uzdrowienie. Teraz, gdy spoczywasz w Bogu, już więcej nie pojawią się przerażające sny. Wykorzystaj dziś czas na wymknięcie się snom i osiągnięcie pokoju.

Spoczywam w Bogu.

20 Replies to “Jak medytujemy z Kursem cudów?”

  1. Cześć Wam 😊,
    Włączam się w dyskusję, gdyż też zmagam (-łam?) się z mym umysłem, który do niedawna całkowicie utożsamiałam z sobą, choć okazjonalnie obserwowałam w nim swoisty dualizm.

    Kurs Cudów trafił w me ręce w ubiegłym roku, i choć tematyką duchową zajmuję się od wielu lat, to dopiero dzięki niemu dowiedziałam się kim jestem w rzeczywistości. Rodzima religia katolicka nie jest jednoznaczna w swych dogmatach, z jednej strony nazywając nas ludzi dziećmi bożymi, z drugiej zaś grzesznikami zasługującymi na piekło…

    Nic dziwnego zatem, że łatwo się w tym świecie pogubić. Mnie też się to przytrafiło.

    Nawet zajmując się od wielu lat medycyną psychosomatyczną nie byłam w stanie uchronić się przed chorobami. Tzw. Medycyna Germańska nie jest jedyną, która podaje interpretację poszczególnych chorób. Nie ze wszystkimi z nich się zgadzam. Wszystko zależy od kwestii światopoglądowych, których jako punkty odniesienia w dekodowaniu informacji płynących z poszczególnych obszarów ciała użyjemy.

    Też mam podobny problem: na poziomie mentalnym sporo wiedzy, a jednak emocje wkradały się i robiły swoje. Toczyłam wewnętrzną walkę, bo zdarzeń i osób generujących “niefajne” stany ducha zaiście miałam i mam pod dostatkiem. Wprawdzie wiem, że “wszystko czemuś służy”, że “nic nie dzieje się bez przyczyny”, ale to jest (była?) zabawa w kotka i myszkę.

    Ciało wysyłało już tak niepokojące i bolesne sygnały, że w mej wielkiej determinacji i zarazem bezsilności zwróciłam się kolejny raz o pomoc do Siły Wyższej.

    Dostałam ją (oczywiście jako wytyczne) w postaci ” Potęgi Teraźniejszości ” Eckharta Tolle oraz “Technik uwalniania” Dawida Hawkingsa, którego to książki już jakiś czas temu kupiłam, co nie znaczy przeczytałam 😊.

    “Rozmowy z Bogiem” N.D. Walscha, odwołujące się również do Kursu Cudów, były też wielce pomocne.

    Sporo wniosły wypowiedzi Eckharta Tolle o lęku, gdzie bardzo szczegółowo omawia te stany podając zarazem sposoby uwalniania się od niego. Słuchałam ich nie dalej jak dzisiejszej nocy w j. niemieckim i nie wiem, czy jest to przetłumaczone na polski. Tytuł niemiecki: Eckhart Tolle: Ohne Angst leben. Znakomity przekaz!

    Z “Potęgi teraźniejszości”dowiedziałam się o tzw. “ciele bolesnym” (rozdz.2) i pułapkach czasu (3). Trzeba wysłuchać (jest audiobook na YT) każdego zdania z wielką uwagą, i najlepiej odsłuchać wiele razy, po czym wprowadzić w czyn przekazany tam instruktaż uzbrajając się w cierpliwość, wytrwałość i samodyscyplinę.

    Nie każdemu z nas przyjdzie to prosto i łatwo, wiem z autopsji 😊.

    Treść Potęgi teraźniejszości jest łatwiejsza do zrozumienia niż Kurs Cudów, przynajmniej dla mnie.

    W pewnym momencie Kurs Cudów wywołał we mnie stan frustracji, poczułam się totalnie zagubiona w jego rozumieniu, jeśli chodzi o życie codzienne.

    Siła Wyższa zainterweniowała i potem było już znacznie lepiej, aczkolwiek z Kursem mam jeszcze przerwę.

    Moje dolegliwości niezmiernie mnie dyscyplinują i dopingują, choć momentami odbierają (-y?) chęć życia. Zaobserwowałam jednak, że nawet lekko negatywny stan ducha, którego wcześniej nawet bym nie dostrzegła lub uznała za normę generuje wydzielanie się jakiś toksyn (tzw. hormony stresu) drażniących nerwy w poszczególnych obszarach ciała powodując ból. Ten zaś daje mi mocno do zrozumienia, że coś jest nie tak.
    No i praca wre 😁! Mam nadzieję, że siłą ducha pokonam i rozpuszczę me ciało bolesne, które na przestrzeni lat i bolesnych w nim doświadczeń rozrosło się do rozmiaru XXXXL 😁. Pozdrawiam wszystkich Czytających i życzę powodzenia 👍💕!

    • Przypomina mi to trochę moją drogę z chorobą jaką jest cukrzyca insulinozależna. Idąc tropem medycyny germańskiej, kursu cudów, ajurwedy, nauki, nawet biblii, składając informacje jakie wyłapywałem udaje mi się zauważyć czym jest choroba i jak pewne zmiany zarówno w życiu jak i w myśleniu, manifestują się w ciele. Wydaje mi się że dobrze zinterpretowałem i wciąż interpretuje te sygnały, gdyż choroba mi się cofa, o czym świadczy fakt że pół roku temu brałem ok 80j insuliny dziennie, czyli całkiem sporo, podczas gdy dziś nie przekraczam 25j i jestem świadom że moge zejść niżej i zrobiłem to sam bez pomocy lekarza patrząc na siebie, swoje reakcję emocjonalne i czuciowe. Zdrowienie wiązało się jednak ze zmianą dużej części życia, zacząłem zmieniać schematy, od tego żywieniowego, pracowniczego, spędzania wolnego czasu ruszając się więcej, po życie towarzyskie. Zdrowiał też mój umysł, jednolicie z ciałem, co zostało zauważone szybko przez członków mojej rodziny, gdyż ze zdziwieniem patrzyli jak łamę pewne paradygmaty, którymi się oni kierują i im nie wychodzi, a mi tak:) Popełniałem też głupoty, które pokazywały mi, że nie tędy droga, jednak nigdy nie załowałem że tak się stało. Zawsze jednak zadawałem sobie pytanie, co chce mnie ta sytuacja nauczyć, drążyłem temat, podważałem to co do mnie przychodziło, jeśli czułem, tak intuicyjnie, że coś brakuje, że to nie tak, że jest coś więcej. Mogę teraz powiedzieć że choroba nauczyła mnie by się nie litować nad sobą, a współczuć w tym że krzywdzę siebie, pokazała mi że by chcieć posmakować czegoś pysznego, muszę to kontrolować, okupując cierpieniem jakim są zastrzyki, tak wyszedł mój problem z postrzeganiem miłości. Zwróciło mi to uwagę też na to co jem, że to co wrzucam w organizm odziaływuje też na duszę i to się dzieje na odwrót że to co źle działa na duszę manifestuje się w organizmie. Mógłbym wymieniać…., dużo rzeczy jeszcze wychodzi w trakcie i są to niby szczegóły, niezauważalne, ale jednak. Czasem ciężko jest ale się cieszę, gdyż ta choroba pozwoliła mi pokochać własne ciało, które reprezentuje tą moją jaźń, nie w sensie narcystycznym, lecz jego doskonałości funkcjonalnej, doświadczalnej, komunikacyjnej i piękna samego w sobie, bo tym ciałem się poruszamy tutaj i teraz. Choroba, myślę to zdrowienie duszy 🙂 powodzenia Iwono, dasz radę.

    • Dzięki wielkie za podzielenie się Twoimi doświadczeniami w tym miejscu. Jest dokładnie tak, jak piszesz: problem chorób (jak i wszelkich innych zdarzeń losowych) sprowadza się do tego, aby właściwie odczytać zawarte w nich przekazy i zrobić z nich stosowny użytek. To jest rodzaj korespondencji pomiędzy nami żyjącym w tej czasoprzestrzeni, a światem duchowym. Kluczowe jest w tym, aby – jak pouczał Jezus słowami: “szukajcie a znajdziecie” – znaleźć NAJWYŻSZĄ PRAWDĘ, gdyż tylko ona nas wyzwoli 😊. Tobie też: WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO 😘!

    • Dopisek: apropos cukrzycy i wielu innych chorób, to warto poczytać ich wykładnię w Choroba drogą do samopoznania, dostępnej jako PDF online. Pozdrawiam ciepło 😊.

  2. Hej 🙂 Mam pytanie o medytację. Cytuję swoje pytanie, które kiedyś zadałam nnej osobie poprzez maila: Kurs mówi “zajrzyj do swojego wnętrza, skup się w ciszy, zostaw sprawy tego świata” – nie wiem jak to zrobić.
    Kiedyś praktykowałam medytację buddyjską gdzie punktem zaczepienia jest oddech. Próbuję go obserwować, ale mam wrażenie, że nie do końca o to tu chodzi.Jak skupiam się na oddechu i odczuciach to mam wrażenie, że kieruję uwagę na ciało zamiast na ducha, wydaje mi się to bardzo fizyczne.
    Jak skupiam się uwagą do środka – zaraz usypiam/odpływam.
    Jak patrzę na przestrzeń za zamkniętymi oczami to mam chyba największe wrażenie bycia świadomym – ale raczej wtedy uwaga mi się skupia na zewnątrz – na odgłosach itp.
    Gdzie kierujesz/cie wzrok podczas medytacji? – tak jak przy usypianiu (czyli nigdzie, zapada się jakby) czy na przestrzeń za zamkniętymi oczami?
    Czyli używacie wizualizacji?
    Nie chodzi mi o technikę, uważam że sama technika nic nie daje, bardziej chodzi mi o proces, punkt zaczepienia, by się tak ciągle nie miotać.
    Które z tych podejść jest wg Ciebie/ Was najbardziej właściwe? Jak Ty/Wy to robisz/robicie?”
    Każde zadane przez mnie pytanie ma dla mnie duże znaczenie dla zrozumienia 🙂 dziękuję!

    • Wyjaśniłem metodę Kursu w wielu miejscach na tym blogu. Także przed chwilą, gdzie pytanie dotyczyło medytacji i kontemplacji. Proszę wybaczyć, ale ponieważ moja odpowiedź jest bardzo precyzyjna, pozwolę sobie ją powtórzyć.

      Jak czytamy: „Usiłowanie uczynienia świętym tego, czego się nienawidzi i czym się pogardza, pociąga za sobą ogromny wysiłek. Nie jest też konieczne, by spędzać życie na kontemplacji, ani też by oddawać się przez długi czas medytacji nakierowanej na oderwanie się od ciała. Niewątpliwie wszystkie takie próby zakończą się ostatecznie sukcesem z uwagi na ich cel. Jednakże użyte środki są nużące i bardzo czasochłonne, ponieważ wszystkie one spoglądają ku przyszłości w celu uwolnienia od obecnego stanu bycia niegodnym i nieprzydatnym.”

      Odpowiedź na twoje pytanie jest następująca: Kurs cudów przedstawia metodę, która szybko prowadzi do celu. Jaka to jest metoda? To nie jest fizyczna i cielesna metoda oddychania, liczenia oddechów, wizualizacji (też fizyczna choć subtelna), ale metoda która się nazywa wśród nauczycieli „owoc jest ścieżką”. Musimy wiec zdawać sobie sprawę z owocu, jakiego oczekujemy w efekcie. Jest nim jedność ze wszystkim (to jest właśnie Bóg ze swoją miłością) oraz świętość i doskonałość wszystkiego wokół (nasza wraz z naszymi wszystkimi bliźnimi). Do tego wiedzieć musimy, że widzenie siebie pochodzi z postrzegania przez nas naszych braci.

      A więc metoda Kursu to ścieżka, na której już teraz rozpoznajemy to, co ma być w przyszłości. Gdyż w rzeczywistości już teraz stanowimy jedność, wszyscy są doskonali, a siebie widzimy jako świętych gdyż wybaczyliśmy braciom. W tym wybaczeniu nie ma złej przeszłości bliźnich, bo zawsze byli święci. My tylko to rozpoznajemy.

      Podsumowując, medytacja Kursu obraca się wokół prawdy, a kontemplacja w prawdzie osiada. I ją ROZPOZNAJE. Jest dzięki znajomości owocu, co jest poglądem wyjściowym, wglądem w rzeczywistość. Do tego nie potrzeba kilku kalp medytacji i ascezy, jak mówią buddyści hinajany. Pozdrawiam

    • Dodam tylko do wyjaśnienia na temat medytacji, że aby móc rozpoznać rzeczywistość, powinniśmy zaufać nauczycielowi i stosować jego trening. Sama nazwa “Kurs” wymaga od nas jego studiowania i stosowania. Wtedy ujrzymy owoc. Jeśli medytujesz z koncentracją na oddechu itp., to zdaje się 🙂 idziesz inną zupełnie ścieżką. Jak wolisz… Ale to nie jest nauka Kursu.

    • Wydaje mi się że medytacja, to po prostu stan bycia świadomym siebie, lecz wpierw by wiedzieć jak ten stan wygląda i co daje, używa się różnych metod które mają nam to przybliżyć, ale kiedy załapie sie, przyjży jak wyglądają nasze reakcje ciała na uczucie miłości i jakie to odprężenie i odstresowanie daje i zrobi się z tego nawyk, to w sumie przestaje być potrzebne i można medytować cały dzień, nawet nie wiedząc o tym, robiąc kanapkę, pracując, jadąc samochodem, wciąż będąc w pewnego rodzaju błogostanie. Akurat to ostatnie mi się często zdarza, tak jakby skupienie się na pewnej czynności, z której czerpie się satysfakcję, radość (a uwielbiam jeżdzić, odpręża mnie to), upłynnia mnie do wejścia w ten pożądany stan. Rozpościeram to na inne zajęcia i efekt szybko przychodzi, o ile się nie czuje niechęci bo to psuje nasz spokój i wprowadza lęk. To trochę jak z modlitwą, bo to też medytacja. Najważniejsze by to szło z miłością. A praktyki stosowałem takie które przynosiły efekty – co nie działało, gdy nie widziałem zmiany, albo nie sprawiało mi przyjemności odrzucałem i szedłem dalej starając się znaleźć coś lepszego 🙂

    • 4rt dziękuję – możesz rozwinąć temat? 🙂 bo ja to teoretycznie wszystko wiem i rozumiem tylko nie umiem przełożyć na praktykę.

      Studencie 🙂 Chodzi mi właśnie o naukę kursu – o te momenty kiedy siadamy z kursem te 10-20 minut dwa razy dziennie, jest parę pierwszych chwil z kontemplacją, a potem mamy siedzieć i “czekać” – czyli co 🙂 co wtedy robisz, tylko nie pisz proszę że nic 🙂 bo świadomość szuka punktu zaczepienia, przynajmniej w początkowym etapie 😉 stąd moje powyższe pytania.

      Parę cytatów z KC, które mniej więcej obrazują to o co pytam:
      “Następnie poczekamy w ciszy na jego odpowiedź.”

      “Powierz resztę sesji ćwiczeniowej Ich przewodnictwu. Dołącz do Nich i pozwól się przez Nich prowadzić.”

      “Gdy już oczyścisz w ten sposób swój umysł, zamknij swe oczy i staraj się doświadczyć pokoju, do którego twa rzeczywistość daje ci prawo. Zanurz się w nią i poczuj jej bliskość wokół ciebie. Może zaistnieć pewna pokusa by pomylić te starania z wycofaniem się, ale różnica jest łatwa do wykrycia. Jeśli ci się powiedzie,
      będziesz odczuwał raczej wielką radość i narastającą żwawość, niż senność i osłabienie.”

      “Gdy już zdasz sobie sprawę z wagi tego, co próbujemy uczynić dla ciebie i dla świata, postaraj się usiąść w doskonałej ciszy, pamiętając jak bardzo chcesz dotrzeć dziś do światła w tobie – teraz! Postanów przejść przez te chmury. Wyciągnij do nich rękę i dotknij ich w swym umyśle. Odsuń je na bok swymi rękami; poczuj je na swoich policzkach, na swym czole i powiekach, jak przez nie przechodzisz. Idź naprzód; chmury nie mogą cię zatrzymać.”

    • Golka, Kurs mówi, że walka z myślami jest bardzo mozolna i zbędna. To własnie napisałem. Metoda, jaką proponuje jest prosta i szybko daje efekt. Myśli są jak chmury i ktoś może chcieć je rozdmuchać aby zobaczyć słońce. Ale nie musi tego robić, bo wystarczy uświadomić sobie, że słońce i tak jest. Więc ty i tak jesteś jednością z Ojcem, czy myślisz, czy nie myślisz. Jedynie rozpoznaj to i ciesz się tym. Posiedź w tym stanie rozpoznania. A myśli niech sobie robią co chcą. Ha ha ha. To jest to. Tego uczy nas Kurs. Bo myśli są nierzeczywiste, a Ojciec i Syn – tak. Ja i ty to własnie Syn. Cieszę się, a ty?

    • Golka, tu już jest wszystko napisane. Jeśli chcesz rady, ale zabraniasz mi mówić (“tylko nie mów…”), to cóż mogę zrobić? Gdyby nauka polegała na podjęciu jednej próby medytacji, to ja bym Ci powiedział: usiądź. Ty byś usiadła i poszła do nieba.

      A więc sama musisz próbować nic nie robić. nic nie robić nic nie robić nic nie robić nic nie robić nic nie robić nic nie robić nic nie robić nic nie robić nic nie robić nic nie robić nic nie robić nic nie robić nic nie robić nic nie robić.

      Aż się nauczysz.

      Ale jest metoda szybsza. Opisana tutaj np. https://kurs-cudow.pl/jak-wyzwolic-sie-spod-prawa-przyczyny-i-skutku

      A w skrócie powyżej o 20:41

    • Co Ty gadasz Golka, umiesz, nie próbuj tylko rób, jak mawiał mistrz Yoda z GW 😉 Nie zmuszaj się, tylko niech przyjdzie chwila, ta odpowiednia, będziesz wiedziała, postaraj się zmienić swoje myślenie, wyjdz ze schematu np: nie mów do siebie, a spróbuj wyobraźić sobie to co chcesz powiedzieć na zasadzie: jeśli chcesz rozlać swoją miłość na ludzi, nie musisz mówić, wyobraź jak snop światła spływa na nich i na Ciebie, coś w tym stylu. Wyostrz swoje emocje, ale nie wchodź w nie, bo ich nie zrozumiesz, a to co może przewijać się przed zamkniętymi oczami, może zostawić różny ślad w głowie, wybijając z medytacji. Pytaj siebie o różne rzeczy, a jak już mówisz to pewnie, z miłością, jakbyś rozmawiała z najlepszym przyjacielem, wyciszaj myśli które chcą z Ciebie ofiarę zrobić, albo z kogoś obok, a ich będzie mnóstwo, emocjami je wykryjesz, tylko musisz je poznać, wiedzieć które Ciebie wzmacniają a którę niszczą, to nie jest trudne. Odpowiedź przyjdzie, na różne sposoby i to nie zawsze w medytacji, ale w sytuacjach w życiu. Stąd ważne jest bycie neutralnym obserwatorem, ale wielce ciekawym wszystkiego, bez oceny, bo ocenianie zabija ciekawość, bo jak ocenisz może upłynąć długi czas zanim zmienisz zdanie. Tak u mnie się to dzieje 🙂 Pozdrawiam i powodzenia, uda Ci się 🙂

    • Ciało jest narzędziem, odbiornikiem i przekaźnikiem, Twoim domem i ten dom wyposażony we wszelkie superwypasione rzeczy typu wifi, centralne ogrzewanie i manifestowanie zabrudzonych i niefunkcjonalnych rzeczy jakie nasza jaźń zostawia. Medytacją się jednoczysz z domem, jak ślimak ze swoją muszlą, a będąc zjednoczonym doświadczasz Boga z każdej strony, gdyż nawet jak Bóg zapuka w muszlę z tyłu, czujesz to też w duszy 🙂

  3. Samadhi nie jest stanem panującym w Królestwie. Jest raczej doświadczeniem towarzyszącym umieraniu. Tak myślę 🙂
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*